O dystopii w kulturze (i nie tylko) słów kilka(set).

Za pewne rzeczy ludzi powinna spotykać bezwzględna kara i nie mam tu na myśli oczywistości, ale jeżeli ktoś mówi że słucha metalu a nie kojarzy „Fade to black”, albo że słucha punku a nazwa NOFX nic mu nie mówi (no bo bardziej to Green Day czy Offspring na tapecie) to lepa wskazana.

I ja na taką lepę zasłużyłem. Lubię oglądać seriale, ale jeszcze tydzień temu nie mogłem powiedzieć, że obejrzałem „Black Mirror” – co prawda rok temu obejrzałem dwa odcinki ale na trzecim poprzestałem i nawet nie pamiętam dlaczego. Na całe szczęście wraz z nadejściem trzeciego sezonu odpaliłem Netflixa i nadrobiłem zaległości.

Nawet nie wiem kiedy zacząłem znowu zastanawiać się nad tym jaka będzie przyszłość i czy różne wizje dystopii się sprawdzić.

Na początek może krótka definicja : dystopia stanowi czarną wizję przyszłości opartą na przesłankach z teraźniejszości, często jest mylona z antyutopią co jest błędem ponieważ antyutopia stanowi przeciwieństwo wizji utopijnych i skupia się na krytycznej ich ocenie, na oszacowaniu „co w wizji utopii może pójść źle”, podczas kiedy dystopia skupia się na tym co może pójść źle teraz i jaki będzie miało efekt w przyszłości.

I tak w czasach kiedy Stany Zjednoczone walczyły o niepodległość czy podczas Wojny Secesyjnej, dystopią dla wielu mógłby być świat w którym waluta jest kreowana przez rząd za pomocą banku centralnego (zainteresowanych odsyłam do świetnej książki „Wojna o pieniądz” chińskiego ekonomisty Song Hongbinga). W latach 60 przemysł w USA kwitł, z jednej pensji można było utrzymać rodzinę a państwo stosunkowo mało się mieszało w życie obywateli, więc gdyby ktoś z teraźniejszośći przeniósł się w przeszłość i opisał co się dzieje na początku XXI wieku – zaangażowanie w wojny na całym świecie, rosnące zadłużenie, większość Amerykanów żyje od pierwszego do pierwszego, wysokie podatki czy choćby opisał jak wygląda miasto Detroit – niegdyś „Motor City”, obecnie „War Zone”, to spytanoby delikwenta czy od dawna ma te objawy. Gdyby 30 lat temu zagadać do jakiegoś Pierre’a i powiedzieć mu, że przedmieścia Paryża będą obfitować w zamieszki i podpalanie aut, to też by nie uwierzył i odparł, że takie dystopijne fantazje to można między książki włożyć.

part-par-arp4386166-1-1-1

A jednak!

Będąc w Chinach w październiku wracaliśmy taksówką do hotelu i wywiązała się ciekawa rozmowa z jeszcze ciekawszą konkluzją. Otóż jeden z naszych kontrahentów opowiadał jak w swoim mieście – Xi’an – jest ponuro. Smog zasłania słońce, powstaje coraz więcej bloków i wieżowców (kosztem pieknej chińskiej architektury) a on nie wie jaką przyszłość będą miały jego dzieci i czy coś się zmieni na lepsze (przy czym chodziło mu raczej o otoczenie w jakim będą dorastać, bo z finansami nie jest źle). Akurat przejeżdżaliśmy przez las betonowych bloków, więc skojarzenia z dystopią nasunęły się same, tym bardziej że w Kantonie smog był dość mocno widoczny. Wspomnieliśmy jak dzień wcześniej chodziliśmy po ulicach miasta, jak patrząc do góry widać przepych i postęp a patrząc przed siebie widzieliśmy ludzi których można określić cytatem ze świetnej piosenki węgierskiego zespołu „Newborn” : „everybody dies, but most doesn’t live just survives”. Czy to jest właśnie spełnienie jakiś dystopijnych wizji pisarzy fantasy z XX wieku?

Zdaję sobie sprawę, iż istnieje cała masa książek, komiksów, filmów i gier, które mierzą się z tym tematem, ja odniosę się do tych tytułów które znam. Nie jestem jakimś mega znawcą tematu ale trochę przemyśleń po mojej głowie krąży. Zwłaszcza po wizycie w Państwie Środka i zwłaszcza po obejrzeniu w kilka wieczorów wszystkich odcinków Black Mirror. Nie chcę się wdawać z polityczne dysputy czy dopuszczać się ocen, a jedynie wykazać pewne podobieństwa bądź uzasadnione obawy względem teraźniejszości (jeżeli mowa o dziełach sprzed lat) bądź przyszłości (opisując współczesną twórczość dystopijną).

