Krytycy się nie znają: Assassin’s Creed

57eef03a-0d0f-4a77-9486-4563ffd20f72-10050-000005a69a0b64b5_tmp

UWAGA, RECENZJA ZAWIERA SPOILERY

Assassin’s Creed wzbudzał niemałe emocje przed premierą. Najpierw słyszałem o pokazie dla youtuberów i podobno się podobało, później czytałem krytyków i podobno się nie podobało.

Znam życie na tyle, żeby wiedzieć że stare powiedzenie o krytykach jest prawdziwe. Leciało jakoś tak, że „krytykiem książkowym jest osoba która od dziecka nie lubi książek”. A że mój gust często rozmija się z gustem krytyków, zaryzykowałem, poszedłem na seans.

Jeżeli chodzi o gry z serii Assassin’s Creed to jestem fanem. Nie jakimś mega wielkim fanem, bo w „Syndicate” jeszcze nie grałem (brak czasu) ale poprzednie przeszedłem, z czego dwie pierwsze odsłony jeszcze na XBOX360 na 100%, uważam serię za udaną pomimo tego, że po drodze były mniej udane produkcje. Ludzie mają zastrzeżenia do gameplayu (nie rozumiem, przecież w każdej serii chodzi o to samo – idź gdzieś, śledź, ubij, czasem z jakimiś sidequestami, zbieractwem czy komplikacjami) czy fabuły (choć mi się podoba że autorzy próbują umieścić gry w pewnych realiach historycznych i przedstawić postacie które na kartach historii zapisały się raz lepiej a raz gorzej), a dla mnie to jest po prostu dobra rozrywka.

hjtwphx

Cóż, na seans dotarłem z lekkim drżeniem rąk, przez co popcorn mi się wysypywał na spodnie. Pełen obaw założyłem patrzałki 3D i starałem się zapomnieć o krytykach, którzy zjechali ekranizację jednej z najlepszych serii gier.

Krytycy się mylili. Film jest bardzo fajną rozrywką, bez większych fajerwerków, bez sieci intryg ale umówmy się – przejście jednej części, dowolnej, Assassin’s Creed to kilka godzin zabawy, nie da rady tego ująć w ramy filmu trwającego niecałe dwie godziny, a zwłaszcza takiego który ma dotrzeć nie tylko do nerdów nie mających innego zajęcia niż granie na konsoli w piwnicy u rodziców. Żeby ludzie oglądający film w ogóle zrozumieli o co chodzi z asasynami, templariuszami, Jabłkiem Edenu, Abstergo i Animusem twórcy filmu musieli odwrócić proporcje znane z gry – tam „sterowaliśmy” (dlaczego cudzysłów – odpowiem później) Altairem, Ezio i innymi a bohaterowie którzy korzystali z Animusa byli raczej dodatkiem; w filimie o wiele więcej jest czasów współczesnych, niż XV wiecznej Hiszpanii. W grze powoli dostajemy szczątkowe informacje o frakcjach, twórcach czy częściach Edenu, w filmie reżyser musiał to wszystko wyjaśnić szybciej z punktu widzenia współczesności. Główny bohater, grany przez świetnego Michaela Fassbendera, musi to wszystko przyswoić sobie równie szybko co widzowie, stąd m.in. konieczność wrzucania go do Animusa zanim na dobre odpocznie. Zresztą już sąm początek filmu fajnie pokazuje nam konflikt pomiędzy asasynami i templariuszami, co główny bohater zrozumie dopiero na samym końcu. W grze tego nie ma, tam jest czas na ogarnięcie wszystkiego, dlatego głosy krytyków uważam za nietrafione. Gdyby więcej akcji było w Hiszpanii sprzed 600 lat to być może widzowie wychodziliby z seansu z pytaniem „o co tak w ogóle chodziło, bo skakali, siekali się ale w imię czego?”.

