Kiedyś było lepiej ;-)

Żyłem w czasach, kiedy muzyka była ciekawa.

A przynajmniej ciekawsza niż teraz. Żyłem w czasach, kiedy muzykę się chłonęło, teraz się jej co najwyżej słucha. Oczywiście jest to ględzenie starego konia, takie samo ględzenie jakie słyszymy od każdego starszego pokolenia – oni mieli The Doors, Led Zeppelin, Dire Straits, Deep Purple…

Ale na serio, dzięki temu że Spotify weszło do Polski nieco nadrobiłem zaległości muzyczne. Okazało się że wiele zespołów ze schyłku lat 90 i początku XXI wieku nadal gra, są jakieś reuniony itp.

Ale to już nie jest to 😦

Powiem więcej – to, czym podnieca się dzisiejsza młodzież, jest wtórne, nawet jeżeli mówimy o tym samym zespole. Weźmy taki zespół Korn – przecież tego co nagrali po „Follow the leader” nie da rady słuchać, a dzisiaj widzę na mieście kindermetalówy w koszulkach Korna, nie mają więcej niż 16-18 lat i nawet pewnie nie wiedzą, że słuchają zespołu który zaliczył straszny zjazd muzyczny. OK, bunt, brak zrozumienia, samotność i inne tematy przewijające się w muzyce Korna od 20 lat trafiają cały czas na podatny grunt, ale cholera nawet nie o teksty czy tandetne teledyski mi chodzi. Muzycznie Korn jest obecnie cieniem Korna. Nie powiecie mi, że cokolwiek co nagrali po 1998, jest lepsze od tego :

 

Ale takich przykładów jest więcej, postępujaca komercjalizacja, chęc dotarcia do szerszej rzeszy fanów. Limp Bizkit nagrał bardzo dobre „Three dollar bill Y’all$”, a później przeciętne „Significant other” z dwoma, może trzema dobrymi utworami, na resztę dorobku spuśćmy zasłonę milczenia. The Offspring – za łebka się tego słuchało, niestety nagrali „Americana” i szlag trafił dobry zespół. Takie NOFX czy Pennywise cały czas nagrywają dobre punkowe płyty, a The Offspring czy Green Day to takie radiowe plumkanie do słuchania obok Rihanny czy Biebera. Linkin Park? „Hybrid Theory” mogła się podobać jak ktoś szukał czegoś lżejszego, reszta ich albumów kompletnie nie do słuchania.

Trochę też mnie trafia jak widzę w TV, w radiu czy ktoś wrzuci na FB teledysk kapeli którą znam, ja z ciekawości odpalam i po chwili czuję zażenowanie. Co się cholera stało z tą muzyką? Dlaczego ludzie tego słuchają? Powinni pokazać im środkowy palec, kupić starsze albumy i chłonąć tamtą twórczość. Wychowało się pokolenie „słucham wszystkiego”, więc leci Metallica, ACDC, Mindless Self Indulgence, Lana Del Rey (czy jak jej tam), Justin Timberlake, Coldplay, do tego jakiś polski hip-hop (sorry, nic mi nie przychodzi do głowy, polski HH uważam za błąd którego za 10 lat będą się wszyscy wstydzić tak jak wstydzili się disco polo).

Dlaczego tak jest? Bo teraz się muzyki słucha, kiedyś jak wspomniałem muzykę się chłonęło.

Albo inaczej : kiedyś się słuchało, teraz się słyszy. Bezrefleksyjnie, lecą jakieś dźwięki, nieważne że podobne ale lecą i tyle, za chwile będą inne dźwięki, podobne i też fajnie. Dlatego nigdy nie lubiłem disco. Nie tańczę – to inna sprawa, nie bawi mnie to tuptanie, ale jakoś tak mam że zamysł iż muzyka ma służyć do zabawy tanecznej do mnie nie trafia, bo wtedy przestaje być muzyką. Nieważne kto gra, jak gra, ma być przaśnie i z rytmem. A jak ktoś lubi disco i narzeka na disco polo to jest hipokrytą albo kimś kto nienawidzi języka ojczystego.

Wspomniałem o Mindless Self Indulgence? Dobrze. To jest przykład zespołu, który nagrywa w miarę równe płyty i za to im chwała. Podobnie jak System of a Down – w pewnym momencie stali się sławni, ale grają nadal mniej więcej to samo. Szkoda tylko, że rzesze fanów obu zespołów nie znają pełnej dyskografii i zaczęli ich słuchać dopiero po tym jak kapelom udało się wypłynać na nieco głębsze wody. Nie wierzycie? Spytajcie fanów SOAD czy zanucą wam „Sugar”? Albo fani MSI niech zaśpiewają pierwsze cztery wersy „Bitches”. Przecież każdy fan tych zespołów powinien to znać na pamięć…