Zacznę od oczywistości, czyli „Rok 1984” Orwella. I od razu zadam pytanie, bo każdy skojarzy powiedzenie „Wielki Brat patrzy” i całkiem słusznie zauważy, że ilość kamer na ulicach jest większa z każdym rokiem, nasze komórki można bez większego problemu śledzić a liczba zapytań służb o podsłuchy przyprawia o dreszcze (w pierwszym półroczu 2015 wg Apple polskie służby wystosowały 240 tysięcy zapytań o dane urządzeń z 350 tysięcy wszystkich otrzymanych w tamtym okresie!). Ale jak wielu z was zauważy inne analogie z powieścią, o których obecnie można powiedzieć że istnieją? Co powiecie na „myślozbrodnię”, czyli na krytycznym wobec systemu myślenie? Czy nie przypomina wam to szaleństw politycznej poprawności, wymuszania tolerancji czy ścigania z urzędu za różne tzw. „obrazy”? Rozumiem dobre intencje przyświecające ustawodawcom, ale dobrymi intencjami to jest piekło brukowane, a literatura przestrzega nas przed dawaniem Wielkemu Bratu zbyt dużych uprawnień. Co powiecie na kontrolowanie prasy i propagandę? Tutaj rzeczywistość wyprzedziła powieść – zajmują się tym nie tylko instytucje publiczne ale i prywatne, w zależności od sympatii politycznych, nieważne czy w Polsce, w USA czy gdziekolwiek indziej, jeżeli ktoś narzeka na TVP czy TVN to polecam śledzenie tego co robił w trakcie kampanii prezydenckiej w USA np. CNN czy inne stacje, jawnie faworyzując jednego kandydata a jadąc po innym. A Wikipedia, która nie dopuszcza niektórych informacji z powodów ideologicznych? Facebook, w którym moderatorzy robią sobie „wolną amerykankę”? Google, które będzie blokować tzw. „fake newsy” (cokolwiek to znaczy, rozchodzi się o to że nie pewnym ludziom nie spodobał się wynik wyborów i obarczają za to internet)? A podzielone na kasty społeczeństwo : partia i urzędnicy z jednej strony, z drugiej lud pracujący, próbujący wyżyć., zaspokajający najważniejsze potrzeby. Do tej pierwszej doszły jeszcze korporacje, ale jak sądzę Orwell nie miałby nic przeciwko takiemu porównaniu, w końcu chodzi o podział oligarchia – cała reszta. Do tego dochodzi stan permanentnego zagrożenia czy wojny, który ułatwia kontrolę społeczeństwa, przy czym wojna nie musi być rozumiana jako konflikt mocarstw, bo przecież w wielu krajach społeczeństwo dzieli się na „obozy”, niezdolne do głębszych przemyśleń czy analiz, sterowane za pomocą emocji.

Można się spierać czy „Rok 1984” to dystopia czy antyutopia, ja uważam, że jednak to pierwsze, ponieważ Orwell napisał książkę pod wpływem rzeczywistości, a konkretnie stalinowskiego aparatu terroru i próbie wykreowania nowego obywatela przez ZSRS. Ważniejsze jest to, czy Orwell był niejako prorokiem, czy przewidział dzisiejsze czasy może w nieco innej formie, ale o pewnym kształcie – wszechobecnego państwa, realizującego wizję Mussoliniego : „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Czy już żyjemy w rzeczywistości, w której ktoś inny nam mówi co wolno a czego nie wolno, w której jesteśmy kontrolowani na każdym kroku i w której za działalność antysystemową można ponieść konswekwencje, czy może nie? Orwell nie przewidział niestety najsmutniejszej rzeczy – nie potrzeba aparatu przymusu, żeby społeczeństwo samo zgodziło się na tak ponurą przyszłość – wystarczy dać im iluzję wyboru, kilka pustych obietnic i ostrzeżeń a sami porzucą wolność na rzecz złudnego bezpieczeństwa.

