Córki dancingu czy The Lure?

dancing+lure.png

Pewnie się zastanawiacie, czy temu staremu koniowi nie odbiło, bo próbuje Wam zaproponować jakiś seans na Walentynki – polską kiczowatą komedyjkę lub amerykański horror o syrenie? Nic z tych rzeczy, moi drodzy. Tym wpisem chcę Wam zwrócić uwagę, jak mocno marketing popsuł odbiór pewnego filmu. Już się domyślacie? Tak, „Córki dancingu” i „The Lure” to jedna i ta sama pozycja…

Zdziwieni? Ja byłem i to bardzo. Przede wszystkim widząc polski plakat nawet nie zamierzałem rzucić okiem na trailer. Bo i po co? Nie interesują mnie kolejne gówienka spod skrzydeł polskich reżyserów, których niestety mamy od groma – Kac Wawa, Ciacho, Wyjazd integracyjny itd.

Potem natrafiłem na zwiastun horroru „The Lure” i… zaliczyłem konkretnego zonka. Przecież ja skądś to znam. Szybki rzut okiem do Internetu… lol… toż to nasz rodzimy potworek, który za sprawą anglojęzycznego zwiastuna wydaje się być czymś całkowicie innym, niż zakładałem.

Zresztą rzućcie okiem na zwiastuny w tej kolejności:

Do tego plakaty (w większej rozdzielczości na dole) i wszystko jasne – chyba ktoś ostro zawalił kwestię marketingu. Jaki jest tego rezultat? Wystarczy spojrzeć na oceny:

Filmweb: 4.9/10
IMDb: 6.4/10
Metacritic: 74/100 (użytkownicy: 6.6)
Rotten Tomatoes: 92% (użytkownicy: 69%)

Polacy dzięki zwiastunowi spodziewali się jednego, a dostali coś zgoła odmiennego. Czytając opinie jakoś wcale nie jestem zaskoczony, gdyż filmowi daleko do kolejnej taniej komedyjki jakich u nas na pęczki. Ba, nawet na stronie Filmwebu w kategoriach nikt nie raczył wrzucić horroru. Bo co? Frekwencja pewnie by nie dopisała? Lepiej ryzykować wiadro pomyj na osobę reżyserki, bo przecież kupiony bilet to kupiony bilet. Im więcej uda się podstępem sprzedać, tym lepiej. Good job, Kino Świat…

Z kolei widzowie zagraniczni (głównie festiwalowi) dobrze wiedzieli na co się wybierają – plakat sam w sobie może sugeruje coś bardziej mrocznego, ale już trailer całkiem adekwatnie nastawia na sporą dawkę eklektyzmu. „Córki dancingu” (co za okropny tytuł!) to mianowicie odważna mieszanka horroru, musicalu, dramatu i komedii. Nie zmienia to faktu, że z żoną mieliśmy co chwilę miny typu „co my właśnie widzieliśmy?”.

THE LURE- leading still.jpg

Jeśli się zastanawiacie nad seansem, mimo wszystko polecam, bo czegoś takiego w polskim kinie nieczęsto uświadczycie. Po rozbieżnych opiniach sam nie wiedziałem czego się spodziewać. Ale że jestem fanem horrorów, chociażby ze względu na ten element musiałem obejrzeć „The Lure” („Przynęta” brzmi o niebo lepiej od „Córek dancingu”). I w gruncie rzeczy nie jestem rozczarowany – bardziej zaskoczony tym, co zobaczyłem. Nie jest to pozycja łatwa w odbiorze, na co wskazywał polski zwiastun, gdyż Agnieszka Smoczyńska zaserwowała widzom dzieło eksperymentalne pełną gębą.  Film można określić na wiele sposobów – ciężkostrawny, szokujący, obrzydliwy, niszowy itd., ale na pewno nie jest to film zły, na co wskazują opinie chociażby na Filmwebie.

„Córki dancingu” to wariacja na temat „Małej syrenki” Hansa Christiana Andersena. Z jednej strony baśń została tutaj przedstawiona w sposób dość mroczny i makabryczny, z drugiej zaś twórczyni zaserwowała nam feerię kolorów w klimacie disco z lat 80-tych. Mieszanka iście wybuchowa i dla wielu nie do przejścia. No bo jak pogodzić stylistykę musicalu, gdy główne bohaterki w jednej scenie pięknie śpiewają, by w następnej rodem z horroru rozerwać komuś gardło? Czujecie tę ambiwalencję? Podczas seansu mózg szaleje, bo co chwilę jest zarzucany elementami, które przecież kompletnie do siebie nie pasują.

Ale gdy już pierwsze szokujące wrażenia miną i widz przyzwyczai się do odważnej stylistyki, film naprawdę może się podobać. Przedstawiona historia, mimo że troszkę odbiega od oryginału (chociażby w tym, że mamy dwie syreny), jest smutna, wesoła i przerażająca w jednym. Jak nie trawię musicali (sorry „La La Land”, raczej cię nie obejrzę), tak muszę przyznać, że ta konwencja mnie tutaj aż tak bardzo nie drażniła. Duża też w tym zasługa Złotej i Srebrnej, które pięknie śpiewają i równie dobrze grają. Generalnie cała obsada mnie pozytywnie zaskoczyła – można niektórych polskich aktorów nie lubić, ale tutaj pokazali na co ich stać (no może po Cielecką, choć… w sumie pokazała ;)).

Agnieszka Smoczyńska na pewno przykuła swoim debiutem moją uwagę. Sęk w tym, że jeśli nadal chce kręcić tak pokręcone dzieła, to niech lepiej robi to zagranicą. Tutaj trafi na kolejnych ancymonków rodem z Kino Świat, którzy albo nie znają polskich realiów, albo znają aż nadto dobrze i specjalnie chcieli wszystkich wy… ekhm… zmylić.

Ocena: 7/10

[Irek]

Lure_poster_900.jpg

corki_dancingu_poster-770x1109.jpg

the-lure-poster

Zdjęcia: Janus Films, Kino Świat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s