Filmy

Powrót wiedźmy z Blair [recenzja: Blair Witch]

17 lat musieliśmy czekać na pełnoprawną kontynuację „Blair Witch Project”, bo „Book of Shadows” takową nazwać nie można. Mam wrażenie, że twórcy pozazdrościli sukcesu „Paranormal Activity”, który z hitowego oryginału przerodził się w tasiemiec do robienia pieniędzy. Czy zatem w przypadku wiedźmy z Blair będziemy mieli do czynienia z odrodzeniem serii, a tym samym dostępem do kolejnej dojnej krowy?

Swego czasu przebąkiwano o prequelu, który miałby się skupić na historii tytułowej wiedźmy, ale z jakiegoś powodu ten projekt upadł. Może miała na to wpływ klapa wspomnianego sequelu, bo przecież nie porzuca się ot tak chwytliwego tematu. Jakikolwiek był powód, dość niespodziewanie (promocja zaskakująco słaba, skoro dowiedziałem się o filmie może ze 2 miesiące temu) do kin wchodzi bezpośrednia kontynuacja „Blair Witch Project” – na poszukiwania zaginionej Heather Donahue wraz z przyjaciółmi rusza jej brat James. Zatem kolejny raz z bohaterami wchodzimy do lasu nieopodal miasteczka Burkittsville, by przeżyć najgorszy koszmar ich życia.

Nie zdążyłem narobić sobie sporych oczekiwań (jeden plus słabego marketingu), więc do filmu podszedłem z klarownym umysłem. Pewnie, chciałem by była to solidna produkcja, gdyż oryginał to mój numer 1 z gatunku found footage. I na całe szczęście z seansu wyszedłem całkiem zadowolony. Owszem, do jedynki trochę mu brakuje, ale jako horror sam w sobie, jest to kawał przyzwoitego straszaka. Problemem filmu jest niewielka dawka oryginalności, bowiem schemat pozostał praktycznie ten sam – bohaterowie szykują się do wyprawy, ekipa pojawia się w lesie, gubią się, zaczynają się dziać różne dziwactwa, a w finale trafiają do zniszczonego budynku. Więc dlaczego jest to jednak udana produkcja?

Pomimo dość wolnej pierwszej połowy filmu, która szczególnie może być nudna dla ludzi dobrze pamiętających pierwowzór, w drugiej połowie zaczyna się prawdziwa zabawa – robi się naprawdę intensywnie. Klimat beznadziei udziela się widzom, a kolejne motywy przyprawiają o gęsią skórkę. Twórcy nieźle wybrnęli ze schematyczności, dodają od siebie kilka nowych elementów, które naprawdę mogą się podobać – parę razy pomyślałem, że bohaterowie mają teraz konkretnie przesrane, co rzadko mi się zdarza. Ma na to oczywiście ogromny wpływ kamera „z ręki”, która nadaje filmowi realizmu i perspektywy oglądania historii oczami bohaterów. Dodatkowo oświetlenie dobrano w ten sposób, by widz miał mocne uczucie klaustrofobii, pomimo że akcja dzieje się w ogromnym lesie. No i nie zapominajmy o dźwiękach, które w przeciwieństwie do pierwszej części, tym razem atakują nas z kanałów surround, więc co chwilę coś skrzypnie nam za głową, by chwilę później wystraszyć z prawej strony. A finałowa akcja w zniszczonym budynku, to już kawał mocnego horroru – przez ładnych kilkanaście minut siedzimy jak na szpilkach, masochistycznie myśląc sobie, że chcemy tego więcej. Tak, czuję się spełniony dawką grozy 😉

„Blair Witch” to dobra kontynuacja, ale powinna być ostatnią, która schematem przypomina pierwszą część. Chciałbym obejrzeć filmy o wiedźmie z Blair z innej perspektywy, żeby nie popaść w kalkomanię (dlatego nie rozumiem hejtu na „Book of Shadows”). Niech zatem najnowsza produkcja posłuży jako udane odświeżenie serii, by dać twórcom możliwość zabawy mitologią – w przeciwieństwie do „Paranormal Activity”, już pierwowzór podsunął nam kilka ciekawych pomysłów (chociażby historia Rustina Parra, która doczekała się wersji książkowej). Tymczasem życzę udanej wycieczki do lasu 😉

Ocena: 6.5/10

[Irek]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s