assassins-creed-michael-fassbender-slice1-600x200

Sama współczesność jest dość fajnie zrobiona, zarówno ośrodek Abstergo (nowoczesność w murach starej twierdzy w otoczeniu pięknego hiszpańskiego budownictwa) jak i technologia – tutaj jest kolejna różnica pomiędzy grą a filmem – Animus to nie jest symulacja komputerowa z której bohaterowie korzystają wygodnie leżąc, ale duże ramie mające choć trochę symulować fizykę, a do tego gra świateł pokazująca obrazy z przeszłości. Co mi się natomiast bardzo podobało, to pokazanie jak działa Animus – grając w kolejne odsłony części przejmujemy kontrolę nad przodkami i gramy sobie nimi, choć tak naprawdę – czego nie czuć – nie gramy tylko w najlepszym wypadku „odtwarzamy” wspomnienia, w filmie wyraźnie widać że grany przez Fassbendera Cal nie ma żadnego wpływu na wydarzenia, on je po prostu przeżywa (stąd ten cudzysłów przy „sterowaliśmy”), ucząc się przy okazji (pewnie pamięć mięśniowa i tego typu rzeczy) walki czy parkouru. Podobnie z innymi asasynami, którzy są obiektami testów Abstergo.

Teraz trochę o Hiszpanii z XV wieku – jest fantastyczna i rzeczywiście hiszpańska – nie ma słowa w języku angielskim, wszystko po hiszpańsku! Scenografia jest świetna, nie tylko pokazali nam budownictwo ale i realia życia, zachowanie ludzi sprzed 600 lat – oddanie Bogu i walka z innowiercami. Tutaj można by napisać, że pokazali to dość jednostronnie gdyż konflikt chrześcijan z muzłmanami był złożony – z jednej strony najazdy muzułmanów na Hiszpanię, Włochy czy Galię, z drugiej krucjaty i inkwizycja, które miały odbić czy podbić nowe ziemie, obie strony nawracały na swoją wiarę, w filmie jest tylko o inkwizycji, ale wiadomo – dla dobra fabuły stosuje się uproszczenia. Zresztą podobnie jak w grach tak i tu pojawia się historyczne postacie – Torquemada, który rzeczywiście był inkwizytorem w Hiszpanii w tamtym okresie, Muhamad XII emir Grenady czy Izabella Kastylijska wraz z Ferdynandem Aragońskim. Pozytywnie zakoczył mnie dobór rycerstwa – nie są to chucherka z mieczami i tarczami, ale potężnie zbudowani wojownicy, którzy są atletami – potrafią nie tylko walczyć ale dość zwinnie skaczą i się wspinają, dobrze że reżyser zrezygnował z wielu głupot znanych z filmów historycznych gdzie rycerstwo to byli przeważnie ludzie z łapanki – tutaj żeby walczyć o świętą sprawę musiałeś być górą mięśni do tego potrafiącą się ruszać. Jeżeli pamiętacie pierwszą część Assassin’s Creed, to porównajcie sobie zwykłych rycerzy do templariuszy z tej gry – w filmie masz głównie templariuszy i choć nie stanowią oni zbyt wielkiego zagrożenia dla asasynów, to mimo to sprawiają wrażenie właściwych ludzi na właściwych miejscach.

Osobną sprawą, jak już jesteśmy przy Hiszpanii, to fantastyczne pokazanie czym tak naprawdę było „leap of faith”, czyli „skok wiary”. W grze co chwila skacze się na wózki z sianem, jaki to więc skok wiary, skoro wiemy że nic nam się nie stanie? A no właśnie, w filmie było to pokazane dwukrotnie jako skok w nieznane – asasyn musiał mieć wiarę, że wyląduje w warunkach umożliwiających przeżycie. Za pierwszym razem nie widzimy gdzie upadł Aguilar gdyż nastąpiła desynchronizacja, za drugim razem skok z wysokiego mostu szczęśliwie zakończył się w rzece. Świetne pokazanie oddania i wiary.

maxresdefault

Sceny walki są również świetnie zrobione, choreografia na wysokim poziomie, efekty również (fajnie pokazane jak Cal walczy w Animusie w teraźniejszości, gdzie jest gra cieni a on się między tymi cieniami porusza jak kot jak na asasyna przystało, co zresztą Sofia kwituje z zachwytem słowami „pełna synchronizacja”), a osobom śmiejącym się że krzyżowcy z kusz strzelają równie celnie co szturmowcy z Gwiezdnych Wojen sugeruję zapoznanie się z fizyką i kilka próbnych strzałów z kuszy (kiedyś można było spróbować swoich sił na zamku Chojnik) – bełty latają na prawo i lewo dzięki czemu mamy kolejne fajne efekty, a celność? Celność taka jak na XV wiek przystało, zainteresowanych odsyłam do książek o średniowieczu 🙂

Parkour? Palce lizać, kocia zwinność przy wspinaczce, świetne ujęcia z freerunu, do tego bardzo fajnie pokazane jak asasyni śmigają na górze a na dole Ojeda ujeżdża konia śledząc ich. Zresztą sama scena jak Ojeda pomyka na koniu nie zważając na ludzi na ulicach, którzy czmychają na boki przed końskimi kopytami też bardzo dobrze zrobiona.

