Filmy

Ciemniejsza strona social media

Niedawno do polskich kin wszedł teen thriller „Nerve”. Mimo że generalnie to całkiem przyzwoite filmidło, zaciekawiło mnie w nim jednak co innego – w jaki sposób w filmach są ukazywane social media. Ekshibicjonizm na wszelkich facebookach, instagramach czy snapchatach sięga obecnie zenitu. Mimo że nie będę wnikał, czym się niektórzy kierują, że tak chętnie informują o każdej najmniejszej pierdole ze swojego życia, ale to właśnie takie podejście użytkowników jest idealną pożywką dla filmowców. Tematyka co mnie wcale nie dziwi, koncentruje się w głównej mierze na negatywnym aspekcie portali społecznościowych. Rzućmy zatem okiem na kilka produkcji.

Najświeższą pozycją jest oczywiście wspomniany „Nerve”. W skrócie jest on o zabawie w „prawda czy wyzwanie”, ale bez „prawdy”. Użytkownicy logują się na stronie internetowej, wybierając czy są graczami czy obserwatorami. Dość znamienna jest scena, gdy główna bohaterka wybiera opcję pierwszą i z automatu pobierane są wszystkie informacje na jej temat, które kiedykolwiek udostępniła na social media. Dorzućmy do tego wątpliwą legalność nie tyle co samej zabawy (bo to raczej zwyczajna głupota), ale działalności strony/aplikacji. Ta, niczym jakieś inwigilacyjne ustrojstwo, wie o tobie wszystko, wraz z numerem konta, na które przelewa pieniądze za wygrane wyzwania lub je zabiera, gdy… spoiler, więc już milczę. W każdym razie film wymownie pokazuje, jak dzisiejsza młodzież bez żadnego pomyślunku klika, pisze i udostępnia dane gdziekolwiek, dopóki coś jest na czasie, trendy czy też cool.

Social media to również oaza szczęścia dla wszelkiej maści seksualnych drapieżników. Ciekawymi produkcjami przedstawiającymi temat z dwóch stron są „Trust” i „Hard Candy”. W pierwszym filmie (nota bene reżyserem jest przyjaciel David Schwimmer) oglądamy dramatyczne przeżycia 14-latki, która staje się celem 41-letniego pedofila. Nie trudno się domyślić, że poznany w Internecie nastoletni Charlie wcale takim młodzikiem nie jest. Wszelkie czaterie to nie tylko wylęgarnia trolli, ale również skrajnie niebezpiecznych seksualnych przestępców, którzy nie cofną się przed niczym, by dobrać się do nieletniego dzieciaka. Kilka miesięcy temu czytałem eksperyment użytkownika jednego z portali społecznościowych, który przez kilka dni udawał na czatach nieletniego. Nie tylko mnie, ale również jego zaskoczyła ilość i tematyka rozmów. Od typowych „pokaż co tam masz”, do pozornie niewinnych prób zdobycia kolegi, którym się zaopiekuje (znamienne rozmowy z „nauczycielką” – cholera wie, czy faktycznie nią była, czy tylko chciała wzbudzić zaufanie). Z drugiej strony, próba manipulacji może obrócić się przeciwko pedofilowi. Film Davida Slade’a przedstawia mianowicie tortury, którym nastolatka poddaje drapieżcę poznanego w sieci. Samosąd to dość ciężki temat, ale jestem pewien, że niejeden rodzic czy przyjaciel ofiary chętnie znalazłby się na miejscu oprawcy.