Nie znają, bo oni muzykę słyszą, ale nie słuchają. Jest moda na to, fajnie grają, super, jutro będzie moda na tamto i też będą fajnie grać. I też będzie super. Znak czasów. Mało jest ludzi, o których można powiedzieć że słuchają RÓŻNEJ muzyki i rzeczywiście to robią, potrafią docenić wielu wykonawców z różnych półek czy szuflad muzycznych, słysząc w tym cokolwiek więcej niż próbę sprzedaży i zarobku wytwórni. Teraz jesteś cholernym konsumentem i tyle. Koncert? Open’er albo inny spęd, po co słuchać podobnej muzyki ale mniej znanej w jakimś małym klubie? Młodzież woli gwiazdy od muzyki, słyszenie ale nie słuchanie.

Być może myśmy mieli łatwiej. Za naszych czasów mieliśmy falę metalcore, jako jedni z pierwszych w Polsce słuchaliśmy sobie Lamb of God, The Black Dahlia Murder, Unearth i innych. Z tego miejsca pozdrawiam #core-pl, listę mailingową skupioną najpierw wokół jednej ze stron o Kornie, później już luźniej traktującą o podobnej muzyce, niesamowite źródło wiedzy o zespołach, dzięki której poznałem wielu świetnych ludzi. To były czasy kiedy o muzyce się dyskutowało a nie zwyczajnie polecało jakiś zespół. To były czasy, kiedy nie było torrentów czy edonkey, wtajemniczeni wiedzieli co to FTP, jak obsługiwać konto shellowe czy jak zasysać muzę i klipy z IRCa. Nie mieliśmy takich narzędzi jak obecnie a mimo wszystko nasze życie muzyczne było wypełnione po brzegi treściami o najwyższej jakości.

Pamiętacie jeszcze From Autumn to Ashes czy Hopesfall? Świetne kapele która też gdzies tam po drodze trochę się rozmieniła na drobne, ale dla większości ludzi w czasach bez łącz po 100MB/s to było wtedy odkrycie. Teraz są dziesiątki podobnych kapel które nie grają jednak tak dobrze, ale tych przeze mnie wspomnianych niewielu zna.

 

Takie Enter Shikari to teraz gwiazdy, mają rzeszę fanów a ja nadal chcę ich pamiętać z pamiętnego teledysku „Sorry You’re not a winner” niż z późniejszej twórczości. Czuję się trochę staro obserwując nastolatków podniecających się ES a którzy być może nawet nie kojarzą tego kawałka. Gwoli sprawiedliwości dodam, że nagrali wiele dobrych numerów, ale dziwnie się czuję mając świadomość, że dla wielu jest to kapela zaczynająca się od jakiegoś konkretnego albumu a nie od pierwszych dokonań z których znam ich ja. Wtedy to było coś nowego, coś świeżego, reszta to jakieś tam pokłosie.

Piękne były czasy, kiedy dla kogoś takiego jak ja, mieszkającego na wsi, z internetem na modemie 33,3kb jednym z lepszych sposobów na poznanie nowej muzyki było chodzenie w ciemno na koncerty. Blogującego tutaj Azela poznałeł zdaje się na koncercie Schizma/L’Esprit du clan w Rockerze. Na GG dawaliśmy sobie znać że jakiś hardcore grają na mieście, plakat był gdzieś tam po drodze, kapel nie znaliśmy więc bujało się na te koncerty. A każdy koncert to kolejna płyta CD, kolejna koszulka, kolejne wrażenia. Teraz tego nie ma. Fakt – mając rodzinę trudniej się gdzieś wyrwać, do tego prześladuje mnie pech koncertowy tj. jak jest jakiś dobry koncert to jestem chory (Ignite) albo mam kontuzję (Unearth kilka dni temu). Ale jak już jestem to odnoszę wrażenie, że 15 lat temu było jakoś więcej ludzi na gigach, ale może wtedy młodzież nie była tak leniwa i nie wystarczyło siedzenie przed ekranem z koncertem odpalonym na youtube.com. Czy nie lepiej usłyszeć na żywo takie granie i poczuć tę energię?

 

