Czasem lepiej nie czekać [recenzja: Ghost In The Shell]

85DA34C1-3EDE-4DE9-B2DA-788DFE6C2F9F-51111-000012F2CD556FED

Oczekujecie kolejnych odsłon swoich ulubionych serii, adaptacji dobrych gier, fabularnej wersji kultowych komiksów. Wasze oczekiwania rosną, już nie możecie się doczekać finalnego produktu. Gdy nareszcie nadchodzi dzień premiery filmu, wychodzicie z kina lekko zawiedzeni. Niby było fajnie, te zmiany/brak zmian w stosunku do waszych oczekiwań nie były takie złe. Ale to jednak nie to, nie to czego sie spodziewaliście i o czym rozmawialiście z kumplami miesiącami przed premierą.

Naprawdę dobrze czasami odpuścić i na coś nie czekać, nie zawiedziecie wtedy własnych, wygórowanych wyobrażeń. Na GITSa („Ghost In The Shell”, takiego skrótu będę używał w dalszej części tego arta) miałem totalnie wywalone, od momentu prezentacji pierwszych informacji, na temat tej fabularnej adaptacji popularnego anime. Nie śledziłem wszystkich zwiastunów filmowych czy całego tego „płaczu” o wybielenie głównej bohaterki. Ba! Nawet same anime/mangę (która ukazała się najpierw) pamiętam bardzo słabo – dzięki czemu, w czasie seansu ciężko było mi się odnosić do innych wersji tej historii. Dlatego też pewnie kino nie opuściłem zawiedziony, a sam film nie uważam za słaby, a nawet z chęcią obejrzę go po raz kolejny.

17553778_10155136097064291_3740212554832815763_n

Wizualnie dostajemy smakowite danie, które mógłbym chłonąć i podziwiać bardzo długo – cyberpunkowe miasto, androidy, roboty, milion kabli, wszędzie hologramy, wszystko tonie w syfie, cybernetyczne wszczepy, Yakuza, krzykliwe kolory… i wiele, wiele, wiele więcej smaczków dla osób, które tęskniły za takimi widokami w kinie. Jest magicznie i do tego „owija nas” idealnie dobrana muzyka – mi najbardziej przypominająca soundtrack z „Deus Ex (Human Revolution)”, gry którą powinien znać każdy fan „brudnej wersji przyszłości”;). Warto nadmienić, że za wiele tych przepięknie zaprojektowanych fragmentów filmu odpowiada nasz rodak – Maciej Kuciara. Prawdziwy talent, który pracował wcześniej np. przy grach Naughty Dog (seria „Uncharted”, „The Last Of Us”). Nawet w jednej z początkowych scen, można znaleźć jego „easter egg” – wypatrujcie logosa „Maciej” :).

Gdy już nasze oczy przyzwyczają się do tych wizualnych atrakcji, może nas dotknąć TEORETYCZNY problem tego filmu. Teoretyczny z tej racji, że dotknie was, lub nie, w zależności od waszych oczekiwań, tego czego spodziewaliście się po GITSie. Jeśli chcieliście doświadczyć dobrej adaptacji anime czy też „głębokich” przemyśleń o tytułowym „duchu” – zły adres. Gdy, tak jak ja, nie obiecywaliście sobie dużo po tym seansie i liczyliście że dostaniecie film akcji z fajnymi efektami – bardzo prawdopodobne, że będzie wam się podobać. Oczywiście, „mogło być lepiej”, a materiał źródłowy mógł naprawdę zaowocować kolejnym kultowym dziełem. Stety/niestety, nie stało się tak, ale uważam jednak, że recenzenci wystawiający tej produkcji oceny zbliżone do notowań zeszłorocznego „Suicide Squad” przeginają pałę i mylą swoje oczekiwania z faktyczną jakością tej produkcji.

maxresdefault

Fabularnie nie ma niespodzianek i sam zarys historii jest prosty: android z mózgiem człowieka pracuje dla policji, próbuje znaleźć mordercę i sens własnego istnienia. Scarlett Johansson zagrała tak jak trzeba, a inne osobistości z jej drużyny też są „ok”. Zwłaszcza Batou oraz Aramaki. Główny „bad guy” to skurwiel jakich wielu i aż przyjemnie się go nie cierpi. Jest akcja, jest moment na wzruszenia, ale nie ma cycków oraz krwi. Właśnie – aby GITS dostał jak najniższą kategorię wiekową, twórcy powycinali, poucinali albo w ogóle zapomnieli o jakiejkolwiek brutalności. Nie zrozumcie mnie źle – są przecież różne akcje „kopane”, strzelaniny czy inne „łubudubu”, ale praktycznie zawsze gdy mamy zobaczyć jakąś odcięta kończynę, krwawą ranę postrzałową czy litr krwi – nic takiego nie ma na ekranie. Dodatkowo, jest to chyba pierwszy film z otoczką cyberpunku, w którym golizna jest prawie zerowa. Tak, Major (czyli nasza główna bohaterka) biega „na golasa” ale to przecież ciało androida 😛

Ghost-In-The-Shell-header-1024x585

Podsumowując, fajne kino akcji z niesamowitym designem wizualnym oraz mega klimatyczną muzyką, ale bez żadnych rewolucji. Z kina wyszedłem zadowolony, obiecując sobie, że w przyszłości, z innymi filmami, też nie będę wiązał wysokich oczekiwań, to też miło się zaskoczę. Oczywiście obietnicy tej nie spełnię, ale póki co czekam na zapowiedź wersji Blu-ray GITSa, bez cenzury i z bonusowymi scenami. A teraz trzymam kciuki za adaptacje Akiry oraz Deus Exa…
(van)

OCENA: 7+/10

Jedna uwaga do wpisu “Czasem lepiej nie czekać [recenzja: Ghost In The Shell]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s