Temat myślozbrodni i inwigilacji rozwija świetny film „Equilibrium”. W momencie w którym oglądałem film nie zwracałem uwagi na tło historii, raczej na akcję i walki, pomyślunek przyszedł później. A jest w nim pokazana dość ponura przyszłość, w której ludzie w celu zabewnienia bezpieczeństwa pozbawiają siebie nie tylko wolności, ale i uczuć, poczucia estetyki czy emocji. Każdy obywatel musi zażywać specjalny lek, który blokuje te emocje, dzięki czemu staje się on pozbawioną głębszych uczuć jednostką, trybem który niczym bezwolne zwierzę przeżywa ten sam dzień w różnych odcieniach szarości. Dystopijna wizja być może również sprawdza się na naszych oczach, gdyż schemat dom – praca i brak możliwości rozwoju dotyka coraz więcej ludzi. W filmie główny bohater miał przynajmniej rodzinę, obecnie coraz więcej ludzi decyduje się na tzw. „karierę” przez co pochłonięci pracą, walką o lepsze wyniki czy awansem sami wpychają się do schematu dom – biuro, z jakimś małym wyskokiem na popijawę w weekend co wcale nie ubarwia życia a wręcz niejednokrotnie pogłębia jego szarość. Ludzie stają się bezwolnymi trybami, którzy żyją telenowelami, wiadomościami podawanymi w TV i manipulacją różnorakich „elit”. Tu nie trzeba wcale zażywać codziennie specyfik hamujący emocje i uczucia, a palone w filmie książki czy dzieła sztuki już teraz niewiele obchodzą współczesne społeczeństwo, świecące pustkami muzea i galerie czy rokroczne raporty o czytelnictwie tylko mnie utwierdzają w tym przekonaniu.

equilibrium2

Jak już wspomniałem o tym, że ludzie świadomie rezygnują z posiadania potomstwa, to może spytajmy co dalej? Czy świat przedstawiony w flimie „Ludzkie dzieci” jest dla nich ideałem? Czy depopulacja i niemożność zajścia w ciążę a co za tym idzie narodzin dzieci jest czymś niemożliwym? Wszak samemu Billowi Gatesowi przypisuje się słowa o potrzebie zredukowania liczby ludzi, choć rzekomo nie powiedział jakimi środkami, to czy ponura wizja roztaczana w filmie Cuarona nie jest możliwa? Nie uwierzę, że szanowni czytelnicy nie znacie żadnej pary czy żadnej kobiety, która teoretycznie jest zdrowa a praktycznie ma problem z zajściem w ciążę? Nie chcę roztaczać tutaj spiskowych teorii, ale jeżeli przypadków które przecież wszyscy znamy i z którymi spotykamy się co dzień, zacznie przybywać, nagle okaże się że dystopijna wizja może przeistoczyć się w proroctwo. A kiedy nie będzie potomstwa, kiedy będziemy skazani na zagładę, obudzą się demony : konflikty i napięcia w społeczeństwie znajdą ujście tak jak w filmie (książki niestety nie czytałem), różne grupy ludzi będą obwiniane za zaistniałą sytuację, przemoc stanie się codziennością – do tego starają się przekonać nas autor książki i reżyser filmu. Dość ponura wizja, ale niestety nie można powiedzieć że nie oparta na codziennych obserwacjach. Opowieść kończy się promykiem nadziei, ale czy ten jeden promyk wystarczy żeby zawrócić ludzkość z drogi do autodestrukcji?

Osobną kwestią jest organizacja społeczeństwa po nastaniu anarchii – choć idea braku państwa czy braku hierarchii wydaje się być pociągająca, są dwa filmowe i jeden serialowy przykład na to w którą stronę może to pójść. W filmie „Mroczny Rycerz powstaje” mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której Bane przeprowadza rewolucję, przypominającą tą francuską – do władzy dochodzi lud, poprzednia władza zostaje zmieciona, ale szybko obietnica nowego, lepszego porządku zderza się z rzeczywistością, dyktatura proletariatu to pokazowe procesy, bieda i przestępczość – niemal żywcem przepisane z podręczników historii Francji w roku 1789. Z kolei w „Mad Max : Na drodze gniewu” mamy do czynienia ze społeczeństwem postapokaliptycznym, w którym ludzkość walczy o ograniczone zasoby, a ci którzy je mają są dyktatorami pełną gębą, panami życia i śmierci mającymi swoich wyznawców skuszonych obietnicami o lepszym życiu. Postapokaliptyczna anarchia zamienia się w postapokaliptyczna dyktaturę, świat rządzi się prawem dżungli – rządzić będą najsilniejsi. Wizję podobną aczkolwiek w zgoła innych okolicznościach przyrody roztacza „The Walking Dead” – tu również ludzkość jest na skraju zagłady, ale nie z powodu wojen ale z powodu plagi zombie. Widzimy próby zorganizowania się, próby osiedlenia się i spokojnego życia, zakłócanego nie tylko przez chodzące trupy, ale przede wszystkim przez ludzi dla których przetrwanie nie oznacza współpracy z innymi, ale wykorzystywanie siły w celu podporządkowania sobie ludzi. W społeczeństwie bez władzy, musi pojawić się lider. Najpierw jest nim Shane, ale Rick przejmuje pałeczkę lidera, co skutkuje konfrontacją i śmiercią tego pierwszego. Kolejnym czarnym charakterem z parciem na władzę jest Gubernator, który pod płaszczykiem człowieka chcącego zbudować normalnie działającą społeczność, skrywa tak naprawdę umysł socjopaty, nie znoszący sprzeciwu, zdolny manipulator, nie mający żadnych oporów przed największą zbrodnią, żeby tylko dopiąć swego. Obecnie mamy kolejny czarny charakter – Negana, który w świecie anarchii i permanentnego zagrożenia zbiera grupę zbirów i terroryzuje próbujace żyć normalnie osady, zmuszając je do haraczu w celu „zapewnienia bezpieczeństwa” (alegoria rządu?).

