Dlaczego „Łotr 1” jest lepszy od „Przebudzenia Mocy”?

Z góry informuję, że nie jestem hejterem Epizodu VII, jednakże po dwukrotnym seansie nadal czuję spory niedosyt. To generalnie dobry film przygodowy, lecz w porównaniu z „Rogue One” wypada moim zdaniem dość blado. Dlaczego?

Fabuła:

Umówmy się, „Przebudzenie Mocy” to remake „Nowej nadziei”. I to miejscami dość bezczelny, jak by twórcom nie chciało się wymyślić nowej ciekawej historii i woleli popłynąć na sentymencie do oryginalnej trylogii. Scenariusz to największa bolączka hitu J.J. Abramsa – spodziewałem się po nim o wiele więcej, biorąc pod uwagę jak fajnie odświeżył „Star Treka”. Sęk w tym, że „Gwiezdne Wojny” nie miały być rebootem… Oby kolejne epizody nie czerpały tak ostentacyjnie ze swoich odpowiedników z pierwszej trylogii.

„Rogue One” z kolei to całkiem nowa historia, jedynie zasugerowana w Epizodzie IV. Twórcy mogli zatem puścić wodze fantazji i jak dla mnie wyciągnęli z niej dość sporo. Osobiście spodziewałem się o wiele prostszej fabuły, typu zbieramy ekipę i lecimy ukraść plany Gwiazdy Śmierci. Tymczasem zaserwowano nam historię o rodzinnej tragedii, która odbiła się czkawką w konflikcie Rebelii z Imperium.

Bohaterowie:

Rey to bardzo fajna postać i to nie tylko dla męskiego oka 😉 Sęk w tym, że nie podobał mi się jej rozwój – ni z tego ni z owego stała się wręcz mistrzem Jedi. To już Luke Skywalker potrzebował trochę więcej czasu. Dlatego o wiele bardziej do gustu przypadła mi postać Jyn Erso, która była po prostu charakterną kobietą – na początku nie chciała, bo i dlaczego, ale w końcu się przekonała (naturalna motywacja). Innymi słowy bez przegięciowych akcji, gdyż od tego mieliśmy Chirruta 😉

Podobnie ma się sprawa z buntownikiem z Imperium/Najwyższego Porządku. W „Przebudzeniu Mocy” mamy Finna, który już na pierwszej misji jest zdeprymowany całą sytuacją. Ja odbierałem zawsze stormtrooperów nie tylko jako klony, ale ludzi zindoktrynowanych, swoistych akolitów, którzy wykonają każdy rozkaz przywódcy, bo wierzą w sprawę. Ok, zmienili to na ludzi zmuszanych do tej roli, ale zmuszanych od dziecka, gdyż porywanych rodzicom i poddawanym praniu mózgu. Cóż, Finn nie wyglądał jak by został „zaprogramowany”, lecz raczej wzięty z łapanki. Z kolei w „Rogue One” mamy zwykłego pracownika – pilota, zatrudnionego pewnie na umowę śmieciową, który za dużo widział, a gdy dowiedział się jeszcze więcej, miarka się przebrała. To trochę jak w „żartach”, gdy Rebelia wysadziła pierwszą Gwiazdę Śmierci – nie jest nam żal przywódców i żołnierzy (klonów), lecz tysięcy zwykłych pracowników, którzy po prostu chcieli wyżywić rodziny.

rogue_one_a_star_wars_story_ver15_xlg.jpg

Akcja:

„Rogue One” potrzebuje chwili by się rozkręcić, ale jak już zaczyna dawać do pieca, nie ma zlituj się. Finałowa potyczka na (i nad) Scarif to jak jazda kolejką górską – od emocji można dostać palpitacji serca. Niektórzy twierdzą, że była za długa – jak dla mnie nic z tych rzeczy. Nie nudziłem się ani przez minutę, ba, widowiskowości starczyłoby na dwa filmy.

Oczywiście akcji w „Przebudzeniu Mocy” nie brakuje. Ale ciągłe deja vu jakoś nie pomaga w odbiorze – szczególnie finałowa akcja to niema kalka z „Nowej nadziei”. Jako film sam w sobie, sprawdza się znakomicie – szczególnie dla młodszych widzów. Ale dla takiego starego konia jak ja, to zdecydowanie zbyt bliskie oryginałowi.

