Granie unplugged.

A co jak zabraknie prądu?

Co robić, jak nie będzie telewizora, konsoli, komputera? Nie będzie internetu, telefon zaraz padnie a na dworze zimno i ciemno?

Książka albo komiks! Ale mi się chce graaaaaaać!

Nic prostszego – wystarczy wyciągnąć pudełko z grą planszową!

O graniu unplugged będzie dzisiejszy wpis, a docelowo pojawią się jeszcze dwa wpisy. W każdym będę się starał polecić gry na kolejny „stopień wtajemniczenia”, bo wiadomo że ktoś nowy w temacie nie usiądzie do stołu i nie będzie od razu rozgrywał solidnych partii w „Mage Knight”, z drugiej strony ktoś kto regularnie ciśnie w „Twilight Imperium” nie siądzie nagle do „Settlersów”.

Z grami planszowymi jest jak ze wszystkim innym : dzielą się na lekkie i ciężkie, na proste i złożone, na przygodowe i strategiczne, na euro i ameritrash itp.

Moja przygoda z planszówkami zaczęła się ponad 10 lat temu. Jako zapalony gracz World of Warcraft na jednym z forów poświęconych tej grze wyczytałem o planszówce w tym świecie. Od razu wróciły wspomnienia wczesnodziecinnych gier w Chińczyka, licealnych przygód z „Magią i Mieczem” czy „Magic: The Gathering” czy grania w Monopoly ze znajomymi. Jednak wraz z kolejnymi artykułami o „World of Warcraft : The Board Game” nabierałem pewności, że mam szansę wkroczyć w zupełnie inny świat, że rzucanie kostkami i przesuwanie pionków na planszy to pikuś w porównaniu z tym, co mają do zaoferowania planszówki.

Nabyłem grę. Będąc mądrzejszym o te kilkanaście lat doświadczeń pewnie wybrałbym na początku coś innego, lżejszego, no ale dzięki kolejnym epickim rozgrywkom trwającym 6+ godzin złapałem bakcyla. Znam też ludzi, którzy dzięki tej grze i jej złożoności zrazil się na długi czas do gier planszowych, dlatego ku przestrodze i w myśl zasady „learn from my fail” (choć ciężko to nazwać failem), kilka następnych akapitów napiszę z myślą o nerdach, którzy albo „słyszą że dzwoni ale nie wiedzą w którym kościele”, albo w ogóle nie słyszeli o współczesnych grach planszowych. Spróbuję pomóc wam w wyborze w którą grę planszową zagrać na początku.

Generalnie istnieje pewien podział gier planszowych w zależności od ich losowości. Bardziej losowe z dużą dozą negatywnej interakcji między graczami przyjęło się nazywać „ameritrash”, gry mniej losowe z interakcją między graczami która bardziej dotyczy stref kontroli niż walki bezpośredniej, nazywa się „eurogame”. Postaram się dać przykłady różnych gier z obu kategorii.

Planszowe „Settlers of Catan” („Osadnicy z Catanu”), zwane też czasami po prostu „Catan”, od razu przywołuje miłe wspomnienia. Seria gier komputerowych „The Settlers”, zwłaszcza dwie pierwsze części, to dziesiątki godzin spędzonych przed ekranem komputera. Gra planszowa jednak ma niewiele wspólnego z grą komputerową, co prawda są podobne surowce (kamień, drewno, zboże, glina, owce) ale w grze komputerowej mieliśmy rozbudowę imperium a tutaj zwyczajnie budujemy kolejne wioski, miasta bądź kupujemy karty ulepszeń. Co prawda w kolejnych dodatkach tych opcji jest więcej, ale mimo wszystko nadal chodzi o to samo : zbierz surowce, zbuduj droge, zbuduj wieś, ulepsz wieś do miasta, zdobądź punkty, wygraj. Jest to świetna pozycja dla graczy nowych, generalnie gra jest klasyfikowana jako „eurogame” niemniej element losowości jest dość istotny. Oto bowiem mamy planszę składającą się z różnych kafelków dających różne surowce, na każdym kafelku jest cyfra od 2 do 12 i co turę kolejny gracz rzuca dwiema koścmi, które zsumowane dadzą określony wynik a gracze posiadający miasta bądź wioski przyległe do pól z tym numerem pobierają odpowiednie zasoby.

Gra ma dość proste zasady, ale wymaga pewnego planowania – już na wstępie musimy zająć pola nie tylko te które dadzą nam różne surowce, ale również musimy wziąć pod uwagę liczby jakie się na nich znajdują, bo nie warto budować wioski z dostępem do różnych surowców, skoro wokół niej są liczby typu 3 albo 11 (rzadko wypadające) a zamiast tego można ograniczyć ilość pól z surowcami ale skupić się na polach z o wiele częściej padającymi liczbami (6,8) a później nadmiar np. drewna wymienić na coś, czego nam brakuje. Na wstepie musimy też kombinować w którą stronę chcemy robić ekspansję – tutaj też trzeba brać pod uwagę rodzaj surowców, liczby na polach, jak również porty handlowe (pozwalające na korzystniejszą wymianę dóbr).

