Ziemia obiecana [recenzja: Sausage Party]

sausage

Mam wrażenie, że ktoś przysnął podczas promocji filmu „Sausage Party”. Prawdopodobnie nie wiedziałbym o jego istnieniu, gdybym przez przypadek kilka tygodni temu nie obejrzał zwiastuna w kinie. Dokładnie pamiętam moje zdziwienie, gdy z początku wyglądało to na ładną kreskówkę dla dzieci o produktach żywnościowych (w głównej mierze), które udają się do ziemi obiecanej. Podświadomie jednak głos głównego bohatera, granego przez Setha Rogena, budził podejrzenie, no i sama świadomość, że jak to, zjedzenie przez człowieka ma być tą ziemią obiecaną? Czekałem więc na jakiś twist… i się doczekałem… z nawiązką. „Kurwa, nie wierzę!” wyrywało mi się podczas oglądania zwiastuna i tak samo reagowałem kilka tygodni później już na seansie filmu. Zdecydowanie nie jest to kreskówka dla dzieci (tak, rodzice wpuszczali swoje pociechy do kina!), za to obrazoburcza jazda bez trzymanki dla dorosłych.

W sumie powinienem podziękować beznadziejnemu marketingowi, gdyż tym większe było moje zaskoczenie podczas samego seansu. Ciężko jest również pisać o tym filmie bez spoilerów, bo to właśnie odkrywanie wszystkich smaczków i niedowierzanie, z czego nabijają się twórcy, robią największe wrażenie. Tutaj nie ma żadnych świętości, oberwało się dosłownie wszystkiemu. To swoisty „South Park” w skondensowanej dawce. Religia? Jest. Żydzi i Arabowie? Są. Homoseksualizm? No ba. Części intymne? No tak… Seks? WTF! Uwierzcie mi, naprawdę staram się nie spoilerować, żeby nie psuć Wam zabawy, ale tę kreskówkę trzeba zobaczyć za samo nawiązanie do „Terminatora” i orgię (sic!).

Film robi tym większe wrażenie, gdy spojrzymy na osoby reżyserów. Wiecie, co nakręcił wcześniej Conrad Vernon? „Shreka 2”, „Potwory kontra obcy” i „Madakaskar 3”. Ok, czyli kreskówki na wesoło. A Greg Tiernan? Serię „Tomek i przyjaciele”. Jeśli nie wiecie co to, spytajcie Waszych kilkulatków – pewnie są bardziej z tym obeznani. Innymi słowy, panowie wyżyli się za lata reżyserowania kreskówek dla dzieci – co prawda pozostali w temacie, ale puściły im wszelkie hamulce. Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli. To nie jest jakaś kretyńska animacja dla dorosłych. Pod naporem wulgarnych, ordynarnych i szokujących treści, przemycono inteligentną satyrę społeczną, czy nawet komentarz na temat sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie.

Niestety film ma też swoje problemy. Od czasu do czasu pojawiają się dłużyzny – szczególnie w pierwszej połowie. Ciężko mi sprecyzować, czy to przez natłok informacji, czy fabularnie oczekiwałem czegoś innego (nastawiony przez zwiastun spodziewałem się szybkiego przejścia do rzeczy). Ponadto w pewnym momencie zaczyna już męczyć nachalność wulgaryzmów. Wiecie, „fucki” brzmią fajnie, gdy są rzucane w niespodziewanych momentach, a nie co drugie słowo. A że nigdy nie byłem fanem używania ich w formie przerywników, tak też w pewnym momencie zaczęło mnie to irytować i zdałem sobie sprawę, że to kolejna amerykańska komedia, która na tym próbuje budować swój niewyszukany humor (jak dobrze, że w tym przypadku to tylko jeden z elementów).

Wady wadami, ale kilka dni po seansie nadal co chwilę przypominają mi się wszelkie smaczki, odniesienia czy zaskakujące wizje tego, co dla nas jest przecież codziennym produktem sklepowym – do gumy nabrałem szacunku, a bajgiel i falafel… a zresztą… Ten film to dla mnie zdecydowanie jedna z niespodzianek tego roku – ostatni raz na kreskówce z podtekstem uśmiałem się tak na pierwszym „Shreku”, mimo że to pozycje dla dwóch różnych kategorii wiekowych.

Solidne 7/10

[Irek]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s