Pograne #01

image

Piękna pogoda oraz długie dnie w pracy nie pozwalają mi odpowiednio zagłębić się w moją ulubioną, cyfrową rozrywkę. Heh, taki już nas żywot, starych koni – kasa jest aby grać w cokolwiek chcecie, czasu jednak zawsze brakuje. Znacie to, zresztą już coś podobnego marudziłem w tekście o „Nieogarnianiu”.

Ostatnio, jeśli już znajdę jednak trochę tego czasu, skacze między tytułami jak poparzony, a do tego jeszcze te cholerne Pokemony…

Czytaj dalej „Pograne #01”

Reklamy

Co mnie wpienia.

Będzie politycznie. Trochę mniej albo trochę bardziej, ale będzie.

Pamiętam filmy z mojego dzieciństwa. OK, troche przez mgłę, ale utkwiło mi w pamięci, że wtedy się w tańcu nie pierdolili. Większość filmów była czarno – biała, rzeczy nazywano po imieniu i nie przejmowano się parytetami czy kolorem skóry antagonistów.

Filmy o wojnie w Wietnamie były przeważnie proste – nasi byli dobrzy, oni byli źli, wszystko opierało się na przeświadczeniu, że dopóki nasi będą w nich strzelać to film będzie się podobał. Tak samo większość filmów wojennych czy sensacyjnych. Ciężko mi sobie wyobrazić próbę nakręcenia np. „Zaginionego w akcji” w 2016. Dialog reżysera ze studiem mógłby wyglądać tak:

Czytaj dalej „Co mnie wpienia.”

Dziwne lata

 

Serial „Stranger Things” zaatakował mnie z zaskoczenia, nie czekałem na to, nie oglądałem żadnych zajawek. Cokolwiek z nim wspólnego dopiero poznałem parę dni temu, gdy zacząłem oglądać pierwszy odcinek. Wtedy właśnie powstał wielki wir, który wciągnął mnie i nie chciał puścić, wręcz byłem zmuszony do oglądniecia wszystkich ośmiu odcinków, jak najszybciej to możliwe. Ale to takie dobre zmuszanie było, więcej chce! 😉

Czytaj dalej „Dziwne lata”

Czyste zło.

Siema, n4k1r z tej strony, trzeci „bloger” na Starych Koniach, ten co będzie pewnie pisał najrzadziej bo i koń najstarszy i z klaczą i dwoma źrebakami, kredytem hipotecznym, problemami z kręgosłupem i brakiem czasu żeby w końcu pozakańczać całą masę różnych spraw.

van –  chociaż ja go znam jeszcze pod inną ksywką z czasów przed reformą edukacji której zawdzięczamy gimnazję i kolejne żenujące pokolenie internautów (po dzieciach neostrady) – męczył mnie i męczył, a ja już miałem gotowy tekst, kiedy coś mi się w głowie poprzestawiało i doszedłem do wniosku, że chrzanić banały, napiszę tekst mniej więcej o tym samym ale w innym ujęciu. I oto :

Czyste zło. Namacalne zło w serialach.

Mógłbym pisać kilka stron o różnych bohaterach negatywnych, a jest ich cała masa. Mógłbym pisać o moich ulubieńcach (Gaius Baltar, Boyd Crowder, Barlow Conally, Moriarty) z których każdy ma historię, głębię a do tego kreacja aktorska to mocne 9/10. Ale po co? Każdy ma swoich ulubionych antagonistów więc sama wyliczanka kogo i dlaczego lubię jest bez sensu.

Czytaj dalej „Czyste zło.”

Independence Day: Resurgence

03-independence-day-film-header-now-playing-front-main-stage

Pierwszy „Dzień Niepodległości” widziałem w kinie mając 12 lat. Co to były za emocje! Totalna rozwałka największych miast, świetna akcja, tajemnicze ufoki! Super sprawa, zwłaszcza że po tylu latach film nadal można oglądać i zbyt bardzo nie narzekać. Oczywiście, jeśli nie będziemy oczekiwać super zwrotów akcji czy mądrej fabuły. To nie tego typu kino, tutaj można przymknąć oko i cieszyć się akcja, chłonąć efekty. Niestety, w części drugiej najlepiej ogólnie oczy zamknąć, zatkać uszy a z kasy na bilet złożyć sobie mały, papierowy statek i wycelować zza okno. Będzie miało to więcej sensu niż oglądanie tego badziewia.

Czytaj dalej „Independence Day: Resurgence”

From Spielberg with Love [recenzja: Midnight Special]

midnight_special_poster

Filmy sci-fi nie zawsze potrzebują gigantycznych budżetów, by zrobić wrażenie – zarówno od strony wizualnej, jak i fabularnej. „Midnight Special” kosztował zaledwie 18 milionów dolarów, ale w żadnym momencie tego nie odczułem. Jasne, nie jest to historia epickich rozmiarów, lecz prosty w konstrukcji film drogi z domieszką tajemnicy i fantastyki. A jeśli dziwi Was skąd tytuł posta, to właśnie Spielberg jako pierwszy przyszedł mi na myśl po skończonym seansie – tak, Stefan zdecydowanie mógłby nakręcić taki film na przełomie lat 70-tych i 80-tych.

Czytaj dalej „From Spielberg with Love [recenzja: Midnight Special]”

Guilty Pleasure #1: Godzilla

godzilla-98-1

Też tak czasami macie, że wbrew ogólnej opinii, a może nawet i zdrowemu rozsądkowi, jakiś film szalenie się Wam podoba, a… przecież nie powinien? I nie mam tu na myśli produkcji, które z konceptu lub z zasady są tak złe, że aż fajne (dzieła Tromy czy „Zombeavers”). W tym cyklu chcemy skupić się właśnie na takich produkcjach, niekoniecznie ograniczając się tylko do filmów. No to zaczynamy od mojego guilty pleasure, którego ani trochę się nie wstydzę 😉 Panie i Panowie, oto mega hit Polsatu – „Godzilla” Rolanda Emmericha.

Czytaj dalej „Guilty Pleasure #1: Godzilla”