Efekty specjalne:

Tutaj raczej ciężko się przyczepić do któregokolwiek filmu. Efekty są na najwyższym poziomie, a CGI w „Rogue One” czepiają się głównie osoby, które wiedziały, że Tarkin i Leia to postacie cyfrowe. Dobrym przykładem jest moja żona, która nie pamiętała Tarkina z oryginalnej trylogii i była zaskoczona, iż to w pełni komputerowy twór. Pewnie, do ideału trochę im brakuje (szczególnie w przypadku lekko „pulchnej” na twarzy księżniczki), ale człowiek będzie naturalnie wykrywał fake, gdy po prostu wie, jak ta postać faktycznie wyglądała.

Klimat:

Zdecydowanie wygrywa „Rogue One”. Przede wszystkim dlatego, że film pokazał nam wojenną zawieruchę, która dotyka też zwykłych ludzi – jest brudno, brutalnie i nie giną tylko ci źli. W końcu w tytule całej sagi mamy wojnę, więc najwyższy czas byśmy zobaczyli jej prawdziwe oblicze. Oczywiście jak na standardy Disney’a, ale ku mojemu zaskoczeniu i tak pokazano dość dużo. Ba, nawet reżyser przyznał, że na początku przygotował szczęśliwe zakończenie, a szefowie studia sami stwierdzili, iż raczej nie pasowałoby, skoro „Nowa nadzieja” to bezpośrednia kontynuacja. Ponadto na każdym kroku czuć rosnące w siłę Imperium. Widać, że Gwiazda Śmierci jest idealną nazwą dla nowej śmiercionośnej broni, mimo że zdecydowano się pokazać jedynie ułamek jej mocy.

Nostalgia:

Uczucie to jest silne w obu produkcjach, więc myślę, że w tym przypadku może być ex aequo. Co jednak ciekawsze, „Rogue One” bazuje również po części na nostalgii do nowej trylogii, a to za sprawą aktora Jimmy’ego Smitsa, który powrócił w roli przybranego ojca Lei. Bardzo fajny ukłon, który w prosty sposób spaja obie trylogie i może niektórzy będą nienawidzić nowsze dzieła George’a Lucasa ociupinkę mniej 😉

Nie zrozumcie mnie źle, do „Przebudzenia Mocy” będę powracał wielokrotnie. Nie inaczej jest w przypadku nowej trylogii, gdyż jako całość, szczególnie oglądane w jednym ciągu, każda z odsłon ma coś fajnego do zaprezentowania. Jednak „Rogue One” to dla mnie najlepsza część od czasów starych filmów. Może dlatego, że jest im najbliższa (dbałość o szczegóły w odwzorowaniu tamtych lat wyszła fantastycznie), ale nie robi tego za sprawą prostych chwytów fabularnych. Mimo tego niecierpliwie czekam na Epizod VIII z nadzieją, że twórcy zaprezentują nam coś nowego i jeszcze bardziej ekscytującego od „Ancymonka Jednego” – jak widać po jego przykładzie, potrafią.

[Irek]

rogue_one_a_star_wars_story_ver19.jpg

Zdjęcia: Impawards

3 uwagi do wpisu “Dlaczego „Łotr 1” jest lepszy od „Przebudzenia Mocy”?

  1. Trochę się z Tobą nie zgadzam ;-). Przede wszystkim uważam że Przebudzenia Mocy i Łotra 1 nie powinno się porównywać – to dwa odmienne filmy. Łotr to pojedynczy film opowiadający krótką historię, a Przebudzenie Mocy to pierwszy „odcinek” z najnowszej trylogii, zatem akcja i postacie będą się rozwijać zupełnie odmiennie. Co do klimatu – tutaj mogłabym się z Tobą zgodzić, bo bardzo odpowiadał mi mroczny klimat Łotra i odmienne pokazanie Rebelii, ale trzeba pamiętać, że najnowsza trylogia czerpie ze Starej Trylogii, a ta była mimo wszystko pozytywną historią. Jednakże szanuję Twoje zdanie i cieszę się, że komuś chce się robić tak dogłębną analizę :-). Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s