BvS: Ultimate Edition – nie można było tak od razu?

maxresdefault

Wielu widzów (szczególnie krytyków) widziałoby ten film co najwyżej w cyklu Guilty Pleasure, ale nie ze mną te numery. Nigdy do końca nie zrozumiałem fali hejtu na najbardziej oczekiwany „pojedynek tytanów”. Rozumiem, że niektórych mógł rozczarować, bo spodziewali się czegoś innego. Rozumiem, że ma swoje wady, a niektórym widzom mogą nie pasować dane rozwiązania fabularne. Ale litości, jak widzę na RT ocenę dla „Batman Forever” wyższą od produkcji Zacka Snydera, to pozostaje mi tylko strzelić soczystego facepalma. Czy zatem 3-godzinna ultimate edition miała szansę zmienić coś w ocenie „krytyków”? Może odrobinę. A w przypadku fanów, którym film się podobał? Nie musiała, ale za to dostajemy jeszcze lepszy film.

[SPOILERY]

Kinowa wersja mogła się wydawać filmem niepełnym, a momentami nawet chaotycznym. I całkiem słusznie. Nie wiedzieć czemu (no dobra, hajs), Snyder niepotrzebnie skrócił film, pozbywając się kilku kluczowych scen, po których inaczej odbieramy poczynania bohaterów. Przede wszystkim pojawia się znana już z YouTube’a scena ze Steppenwolfem, więc teraz nie trudno się domyślić, o kim bredzi Lex Luthor za kratkami. Co więcej, dowiadujemy się, że szaleniec trafi do Arkham Asylum, co poniekąd uratuje Batmana, gdyż… Lex zna tożsamość Nietoperka, ale kto mu uwierzy, skoro jest wariatem. Ciekawa sprawa, która na pewno będzie miała swoje konsekwencje w kolejnych odsłonach DCEU.

Idźmy dalej. Dość mocno został rozbudowany wątek śledztwa, zarówno Lois Lane, jak i Clarka Kenta. Dziewczyna Supermana po wydarzeniach w Afryce próbuje poskładać puzzle, które doprowadzają ją do spisku Luthora. Widzimy więcej z samego śledztwa, a nie tylko oskarżanie, że coś tu nie gra (namacalne dowody, że Wallace Shawn nie planował zamachu, a jego wózek i kula z Afryki zostały stworzone z tego samego nieznanego metalu). Podobnie obserwujemy śledztwo Clarka Kenta, który w Gotham dowiaduje się o brutalnych poczynaniach Batmana oraz tego konsekwencjach (czym kończy się wypalenie znaku nietoperza na klatce piersiowej Cesara Santosa).

Oprócz śledztwa obserwujemy również poczynania drugiej strony, czyli jak doszło do wrobienia Supermana. Dzięki temu dostajemy rozbudowaną scenę w Afryce (Jimmie Olsen jako agent CIA, spalenie zwłok) czy przyznanie się do winy świadka, który został „namówiony” do składania fałszywych zeznań. Oskarżanie Człowieka ze Stali o brutalne postępowanie dość mocno koliduje ze sceną po wybuchu w Kapitolu, w której Superman pomaga ofiarom tragedii. Co więcej, później dowiadujemy się, że wózek Shawna był stworzony z mieszanki nieznanego metalu i ołowiu, przez który wzrok Kenta nie przenika, a więc nawet gdyby chciał, nie zauważyłby bomby.

Prawda, że sceny dość znamienne w odbiorze fabuły? To nie jest przypadek „Watchmen Ultimate Edition”, przy którym dostaliśmy po prosty dłuższy film. W „BvS” brakowało nam tych elementów, by lepiej zrozumieć fabułę, szczególnie jak ktoś miał z tym kłopoty. Snyder chyba za bardzo zawierzył w zdolności dedukcyjne widzów, chcąc przyciąć film do wersji jak najbardziej przyjaznej kinom (im krótszy film, tym więcej seansów, tym więcej zysku z kasy). Nie tędy droga. Jak już wspominałem, mi się kinówka bardzo podobała, nie miałem większych problemów ze zrozumieniem, ale uczucie brakujących elementów nie opuszczało mnie przez cały seans. Podobnie jak w przypadku „Warcrafta”, który ponoć w oryginale był 40 minut dłuższy, ale niestety tutaj ani widu ani słychu o jakiejś rozszerzonej wersji.

Pozostaje jeszcze kwestia R-ki, którą tak chwalili się twórcy. Hmm, że niby gdzie te sceny podpadające pod tę kategorię? Przypominam sobie tylko długi ślad krwi na ścianie po kontakcie z głową osiłka w scenie ratowania Marthy; chyba widziałem jakiś rozprysk krwi od kulek z karabinu i ponoć ktoś krzyknął „fuck” (nie dam sobie głowy uciąć). No tak, R jak się patrzy 😉

Jednak Zack Snyder się „uczy”, bo już „zwiastun” (twórcy nie chcą tak go nazywać) „Justice League” z Comic-Con prezentuje się zgoła inaczej niż „BvS” – więcej kolorów, więcej humoru. Mi odpowiadał styl dotychczasowych „Supermanów” i jakoś nie potrafię sobie wyobrazić Batmana w humorystycznych scenach (jeden „I thought she is with you” wiosny nie czyni). Pożyjemy, zobaczymy, a tymczasem „hello darkness, my old friend”.

[Irek]

Jedna uwaga do wpisu “BvS: Ultimate Edition – nie można było tak od razu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s