seriale

Współczesny szeryf na ekranie telewizora

5E7578F8-2208-4B26-9090-C933421FC115-51111-000012ED3495C2F5.jpeg

Szeryf. To brzmi dumnie.

Od dziecka lubię westerny. Pożyczane na kasetach VHS filmy o kowbojach, szeryfach i typach spod ciemnej gwiazdy były nie tylko świetną rozrywką w latach 80/90, ale również źródłem inspiracji dla zabaw z kolegami. Każdy chciał być szeryfem.

Oczywiście klasyczne filmy z Johnem Waynem pamiętam jak przez mgłę, podobnie westerny Sama Penkipaha, ale spaghetti westerny… Ten gatunek filmowy wrył mi się w głowę na tyle mocno, że raz na jakiś czas do niego wracam. Zwłaszcza słynna trylogia z bohaterem bez imienia Sergio Leone z niezapomnianą muzyką Ennio Morricone, czyli „A fistful of dollars”, „For a few dollars more” oraz najlepszy spaghetti western „The Good, the bad, the ugly” pomimo upływu wielu lat nadal hipnotyzują.

Obecnie nadal kręci się westerny, ale mniej i nie są to tak zapadające w pamięć obrazy. Remake „3:10 to Yuma”, „Django Unchained” czy słynny „Unforgiven” to dobre obrazy ale w tamtych sprzed lat kilkudziesięciu jest pewien duch, który zapewnia im nieśmiertelność.

To właśnie westerny wykreowały legendę szeryfa. Współcześnie nie ma już szeryfów, których znamy z czarno białych obrazów bądź z filmów, w których włoscy statyści nie znając języka angielskiego po prostu ruszali ustami, ale są trzy świetne seriale, gdzie akcja toczy się właśnie wokół szeryfa bądź jego biura. Trzy różne obrazy zawarte w kolejnych odcinkach, które przenoszą postać szeryfa do współczesności i próbują stworzyć go na nowo na trzy różne sposoby.

601px-hehsaa-4

Pierwszy bohater to „szeryf który nie jest szeryfem”. Lucas Hood, choć właściwie nie wiemy jak on się naprawdę nazywa (spekuluje się że jego prawdziwe imię to John Smith albo John Walton), to szeryf z przypadku. Były więzień, który przyjechał do Banshee by odnaleźć dawną miłość i wspólniczkę zarazem i ułożyć sobie życie po więzieniu, zbiegiem okoliczności przejmuje tożsamość stróża . Szeryf z przypadku to nie jest nic nowego w westernach, ale ktoś taki jak główny bohater „Banshee” nie jest dobrym materiałem na stróża prawa. A jednak, pomimo tego że wspólnie ze swoją wesołą kompanią kombinują na boku różne napady, to sam szeryf w serialu przechodzi przemianę. Został szeryfem więc stara się pilnować porządku w swoim rewirze i choć nie znamy jego intencji: czy robi to z przekonania, że skoro nosi odznakę to ma pewne zobowiązania, czy zwyczajnie pozbywa się konkurencji w kategorii „przestępczość”, to nie można mu odmówić skuteczności. Owszem – jest brutalny i to bardzo. Owszem – walczył z przestępczością również nieoficjalnie, choćby kiedy ruszył w pościg za Chaytonem Littlestone. Z drugiej jednak strony mógł zwyczajnie zabić Proctora, a jednak zdecydował się na śledztwo przeciwko niemu. Z brutalnym gangiem motocyklowym też mógł się nie patyczkować i zwyczajnie ich wystrzelać, a jednak zakończył ich działalność w brutalny, ale nie śmiertelny sposób, a Hiob odwiózł ich do Cleveland, gdzie był na nich nakaz. Jest więc w nim coś więcej niż samo udawanie stróża prawa i choć brutalna przemoc zdaje się być jedynym znanym przez niego sposobem na rozwiązywanie konfliktów, uczciwie trzeba przyznać, że miasteczko Banshee odbiega od stereotypu cichego miasteczka gdzieś na prowincji, więc trudno odnaleźć tam spokój i normalność. Styk kultur nowożytnej Ameryki, indian z plemienia Kinaho oraz osady Amiszów stanowi prawdziwy tygiel, gdzie bardzo łatwo o punkty zapalne. Paradoksalnie nasz bohater zachowywał się bardziej jak szeryf dopiero wtedy, kiedy szeryfem już nie był, ale to właśnie pokazuje nie tylko drogę jaką przebył, ale również złożoność tej postaci. Klasyczne „najpierw strzelaj, a potem zadawaj pytania” byłoby zbyt wielkim uproszczeniem dla szeryfa Hooda (czy jakkolwiek on się naprawdę nazywa). Stróż prawa inny niż wszyscy, zaprzeczenie romantycznej wizji dobrego szeryfa, a jednak nosił odznakę i na swój sposób walczył z przestępczością.

