To, czym Independence Day nigdy nie będzie [recenzja: Nowy początek]

van zdążył już kwieciście pojechać po sequelu „Independence Day: Resurgence” i w gruncie rzeczy trudno się z nim nie zgodzić. Głupota bije po oczach do tego stopnia, że można wręcz dostać raka mózgu. Jeśli również i Wy musieliście udać się na chemioterapię, możecie sobie dać spokój, gdyż w miniony weekend do kin weszło idealne antidotum – „Arrival” (Nowy początek).

Najnowsze dzieło Denisa Villeneuve’a, twórcy „Prisoners” i „Sicario”, zapowiada się jako kolejna jakich wiele historia o pierwszym kontakcie z obcą cywilizacją. Oto na naszej planecie ląduje dwanaście statków kosmicznych w kształcie elipsoidy – wszystkie rozmieszczone po całym globie. Historię poznajemy oczywiście z perspektywy amerykańskiej. Do pierwszego kontaktu z obcymi zostaje zatrudniona słynna ekspert z dziedziny lingwistyki, doktor Louise Banks (Amy Adams). Ale że tak do końca nie wiadomo jak się z nimi porozumieć, więc w ekipie znajduje się jeszcze fizyk Ian Donnelly (Jeremy Renner), który pomaga rozszyfrować obcych od drugiej strony.

I w tym miejscu fani rozwałki mogą skończyć czytać, bo jeśli liczyliście na kolejną inwazję UFO i epickie pojedynki, nie tędy droga. „Arrival” (nie podoba mi się polski tytuł, bo sam w sobie za dużo sugeruje) to dzieło wręcz kameralne. Owszem, dostajemy informacje na temat tego, co się dzieje na świecie, ale akcja ma miejsce praktycznie tylko w dwóch pomieszczeniach. Czy to przeszkadza? Ani trochę, gdyż widz dzięki temu jeszcze lepiej wczuwa się w wydarzenia na ekranie. Mamy do czynienia z namacalnością niemal teatralną. Jasne, wydarzenia są monumentalne, poniekąd zależy od nich los całego świata, ale to właśnie sceny uczenia się języka obcych robią największe wrażenie. Widz niemalże uczestnicy w tej nauce, odkrywa kolejne elementy układanki, cieszy się razem z bohaterami. Duża w tym zasługa aktorów, którzy świetnie spisali się w swoich rolach – Amy Adams kolejny raz udowadnia, że nie brakuje jej talentu.

Mimo że fabuła kręci się w głównej mierze wokół próby porozumienia się z obcymi, cały czas towarzyszy nam napięcie i niepokój. Czego oni chcą? Czy mają pokojowe zamiary, skoro tak sobie wiszą i nie atakują? W wiadomościach, które oglądają bohaterowie filmu, nieźle oddano nastroje społeczeństwa – jedni są zaciekawieni, inni panikują, a patologia tradycyjnie znajduje pretekst do rozrób. Ważniejsze jest jednak zachowanie innych mocarstw, Chin i Rosji, które również starają się nawiązać kontakt – najpierw wszyscy działają wspólnie, później następuje urwanie kontaktu (Co się stało? Czy wiedzą coś więcej niż my?), aż dochodzi do eskalacji.

„Arrival” świetnie gra na emocjach i niesamowicie intryguje. Widz może próbować rozwiązać zagadkę i zapewne znajdą się tacy, którym się to uda przed finałem. Miałem pewnie podejrzenia i może dlatego nie doznałem opadu szczęki. Gdybym pisał ten tekst zaraz po seansie, prawdopodobnie nie brzmiałby tak entuzjastycznie. Ale kilka dni później wszystko osiadło – mam ochotę znowu zawitać do kina, zwrócić uwagę na sugestywne smaczki, oddać się bezkrytycznie klimatowi. Tak, wielką zaletą filmu jest klimat – jeśli znacie poprzednie dzieła reżysera, wiecie czego się spodziewać. Jest ponuro, duszno, lecz na swój sposób również optymistycznie – nie wiem, może to tylko ja, ale bardzo bym się jarał, gdyby w końcu odwiedzili nas obcy 😉

Jeśli zatem czekaliście na inteligentne sci-fi, swoisty miks „Ex Machina” (klimat, prowadzenie fabuły) z „Kontaktem”, jest to pozycja dla Was. „Arrival” to dzieło, o którym będziemy jeszcze długo rozmawiać. Nie tylko ze względu na fabułę, ale także za stronę realizatorską – kapitalna oszczędna muzyka i niepokojące udźwiękowienie, (prawdopodobnie*) świetnie zdjęcia, minimalistyczne i dopracowane efekty specjalne. Czyżby miały posypać się Oskary w kilku kategoriach?

Ocena: 8/10

*W osobnym wpisie gorzkie żale na temat jakości obrazu w naszych kinach.

[Irek]

Zdjęcie: Impawards

arrival_ver11_xlg

3 uwagi do wpisu “To, czym Independence Day nigdy nie będzie [recenzja: Nowy początek]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s