A pamiętacie czasy, gdy czaterie dopiero wchodziły i można było udawać kogoś innego? Wraz z pojawieniem się Facebooka i tym podobnych portali można stworzyć całkowicie fikcyjne profile i udawać kogoś, kim się nie jest. Taką sytuację ukazuje dokument „Catfish”, który po sukcesie doczekał się kilku sezonów w MTV. Nie wiem, na ile historia tam przedstawiona jest prawdziwa (różne są zdania na ten temat), ale na pewno nie jest ona nieprawdopodobna. Każdy ma sobie coś do zarzucenia i jeśli nie jest tego w stanie zmienić w życiu realnym, to dlaczego chociaż nie pofolgować sobie w świecie wirtualnym? Co innego, gdy jednak człowiek tak mocno zatraca się w fałszywej tożsamości, że prowadzi do patologii albo sytuacji bez wyjścia.

Podobny temat porusza jeden z wątków w dramacie „Disconnect”, choć tutaj chodziło o skradzioną tożsamość. Ciekawszy jest jednak motyw cyberprzemocy, która dotyka coraz większej ilości nastolatków, a co za tym idzie, mamy coraz więcej tragicznych finałów. W czasach social media bardzo łatwo i szybko kogoś upokorzyć, tym bardziej, że co raz opublikujesz w sieci, pozostaje w niej na zawsze. Dlatego chyba nigdy nie zrozumiem, jak można przesyłać nagie fotki komuś, kogo praktycznie nie znasz (fałszywa tożsamość!), albo wrzucać takowe na jakieś forum. Takie „krejzolskie” momenty mogą mieć swoje konsekwencje w przyszłości nie dość, że rodzina może się dość łatwo o nich dowiedzieć, to jeszcze coraz więcej pracodawców lubi sprawdzać swoich pracowników w mediach społecznościowych. Motyw upokorzenia w social media jest również dobrym materiałem dla horrorów. Jednym z ciekawszych jest bez wątpienia „Unfriended”, który połączył to z historią o duchach. Film ogląda się nie tylko dobrze ze względu na sprawnie prowadzoną intrygę, ale również ze względu na samą formę całość widzimy z perspektywy monitora głównej bohaterki, na którym pojawiają się wpisy m.in. na Facebooku, a bohaterowie rozmawiają ze sobą przez messengera z podpiętą kamerką.

Czarną stroną social media są również fora, lubujące się we wszelkich anormalnych tematach. Jednym z przykładów jest polska produkcja „Sala samobójców”, w której główny bohater trafia do tytułowego portalu społecznościowego, zrzeszającego ludzi z obsesją na punkcie samobójstw. Nie tylko lubią je oglądać, ale niektórzy sami takowe planują. Jest to również kolejny film, poruszający ważny temat samotności i niezrozumienia, a dobitnie pokazuje to relacja głównego bohatera z rodzicami, którzy „”, ale niewiele z tego wynika. W dzisiejszych czasach nieprzypilnowane dziecko bez większych problemów trafi w najciemniejsze zakamarki Internetu. Nie sugeruję jakiejś surowej kontroli czy cenzury, bo z ciekawością jeszcze nikt nie wygrał. W większości przypadków wystarczy po prostu otwarta i szczera rozmowa. Tak, brzmi jak banał, ale ilu z was oglądało kiedyś różne durnoty i jakoś nie skończyliście w rękach profesjonalistów?

Na koniec w temacie social media nie można nie wspomnieć o „The Social Network”, no bo przecież tak naprawdę media społecznościowe spopularyzował właśnie Facebook. A gdzie jest niezwykle duża popularność i gigantyczne pieniądze, tam w tle zawsze przewijają się zazdrość, zdrada i manipulacja. David Fincher bardzo zgrabnie ujął temat konfliktu między współzałożycielami Facebooka. Dorzućmy do tego kapitalną muzykę skomponowaną przez samego Trenta Reznora i Atticusa Rossa, piękne zdjęcia i świetnie poprowadzoną fabułę – palce lizać.

Nie, social media to nie jest zło wcielone. To trochę jak z polityką i wyborami. Wszyscy będą robić to co większość (a później wpisywać w wyszukiwarce „co to jest brexit” ;)), a tylko drobny procent będzie korzystał z tego świadomie i rozważnie.

[Irek]

Zdjęcie: ayurvedamedicare.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s