image

Przeciwieństwem Lucasa Hooda jest szeryf starej daty: Walt Longmire. Walt jest szeryfem w hrabstwie Absaroka, które graniczy z rezerwatem Czejenów, przez co podobnie jak w „Banshee” łatwo o lokalne konflikty. O ile Hood to przestępca będący szeryfem, o tyle Walt to człowiek prawy o dość mocno zakorzenionej wierze w system, w obowiązki i w sprawiedliwość. Tacy ludzie są na wymarciu, tym bardziej kreacja Walta przyciąga do ekranu. Szeryf cieszy się szacunkiem nie tylko mieszkańców, ale i podwładnych, wierzy w stare metody, nie przepada za nową technologią (nie posiada telefonu komórkowego, choć co drugi odcinek ktoś go do tego namawia), być może dlatego, że trudno mu się pogodzić ze zmianami. Jest postacią opartą o mit dobrego szeryfa, ostatniego sprawiedliwego, troszczącego się o swoją trzódkę, mądrego, prowadzącego dochodzenia z poszanowaniem zasad, przez co dość ciężko współpracuje mu się z policją plemienną, niechętną „białemu człowiekowi”. Nawet posiada nieodłączny rekwizyt szeryfa – kapelusz. Ucieleśnienie wszelkich cnót które w latach 60 i 70 były ukazywane na ekranach telewizorów – ma swoje wady ale zawsze troszczy się o słabych, współpracowników i przyjaciół traktuje jak rodzinę, gotów poświęcać się dla innych. Brzmi jak kolejna romantyczna opowieść, a jednak w serii Longmire” skrywa się mnóstwo mroku, tajemnic, szkieletów w szafach, tutaj nie ma szczęśliwych happy-endów i nawet gdy uda się okiełznać bandziorów, historia oferuje nam znacznie więcej niż po prostu kolejne dochodzenia, a w tle bohaterów dopadają duchy przeszłości czy konsekwencje ich czynów czy zachowań. Umieszczenie pośrodku wydarzeń człowieka prawego niekoniecznie pasującego do współczesnych czasów sprawiło, że serial Longmire” ma w sobie „to coś”. Sądzę, że zwłaszcza wielbiciele starych westernów znajdą tutaj coś dla siebie.