I podobnie jak w przypadku „Roku 1984” można się spierać, czy „The Walking Dead” to dystopia, bo przecież autor raczej nie stworzył inwazji zombie na przesłankach z rzeczywistości, natomiast ja odnoszę wrażenie że zombie stanowią jedynie tło dla pokazania ludzi i społeczeństwa (a raczej tego co z niego pozostało) w obliczu zagłady i następującej po niej anarchii. I podobnie jak w „Mad Maxie” czy ostatnim „Batmanie” Nolana wizje te są raczej ponure, choć wszędzie widać jakąś nadzieję, jeżeli tylko ludzkość będzie chciała ją dostrzec i do niej dojrzeje w świecie rządzonym przez chaos i bezprawie.

Z kolei w „Deus Ex: Human Revolution” mamy do czynienia z innym rodzajem dystopii. Ludzkość jest zorganizowana, istnieją struktury społeczne, rząd, policja, ale to wszystko jest podzielone na klasę oligarchów i na resztę społeczeństwa. Społeczeństwem targają zamieszki, człowiek może się „ulepszyć”, ale nie każdego na to stać, ponadnarodowe korporacje są silniejsze niż państwa narodowe. Grając jako Jensen poznajemy coraz głębiej sekrety korporacji, ludzkich ulepszeń i mocy jaką dają, ale również niebezpieczeństw. Gra stawia nie tylko pytania dotyczące pewnej ponurej wizji przyszłości, dotyczące technologii i tego jak daleko można się z nią posunąć nie tracąc człowieczeństwa i nie narażając się na niebezpieczeństwa, ale również dając nam cztery różne wybory na końcu możemy zobaczyć jakie konsekwencje nas czekają, zatem czujemy iż nie ma w życiu prostych wyborów. Świat w którym technologia służy ludzkości nie jest bez wad i niebezpieczeństw z tym związanych. Temat jest na różne sposoby wałkowany przez ludzi lubujących się w klimatach Cyberpunk – od „Łowcy Androidów”, przez „Raport Mniejszości” aż po wizje w których maszyny przejmują kontrolę : „Terminator” czy „Matrix”, jednak to fantastyczny a jednak mocno dystopijny świat „Deus Ex” najbardziej do mnie przemawia. Nie grałem jeszcze w „Rozłam ludzkości”, ale już planuje długie zimowe wieczory przy konsoli.

deus-ex-human-revolution-3

Zdaję sobie sprawę, że temat dystopii w szeroko rozumianej popkulturze ledwie liznąłem. Nie wspomniałem o produkcjach, nazwijmy je, „młodzieżowych” pokroju „Igrzysk Śmierci” czy „Niezgodna”, gdyż niekoniecznie do mnie przemawiają w temacie dystopii (inna sprawa że jako filmy akcji w mniejszym czy większym stopniu sprawdzają się). Chciałbym zakończyć ten tekst namawiając was do zapoznania się z serialem „Black Mirror”, bowiem wizje przyszłości tam serwowane nabierają dośc mocnych rumieńców w otoczeniu dość pesymistycznych barw. Już w pierwszym odcinku ludzie są przedstawieni jako osoby szukające sensacji w najbardziej obrzydliwych i szokujących scenach, po czym jak gdyby nigdy nic oceniają innych. Kolejne odcinki przynoszą nam wizje sprzedania się, tego jak bardzo uzależniamy się od technologii czy kolejne pokazy jak bardzo lubujemy się w prymitywnych rozrywkach, tudzież jak bardzo ludzkość jest w stanie zawierzyć swoją przyszłość głosując „dla jaj” (pamiętacie jeszcze Kononowicza?). O każdym z odcinków „Black Mirror” mógłbym pisać kolejne akapity, tym bardziej zachęcam do zapoznania się z tą serią.

A później zachęcam do refleksji – czy przedstawione wizje mogą się urzeczywistnić, co zrobić żeby temu zapobiec, co zrobić żeby być lepszym człowiekiem.

Warto się nad tym zastanowić zanim będzie za późno.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s