Filmy

Bogini [recenzja: Wonder Woman]

wonder woman 1

Klękajcie narody, bo na nasz padół zstąpiła bogini, Diana z Themysciry, i zawładnęła sercami mężczyzn i kobiet. Popłynąłem? Pewnie i tak, ale nie mogłem napisać inaczej, skoro nawet moja żona zakochała się w tej cudownej niewiaście 😉

No bo nie ma co ukrywać, Gal Gadot jest strzałem w dziesiątkę. Jest nie tylko nieziemsko piękna, ale również zagrała Wonder Woman na naprawdę solidnym poziomie. Jest urocza w swojej naiwności, gdy niczym dziecko poznaje świat poza wyspą amazonek. Jest zabawna i charyzmatyczna, gdy konfrontuje się z przedstawicielami płci brzydkiej. I w końcu jest silna i niebezpieczna, gdy dochodzi do skopania tyłka tym złym. Cóż, przynajmniej pod względem wyboru płci pięknej DC vs Marvel to klarowne 1:0. Oczywiście Gal Gadot skradła cały film, ale reszta aktorów nie ma się czego wstydzić. Wesoła ekipa ze znanego już zdjęcia bardziej przypadła mi do gustu niż Howling Commandos, a czarne charaktery są na tyle złe i podstępne, że kibicowałem naszej uroczej bogini (a często jest na odwrót 😉).

ww

Sama historia „Wonder Woman” to klasyczne origin story. Nie ma w tym nic złego, ale też nie ma się czym zachwycać. Może tylko tym, że w zwiastunach nie zaspoilerowano nam finału, który dzięki temu potrafi nawet zaskoczyć. Scenariuszowo historia płynnie gładko i bez większych przestojów. Kiedy trzeba jest epicko, kiedy indziej spokojnie, a nawet podniośle. Nie zabrakło humoru, ale w bardzo wyważonych ilościach. Ponadto wbrew pozorom, ten film wystarczająco różni się od „Captain America: Pierwsze starcie”, by nie mieć natrętnego wrażenia deja vu.

Wielkie brawa za scenografię, bo bardzo byłem ciekaw, jak zostanie nam przedstawiona Wielka Wojna. Przy pierwszej dużej akcji uśmiech nie schodził mi z twarzy – miałem wrażenie, że oglądam Dianę na mapie „Kaiserschlacht” w trybie „Operacje” z „Battlefield 1”. Brud, mrok i syf ciekawie kontrastowały z kolorowym strojem Wonder Woman, swoistą iskrą nadziei w tych beznadziejnych czasach (no co, jest podniośle, nie?). Również efekty specjalne nie zawiodły, choć momentami nadal czuć rękę Zacka Snydera, czyli za dużo green screenu (takie tam czepialstwo). Nie zabrakło oczywiście charakterystycznego motywu muzycznego, na który przyszło nam troszkę poczekać (wszedł w idealnym momencie). I mimo że po i w trakcie napisów nie ma dodatkowych scen, warto sobie posiedzieć dla samej muzyki.

Czy to najlepszy film DC? Nie zamierzam się bawić w takie ocenianie, bo nie jestem hejterem DCEU. No ok, jest znacząco lepszy od „Suicide Squad, ale bardzo bym się zdenerwował, gdyby było inaczej 😉. Krytycy również nie mają wątpliwości, więc miejmy nadzieję, że Warner wychodzi z tym filmem na prostą i od teraz będziemy mogli się cieszyć najwyższym poziomem zarówno ze stajni DC jak i Marvela.

„Wonder Woman” nie zaskoczył mnie, ale to nad wyraz dobra rozrywka, do której będę wracał niejednokrotnie. Spora w tym zasługa zjawiskowej Gal Gadot, mimo że nie można zapominać o całej otoczce, która wbrew pozorom nie służy tylko jako tło dla Diany. Szefowie DC będą jeszcze długo dziękować Patty Jenkins za to dzieło i nie miałbym nic przeciwko, gdyby reżyserka na stałe zagościła w tym uniwersum. Tymczasem niecierpliwie czekam na „Justice League” i już ostrzę sobie zęby na „Wonder Woman 2” – tak, Gal Gadot musi mieć jak najwięcej solowych filmów!

Ocena: 8/10

[Irek]

wonder woman 2.jpg

Zdjęcia: Impawards

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s