walt-3b4b2aef9c1a8250a9e6348fd89de321

Pomiędzy Waltem a Lucasem znajduje się moja ulubiona postać i najlepiej przedstawiony współczesny szeryf (choć jest tak naprawdę zastępcą szeryfa): Raylan Givens. Serial „Justified” to klasa sama w sobie – fantastyczni aktorzy (w rolach głównych Timoty Olyphant i Walton Goggins), świetne umiejscowienie akcji (hrabstwo Harlan gdzieś w Kentucky) i co za tym idzie rewelacyjne dialogi, zarówno pod kątem częstości występowania akcentu typowego dla amerykańskiej prowincji jak i kwiecistego języka. Raylan ma pecha – z tętniącego życiem i słonecznego Miami władze przenoszą go do jego rodzinnego Harlan po tym jak zastrzelił wysoko postawionego w kartelu narkotykowym gangstera. Chcąc nie chcąc, Raylan trafia w rodzinne strony, a tutaj na każdym rogu spotyka duchy przeszłości – eks żonę, przyjaciół ale i wrogów. Pracując w urzędzie szeryfa dostaje kolejne sprawy, które odkrywają nam kolejne tajemnice z przeszłości stróża prawa. Raylan zajmuje się głównie przepychankami między gangami „rednecków” walczącymi o strefy wpływów (rodziny Crowder, Benett, Crowe jak również mafią z Frankfort) w międzyczasie rozwiązując mniejsze bądź większe śledztwa. Zastępca szeryfa jest z jednej strony przywiązany do litery prawa, oddany służbie, ale z drugiej strony zbyt częste sięganie po broń jest przyczyną wielu problemów; jako stróż prawa jest skuteczny, ale czasami musi przymykać oko i współpracować z ciemnymi typami dla większego dobra. Jest w nim sporo mroku – jego ojciec był przestępcą, jego kumpel z dzieciństwa stał się gangsterem, ale z drugiej strony jest i miłość i nadzieja na lepsze jutro. Justified” jest jednym z niewielu seriali ze świetnym zamknięciem całej historii, podczas której mieliśmy dość ciekawą jazdę kolejką górską po kolejnych wydarzeniach, kolejnych śledztwach, kolejnych wzlotach i upadkach. Raylan jako współczesny stróż prawa wydaje się być najbardziej wiarygodny – nie jest tak dobrotliwy jak Longmire, ale ma zasady i wierzy w system sprawiedliwości i podobnie jak Walt nie lubi rozstawać się ze swoim kapeluszem; nie jest również przestępcą jak Hood, ale podobnie jak on bywa brutalny i ma problemy z wybuchami złości czy zbyt lekkim spustem. Jest kimś, komu moglibyśmy zaufać żyjąc w XXI wieku gdzieś na prowincji w USA.

justified-finale

Cieszy mnie, że temat stróżów prawa pojawia się w dobrych serialach. Nie chodzi mi o typowych policjantów, bo tego na ekranach TV jest pełno, ale właśnie o szeryfów (bądź zastępców), spadkobierców wielkich postaci z westernów. Jak ktoś szuka podobnych klimatów niekoniecznie we współczesności, to polecam seriale Deadwood” i Hell on wheels” jako westerny rozgrywające się w przeszłości, Firefly” jako space western czy nawet The Walking Dead” gdyż tam w końcu też mamy szeryfa – jest nim Rick Grimes. Mam nadzieję, że temat westernów czy właśnie portretowanie stróżów prawa nie jako policjantów pracujących gdzieś w jednostce, jeżdżących po mieście na patrole i uczestniczących w setkach strzelanin i zatrzymań, ale jako raczej jako ludzi walczących niemal w pojedynkę z przestępcami, poza centrami wielkich miast, będzie nadal pojawiał się na ekranach TV na podobnie wysokim poziomie jak w „Banshee”, „Longmire” czy „Justified”. Zdaję sobie sprawę, że przykładów zahaczających o współczesnego szeryfa jest więcej, pewnie jakaś część z was będzie miała problem z przedstawieniem Lucasa Hooda jako szeryfa, niemniej dla mnie mieści się on w definicji stróża prawa (hej, przecież Vic Mackey też był policjantem, prawda?) i świetnie uzupełnia pozostałych dwóch opisanych przeze mnie bohaterów. Z chęcią przeczytam opinie o innych postaciach, które pasowałyby do niniejszego wpisu, może przy okazji dowiem się o wartych obejrzenia produkcjach, które mi umknęły.

/n4k1r

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s