Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę…

Kina, do diabła, co się z wami dzieje? Dlaczego idąc na film coraz częściej muszę się zastanawiać, czy nie będę miał spieprzonego seansu? Czy naprawdę dużo wymagam, chcąc obejrzeć premierę w dobrej jakości obrazu i dźwięku?

Do napisania tego wpisu zmobilizował mnie seans „Arrival”. Po zwiastunie wyraźnie było widać, że reżyser postarał się o ładne zdjęcia – surowe, ale i stylowe. Był to jeden z elementów, na który bardzo się cieszyłem idąc na seans do wrocławskich Nowych Horyzontów. Niedoczekanie, panocku, niedoczekanie. O ile sam film bardzo przypadł mi do gustu, o tyle jakością obrazu byłem załamany. Zamiast plastycznych zdjęć ze zwiastuna, oglądanego oczywiście na komputerze, otrzymałem przyciemnioną masę wyblakłych kolorów w jakości SD. Tak, w dzisiejszych czasach nasze kina nadal puszczają filmy w standard definition… I nie, to nie dotyczy tylko kameralnych produkcji (którą poniekąd „Arrival” jest), ale także blockbusterów. Idąc do Nowych Horyzontów na „Bitwę Pięciu Armii” w wersji 3D, oczekiwałem niesamowitych wrażeń wizualnych – otrzymałem bladą i niewyraźną kupę, przy której oczy krwawiły. Innymi słowy, bye bye Nowe Horyzonty (a było to kiedyś moje ulubione kino).

Żeby nie było tak kolorowo i bym nie został posądzony o antyreklamę, w innych wrocławskich kinach wcale nie bywa lepiej. Ba, na niedawnym seansie „Doktora Strange’a” w grunwaldzkim Multikinie myślałem, że się rozpłaczę. We względnie nowym kinie znowu dostałem przyciemnione SD – no litości!!! Sorry, ale jestem zmuszony zrobić reklamę – jeśli chcecie najlepszą jakość obrazu we wrocławskich kinach, musicie odwiedzać Heliosy, koniec kropka. Co nie znaczy, że tam też jest idealnie – wyobrażacie sobie seans „Przebudzenia Mocy” w SD? Tak, trafiłem na takiego kwiatka, ale przynajmniej kolory nie były ciemno-wyblakłe, jakbym oglądał słabe 3D… bez 3D (od pamiętnego seansu „Hobbita 3” w NH mam uraz do trzeciego wymiaru).

Kwestia nie dotyczy tylko obrazu, ale również jakości dźwięku. Cinema City odpuściłem sobie lata temu, bo bębenki w uszach mi pękały. Obiecałem sobie również, że w miniony weekend odwiedziłem ostatni raz Nowe Horyzonty, nie tylko ze względu na obraz, ale również spartolone nagłośnienie. No bo jeśli ląduje potężny statek kosmiczny, a ty zamiast głębokiego dudnienia basu słyszysz furczenie i drżenie ekranu, to chyba najwyższa pora wymienić subwoofer. Niestety problem ten występuje u nich od dawna – ostatni porządny dźwiękowo seans to… uwaga… „Atak Klonów” (do dzisiaj pamiętam ten piękny falujący bas podczas przelotu statku na początku filmu). Oczywiście kwestia nie dotyczy tylko niskich tonów, ale również wysokich, na które jestem szczególnie wrażliwy – jeśli słyszę ostrość, która kaleczy mi słuch, mówię pas.

doublefacepalm

Czy to ze mną jest coś nie tak, czy polskie kina naprawdę mają problemy z jakością? Nie miałem niestety okazji odwiedzić IMAXa, ale jeśli tam jest to samo (czyli brak HD lub pseudo-HD) tylko w większym rozmiarze, to chyba nie mam czego żałować. Już kilkukrotnie powtarzałem żonie, że idziemy na seans do kina, bo lubię oglądać premiery, ale jakością obrazu i dźwięku będziemy cieszyć się dopiero po kilku miesiącach w domu. Tak, oglądając Blu-raye na swoim kinie domowym w pełni przenikam do świata filmu. W domu mogę liczyć na bajeczny obraz z nasyconymi kolorami, do tego z świetnym dźwiękiem przestrzennym z potężnym i głębokim basem (już teraz wiem, że lądowanie statku w „Arrival” będę czuł na ciele).

Dlaczego kina nie serwują mi takich emocji audio-wizualnych? Swego czasu nawet Nowe Horyzonty chwaliły się, gdy puszczały film w HD. Kurna, gdybym biletów nie miał z pracy za free to bym się stał upierdliwym klientem, który za każdym razem życzy sobie zwrotu pieniędzy za tą wizualno-dźwiękową parodię. Jeśli jeszcze raz gdzieś przeczytam, że kina przeżywają kryzys, to chętnie co poniektórym przypomnę w czym może tkwić problem. Coraz głośniej mówi się o premierach filmów na platformach internetowych i ja byłbym pierwszy, który by z takiego rozwiązania skorzystał – wtedy niech kina sobie padają, bo w obecnej jakości nie są one mi do niczego potrzebne. Bo co takiego oferują? Duży obraz? Raczej dużą rozmazaną plamę. Jeśli Helios puści mi „Rogue One” w SD, to chyba naprawdę odpuszczę sobie kina…

Nie no, żartuję, nie dam rady przez kilka miesięcy omijać spoilerów 😉

A jak bywa w innych miastach? Czy to może przypadłość Wrocławia? No chyba że to tylko ja mam za duże wymagania…

[Irek]

2 uwagi do wpisu “Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s