Alien [recenzja Life]

 

193983E6-05B9-43BD-B52C-C75448D071AD-51111-000012EB478AA6DA

Idąc na „Life” nie spodziewałem się zbyt wiele, bo zwiastun mnie jakoś szczególnie nie przekonał – ot taka „Grawitacja” z elementami „Obcego”. Niby mieszanka całkiem ciekawa, ale ciężko mi było sobie wyobrazić, by twórcy wymyślili w tym temacie coś nowego. I w gruncie rzeczy miałem rację, ale… mimo tego bawiłem się znakomicie!

Przede wszystkim zaskoczył mnie fakt, że jednak więcej tutaj „Obcego” niż „Grawitacji” – zwiastun mnie zmylił, ale tym razem pozytywnie. „Life” to taki powrót do starego kina typu wspomniany „Alien” czy „The Thing” (ba, nawet „Deep Star Six” – pamięta to ktoś?!), czyli potyczka odizolowanej grupy ze stworem nieznanego pochodzenia. W samej formie omawianemu filmowi bliżej jednak trochę do klasyka Johna Carpentera, gdyż twórcy nie tracą czasu na budowanie napięcia, by potwora pokazać dopiero po 2/3 seansu. Tutaj do rzeczy przechodzimy dość szybko, a niewiele ponad 1,5-godzinny film zyskuje dzięki temu na dynamice. Niech was to jednak nie zmyli, akcja akcją, ale „Life” umiejętnie trzyma widza w napięciu od początku do końca. Nigdy nie wiemy, kiedy i gdzie nasz gość nagle się pojawi, czyli emocje jak za starych dobrych czasów.

Z kolei z „Grawitacji” film czerpie elementy bardziej „przyziemne”. Całość ma miejsce na stacji ISS, więc poniekąd tworzy to pozory realizmu i namacalności zagrożenia. Ponadto bohaterowie próbują usilnie dostać się na Ziemię w kapsułach ratunkowych, co nie bez powodu przywołuje na myśl hit Alfonso Cuarona. Nic w tym oczywiście złego, bo umiejętne podbieranie elementów z innych produkcji to raczej zaleta niż wada. Co prawda zaraz ktoś zarzuci filmowi, że nie ma w nim za grosz oryginalności, ale chyba nie taki był zamiar reżysera Daniela Espinosy. Myślę, że chodziło mu raczej o stworzenie intensywnego thrillera sci-fi klasy B w oprawie kina klasy A. Stronie realizatorskiej mianowicie nie można niczego zarzucić – mamy świetne efekty specjalne (obcego widzimy często i w pełnej krasie), dobry montaż i solidną muzykę (motyw w samej końcówce do tej pory wywołuje u mnie ciarki na plecach).

Jedyne do czego mogę się przyczepić, to inteligencja obcego. Mam wrażenie, że twórcy poszli tutaj trochę za daleko – szczególnie scena wydostania się z izolatki pozostawia trochę niesmaku. Z drugiej strony, jeśli pogodzimy się z konwencją, film przeraża jeszcze bardziej (i nawet w finale nie wywracamy już oczami), bo uświadamiamy sobie, że nie mamy do czynienia ze zwykłym zwierzęciem, lecz inteligentną istotą, która zrobi wszystko by przeżyć. Wysokie IQ + instynkt przetrwania to wszak mieszanka zabójcza dla każdego, kto stanie obcemu na drodze.

„Life” nie jest w żadnym stopniu odkrywczy. To jednak solidny thriller/horror sci-fi, który czerpie garściami z klasyków tego gatunku, dodając nutkę realizmu (pewnie niektórzy i tak życzyliby sobie jeszcze więcej naukowego podejścia). Jako czysta rozrywka film spełnia swoje zadanie wyśmienicie, serwując nam sporo wrażeń do ostatnich sekund seansu. Dorzućmy do tego niezłą obsadę (tutaj również czeka nas twist) i miły seans na wieczór jak się patrzy.

Ocena: 7/10

Plusy:
+ trzyma w napięciu
+ strona techniczna bez zarzutu

Minusy:
– nic nowego, bo czerpie garściami z innych pozycji
– w pewnym stopniu inteligencja obcego, ale można się do tego przyzwyczaić

[Irek]

life_ver7_xlg.jpg

Zdjęcia: Impawards

Jedna uwaga do wpisu “Alien [recenzja Life]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s