„Osadnicy z Catanu” to dość łatwa i przyjemna gra, towarzyska, rodzinna, ale i gracze z większym doświadczeniem nadal w nia grają, mi się zdarza raz na jakiś czas usiąść ze znajomymi – nasza gra rzecz jasna wygląda nieco inaczej, zaróno kafelki jak i cyferki układamy losowo a do tego mając większe doświadczenie nie tylko planujemy nasze działania z dużym wyprzedzeniem, ale też skupiamy się na większym przewidywaniu działań innych graczy i przeszkadzaniu im. Gra ta powinna być jednym z pierwszych wyborów jeżeli chodzi o graczy początkujących. Wiele godzin zabawy zapewnione a i jest to dobra furtka dla odkrywania kolejnych gier planszowych.

osadnicy-z-catanu-plansza-1

Nieco trudniejszą grą, choć tak naprawdę niezbyt skomplikowaną (z mojego punktu widzenia) jest gra „Lords of Waterdeep”. Kolejna gra z typu „eurogame”, ale tym razem niemal bez losowości. Typowy „token placement”, czyli mamy do dyspozycji „agentów”, których umieszczamy na konkretnych polach na planszy wywołując pewien efekt. Cel? Zdobycie jak największej liczby punktów, które dostajemy za robienie questów. Agentami możemy na różne sposoby pozyskiwać zasoby (w tej grze pozyskujemy najemników do czarnej roboty bądź złoto), budować budynki lub zagrywać karty intryg mające bardzo różne efekty.

Z grami „token placement” jest o tyle zabawnie, że jeżeli masz jakiś plan to o nim zapomnij, bo zanim położysz swojego „tokena” na odpowiednim polu, zrobi to ktoś inny blokując tobie dostęp do tej lokalizacji. To jest stara i stale żywa zasada. Poza tym w „Lords of waterdeep” jest trochę negatywnej interakcji : można poprzez karty intryg dowalać przeciwnikom na różne sposoby, co dodatkowo podnosi dla niektórych walory tej planszówki. A poza tym ludzie znający „Dungeons and Dragons” z całą pewnością rozpoznają znane z gier fabularnych, komputerowych i książek lokacje czy bohaterów.

video_low

Grą typowo towarzyską czy rodzinną, która jest bardzo prosta ale wymaga odrobiny pomyślunku, jest „Takenoko”. Polecam ją tym z was, którzy nie mają jakiejś stałej ekipy do gry, mają graczy początkujących bądź chcą sami czasami zagrać w coś luźnego. Podobnie jak w „Settlersach” budujemy tutaj mapkę opartą na hexach, która będzie się składała z trzech rodzajów pól. Na tych polach będzie wyrastał bambus, który z kolei będzie zjadała panda. Każdy z graczy w swojej turze ma dwie akcje do wyboru – ustawienie pola, nawodnienie, ruch ogrodnika (żeby wyhodował bambusa), ruch pandy (żeby bambusa zjadła) i wzięcie jednego z trzech rodzajów celów (wymagający odpowiedniego ułożenia hexów, wymagający wyhodowania bambusa na konkretnym polu, wymagający zjedzenia określonych bambusów).

Gra bardzo fajna, bardzo szybka a do tego cała masa emocji jak już prawie zrobiłem swój cel (o którym inni nie wiedzą) i nagle ktoś tam wpadł, pozmieniał kilka rzeczy i dupa zbita – cały misterny plan w pizdu 🙂

5234

Ostatnią grą, którą polecam początkującym, to dla odmiany „ameritrash”, czyli gra dość mocno losowa. Starsi z całą pewnością pamiętają „Magię i Miecz”, może nawet z dodatkami. Obecnie można kupić jej „nowszą wersję”, czyli „Talisman” (w Polsce sprzedawany jako „Talisman. Magia i Miecz”). W grze chodzi o to samo co w starej wersji : rzuca się kostką, porusza się na planszy, ulepsza postać, walczy z wrogami (więcej rzutów kością!) i trzeba dojść do środka i pokonać pozostałych graczy.

Gra mocno losowa o nieskomplikowanych zasadach, dla wielu starych nerdów może stanowić ciekawą pozycję opartą o nostalgię. Dla młodych nerdów z kolei będzie to jakiś wyznacznik czym podniecały się stare dziady 20 lat temu – z punktu widzenia rynku gier planszowych może to wyglądać co najmniej dziwnie, kiedy się usłyszy że „Magia i Miecz” to była straszna kosa. A jednak wtedy ta gra była czyś nowym, dla tej gry wyłączało się komputer i siadało do stołu.

W tym momencie pozdrawiam kolegę, który dał tę grę młodszemu bratu a ten posiał gdzieś większość elementów 🙂

Uważajcie – gry planszowe naprawdę porządnie wciągają. Jest tego tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jak znajdę czas w ciągu następnych dni wrzucę kilka innych propozycji do grania unplugged – tym razem nieco bardziej wymagających. Kupujcie gry, zbierajcie ekipę, w czasach kiedy każdy lampi się w swój telefon warto dla odmiany spotkać się, pożartować, poturlać koścmi, podenerwować się a na końcu pożegnać po fajnej grze i ustawić się na następną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s