Top 10 (niepełny) najlepszych ekranizacji gier

silenthillnursesbanner

W ten weekend premierę ma kolejna (finałowa, oby!!!) część serii „Resident Evil”, która zapowiada się równie czerstwo jak kilka poprzednich odsłon. Ale w związku z tym, że nad kiepskimi ekranizacjami pastwiłem się w poprzednim topie, tym razem coś bardziej pozytywnego.

Jest tylko jeden drobny szkopuł – dobrych filmów nie starczyło na pełną dziesiątkę 😉

7. Mortal Kombat

Jako czysta ekranizacja, fun jest nieziemski. A raczej był, bo z perspektywy czasu ten film jest mimo wszystko dość kiczowaty. Oczywiście nie jest to tandeta pokroju kontynuacji, która powinna być puszczana w ramach tortur. Pierwszy duży film Paula Andersona to przyzwoita rozrywka, która była niemal spełnieniem moich marzeń, gdy widziałem ją w kinie jako nastolatek zaaferowany wszelakiej maści bijatykami. Nie brakowało znanych postaci, świetnej muzyki z charakterystycznym utworem przewodnim na czele, a przede wszystkim turnieju i dużo kopaniny. Zabrakło jednak krwi, która jest przecież esencją gry – kości miały być łamane, kręgosłupy wyrywane, a serca zjadane! Cóż, na osłodę pozostaje nam rewelacyjny short, który rozpala nadzieje, jak mógłby wyglądać mocny film z serii „Mortal Kombat”.

6. Prince of Persia: The Sands Within

Przykład na to jak z dobrej przygodówki zrobić przyzwoity film przygodowy – bez wielkich udziwnień i dość wierny oryginałowi (na ile mnie pamięć nie zawodzi). Z jakiegoś powodu produkcja nie spodobała się zbytnio widzom i poniosła klapę w box officie. Jasne, film niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale to miła rozrywka na nudne wieczory z dwójką fajnych aktorów w rolach głównych. Tylko tyle i aż tyle.

5. Final Fantasy VII: Advent Children

Nigdy nie grałem w żadną grę z tej serii, ale film warto obejrzeć chociażby dla samej strony wizualnej. Piękne widoki, epickie pojedynki, smutna historia – innymi słowy recepta na dobre filmidło, które poruszy niejedno nerdowe serce. Długo również zastanawiałem się, czy nie dorzucić do topa „Final Fantasy: The Spirits Within”, ale w gruncie rzeczy film ten ma za mało wspólnego z grą poza samym tytułem, by nazwać go pełnoprawną ekranizacją – ale jakby co, zdecydowanie polecam.

4. Resident Evil: Degeneration

Dowód na to, że można zrobić ekranizację gry wierną oryginałowi, mimo że ukazującą osobną historię. Dla fanów zombie pozycja obowiązkowa, bo więcej tu survival horroru niż action sci-fi z kolejnych sequeli Paula Andersona. I mimo że to animacja, nie ma zlituj się – ręka, noga, mózg na ścianie. Z jakiegoś powodu przegapiłem „Damnation”, więc zdecydowanie będę musiał nadrobić przed „Vendetta”.

3. Warcraft

Hejt, który spadł na ten film, jest moim zdaniem mocno krzywdzący. Owszem, sporo brakuje temu filmowi do „Władcy Pierścieni”, ale chyba nie taki był zamiar twórców – chociażby dlatego, że Azeroth jest przedstawiony w pełnej palecie kolorów, a więc już sama stylistyka jest bardziej bajkowa. Mi to absolutnie nie przeszkadzało, a znając wady z pierwszego kinowego seansu, podczas kolejnego czerpałem większą przyjemność z przedstawionego świata. Szkoda tylko, że na kontynuację nie mamy co liczyć, bo prawdziwa epickość była dopiero przed nami.

2. Resident Evil

Jedyny film z serii Paula Andersona, który tak naprawdę zasługuje na uwagę (no jeszcze trzecią część ogląda się przyjemnie ze względu na madmaxowe klimaty). Survival horror pełną gębą, począwszy od klimatu, scenach akcji przemieszanych z grozą, na świetnej muzyce kończąc. Napięcie było budowane umiejętnie, a niższy budżet (w porównaniu do kolejnych odsłon oczywiście) tylko wpłynął pozytywnie na pomysłowość scen, które nie były nastawione wyłącznie na totalną i pseudo-efektowną demolkę. W dalszych odsłonach reżyser zdecydowanie za bardzo odleciał – dwie ostatnie części (pomijając wchodzącą właśnie do kina szóstkę), praktycznie nie pamiętam, co niezbyt dobrze o nich świadczy.

1. Silent Hill

Nie pozbawiona wad, jak każda adaptacja w tym topie, ale moim zdaniem zdecydowanie najlepsza ekranizacja gry, która do tej pory powstała (jestem jeszcze przed seansem “Assassin’s Creed”, jednakże jedna recenzja Rafała wiosny nie czyni ;)). Twórcy „Braterstwa wilków” udało się uchwycić przerażający klimat pierwowzoru, nie stroniąc nam widoku makabrycznych stworzeń z mglistego Silent Hill. Pierwsze wejście bohaterki do tajemniczego miasteczka, pierwsze syreny alarmowe i przeobrażenie otoczenia – no palce lizać. Co prawda pod koniec film trochę traci na klimacie na rzecz brutalnych motywów rodem z „Hellraisera”, ale jako całość sprawia na tyle dobre wrażenie, że co jakiś czas z przyjemnością powtarzam seans. Szkoda, że nie można tego powiedzieć o kontynuacji, która była mocnym kandydatem do topu najgorszych ekranizacji

[Irek]
Foto: Bloody Disgusting

3 uwagi do wpisu “Top 10 (niepełny) najlepszych ekranizacji gier

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s