Zakończenie? Kolejny uśmiech dla fanów gry – tłum, event i cel do zabicia – nie na pełnej parze robiąc zadymę, odpalając ochronę i goniąc cel, ale po cichu podejść, zrobić swoje i zniknąć.

Może i jest jakiś niedosyt po seansie, że mogło być więcej, że niepotrzebny był wątek romantyczny (choć z drugiej strony dwukrotnie było pokazane w filmie, że miłość swoją drogą, ale kredo jest najważniejsze), ale z drugiej strony jestem pewien że twórcy zrobili film z myślą o kolejnych częściach, widać to nie tylko w końcowych scenach po zachowaniu Sofii, ale również kiedy wraz z Calem zwiedzamy siedzibę Abstergo i widzimy artefakty z przeszłości, dzięki którym widz nie znający serii gier domyśla się, że wojna między asasynami a templariuszami trwa całe wieki i ma wiele odsłon, więc jest nadzieja że twórcy wrócą do produkcji z kolejną częścią w innych realiach, pokazując tym razem właśnie te „inne realia”, skoro widzowie już kminią o co w tym wszystkim chodzi. Być może w kolejnych częściach, o ile powstaną a mam olbrzymią nadzieję że tak będzie, pokażą więcej części Edenu wraz z ich historią i twórcami. Tutaj dość płytko było tylko o tym że jest to urządzenie które pozbawi ludzkość wolnej woli jako praprzyczyny całego zła (zresztą cały konflikt pokazany był podobnie do gier – asasyni, zwolennicy wolności, niemal libertarianie, kontra templariusze, którzy chcą NWO, zbawienie ludzkości poprzez zrobienie z nich bezwolnych owieczek, świetny Jeremy Irons w roli Rikkina mówi o kolejnych etapach próby zniewolenia ludzi, wspominając że obecnie próbują to zrobić przez konsumpcjonizm). Dużo manewru mogą zrobić przy Sofii, która najpierw była idealistką, by przez chwilę zwątpić aż na końcu zadeklarować że znajdzie Jabłko Edenu, być może będzie mieć w tym swój własny, niezależny od templariuszy, cel.

Olbrzymim plusem produkcji jest również muzyka, świetnie skomponowana, dobrze dobrana do tego co się dzieje na ekranie. Jed Kurzel stanął na wysokości zdania i powinna mu za to wpaść niejedna nagroda.

Na koniec poruszę również krytykowany wątek z przodkami Cala którzy występują w końcówce, bo o to również wielu ludzi miało pretensje że na siłę – to było świetne uwieńczenie przemiany Cala w asasyna i to był ten moment, kiedy Cal nie odgrywał innych ról ale dzięki pełnej synchronizacji mógł dokonać projekcji tego co siedzi w jego DNA. Wg mnie scena potrzebna żeby zrozumieć samą końcówkę, nie była żadnym przegięciem, miło było zobaczyć jego przodków z wielu epok – być może kolejne puszczenie oczka do widza : „chcemy zrobić część drugą!”.

Film oceniam bardzo dobrze, jest to kawałek świetnej rozrywki z dobrymi ujęciami, dynamiczną walką i parkourem oraz fabułą która ma widzowi wyjaśnić na czym polega cała ta zadyma z Edenem, asasynami i templariuszami. Jeżeli ktoś się spodziewał Altaira albo Ezio to mam same złe wiadomości – dostajecie coś innego, co nie znaczy że złego, a jak chcieliście tego co na konsoli to sobie odpalcie grę a nie do kina idziecie. Czy warto się na to wybrać? Zdecydowanie.

OCENA: 8/10

/n4k1r

poster-large

P.S. Warcraft też był zjechany przez recenzentów a mi się podobał, być może dlatego że podobnie jak w przypadku Assassin’s Creed odbieram to jako wstęp, pierwszą z wielu części, w której nie można pokazać z jednej strony zbyt mało a z drugiej zbyt dużo. Zrozumienie tego, że są to produkcje nastawione nie tylko na nerdów, pozwoli nieco lepiej się bawić na seansie.

Jedna uwaga do wpisu “Krytycy się nie znają: Assassin’s Creed

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s