Wracając do tematu, to nawet w Polsce 15 lat temu mieliśmy z jednej strony boom na nu-metal, na który teraz patrzę z odrobiną wstydu ale „jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma” więc ganialiśmy po koncertach i pomagaliśmy je organizować, ale z drugiej wśród młodzieży byli ludzie którzy mieli cokolwiek nowatorskie i wizjonerskie podejście do tworzenia, czy nam się ich twórczość podobała czy nie. Większosć kapel zrzynała z Korna czy LB, ale były też takie które rzeczywiście szukały swojego brzmienia, a nawet jak grali podobnie do innych kapel (co nie jest zarzutem, w melodyjnym punku ciężko o bycie oryginalnym a jednak są fantastyczne zespoły które grają podobnie ale na świetnym poziomie!) to byli o dwie klasy lepsi : CO.IN, Her czy Moja Adrenalina. Teraz ciężko znaleźć dobrą kapelę młodzieżową, w różnych „Mam talent” pojawiają się żenująco słabe zespoły, każdy oczywiście gra „energetyczną muzykę”, „mieszankę funku, rapu i metalu”, do tego zespół „w nowatorski sposób eksploruje nieznane rejony” itp. A to wszystko ograne, a to wszystko dobre na świeto kapusty pod Bydgoszczą i zabawę upojonych piwem nastolatek, a to wszystko jakieś takie do dupy. Nie wiem czy większą żenadą nie jest to, że zespoły naprawdę kiepskie schodzą się z powrotem po kilku(nastu) latach niebytu i korzystając z możliwości których nie mieli wcześniej nagrywają nowe płyty, równie słabe jak ich granie sprzed tych kilku(nastu) lat. A to wszystko właśnie na fali zapoczątkowanej przez komercyjne programy w których mogą zaprezentować się przed Wojewódzkim czy jakimś innym krytykiem z którego zdanie liczą się tylko ci, których nie stać na indywidualne oceny i poszukują latarni która im wskaże produkt do podniecania się wraz z przyjaciółmi na facebooku.

Niedawno byłem na świetnym koncercie pożegnalnym zespołu Lionheart i tam wokalista powiedział bardzo piękne słowa : oni nie chcą na tym zarabiać, oni grają bo lubią grać, bo dzięki temu poznają ludzi i świat. Tego mi brakuje współcześnie, kiedyś nie było takich nakładów, technologii, łatwości w dotarciu do słuchacza, kiedyś zespoły starały się, własnymi siłami wydawały płyty a nawet jak trafiali do „majorsów” to grali nadal dobrze. Obecnie wiele zespołów zrobiło z tego sposób na życie, grają lżej, stracili pazur, bo dzięki temu więcej ludzi ich łyknie więc i moneta będzie lepsza. Trend się powoli odwraca i zespoły zaczynają grać mocniej i żywiej, ale to raczej dlatego że teraz lepiej się sprzeda bycie buntownikiem, który na przekór trendom będzie atakował z większą mocą.

A to wszystko żeby lepiej sprzedać produkt. Nad kapelą czuwa cały sztab ludzi od brzmienia, marketingu, organizacji koncertów itp. Nie jest to oczywiście nic złego, taki Rammstein na przykład gra to samo od lat, sprzedaje miliony płyt i musi mieć kogoś kto ogarnie im temat arketingu i grania na żywo, ale obok sekstetu z Niemiec jest cała masa kapel, która dokonała w swoim graniu zbyt daleko idących zmian, żeby przypasować się wydawcy. Jedno jest zarabiać w sposób jaki się lubi, a czym innym jest zrobić z tego sposób na życie. Ten drugi przypadek jest nieszczery i choć nie mam pewności, czy ostatni album Green Daya został nagrany bo oni lubią tak grać czy został nagrany tak a nie inaczej bo się lepiej sprzeda, to jednak znając ich wcześniejsze dokonania śmiem twierdzić, że jakieś „21 guns” to produkt taki sam jak bułeczki u piekarza – ty chcesz kupić, on chce zarobić, nie robi tego z pasji, tylko taki ma zawód. A tymczasem grający prawie tak długo, jak ja żyję, NOFX nagrywają nową płytę i grają w zasadzie tak samo jak od wielu wielu lat, a mimo wszystko nie nudzą się a słucham ich z przyjemnością. I nie potrzebują do tego jakiejś dużej wytwórni, ich koncerty wypełniają się ludźmi szybciej niż kościoły wiernymi na Wielkanoc.

Kojarzycie Papa Roach. Otóż kiedy kilka lat temu dowiedziałem się, że oni nadal grają i odpaliłem sobie ich klipy na YT coś we mnie pękło. Jeden z moich ulubionych zespołów sprzed lat zrobił się ciotowaty. Tak zwyczajnie, grają jakieś nie wiadomo co, momentami próbowali zdaje się brzmieć jak Atreyu ale im nie wyszło. A kiedyś bardzo fajny rapcore. Zupełnie inną ścieżką poszli Disturbed którzy w moim odczuciu niewiele stracili z tego co mogliśmy usłyszeć na ich debiutanckim krążku – charyzmatyczny wokal, gitary nadal chodza tak samo, wszystko się zgadza.

Należę do pokolenia, które mogło obserwować narodziny wielu muzycznych projektów. Nine Inch Nails, Korn, Disturbed, Slipknot, Lamb of God, Deftones, Rammstein, Bullet for my Valentine, Trivium, System of a Down, Killswitch Engage, Tool czy Godsmack. Patrząc się na dzisiejszą muzykę i dzisiejszy showbusiness myślę, że mogę nazywać się szczęściarzem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s