Gry

O graniu na automatach słów kilka

ox20bikes20pacman20header

Rok 1996. Dworzec autobusowy we Wrocławiu. Czasem słychać ogłoszenie, że autobus się spóźni, czasem jakieś szybsze kroki spóźnionego pasażera.

Cały czas jednak słyszeć można, raz lepiej, a raz gorzej, w zależności od tego gdzie się stoi, odgłosy automatów do gier.

Komputery i konsole były obecne w moim życiu odkąd skończyłem 6 lat, ale mało który okres w życiu gracza zapadł mi tak w pamięć, jak właśnie salony z automatami. Pierwsze zetknięcie z nimi miałem z całą pewnością gdzieś nad morzem, albo nad jakimś jeziorem, w latach 90 baraki ze wstawionymi automatami były obecne w większości miejscowości turystycznych.

Morza szum, ptaków śpiew, palmy co prawda nie było, ale było ciągnięcie rodziców za rękaw, bo dziecko chce iść na automaty. Tak było, plaża była ok, ale to budki z automatami, a później już lokale po brzegi wypełnione maszynami do gier wszelakich, były najbardziej wyczekiwaną atrakcją wakacji. Do pewnego momentu miałem niezwykłą przyjemność obserwować ewolucję tych urządzeń, a wraz z nimi gier. W czasach, kiedy komputery stanowiły rzadkość (zwłaszcza na wsi), salony gier były swego rodzaju oknem na świat gier komputerowych. Oczywiście, istniała prasa dla graczy, jako nastolatek z wypiekami na twarzy czytałem o nowościach, ale żeby pograć w coś więcej niż stare produkcje do których był łatwy dostęp i które odpalały na wiekowych maszynach, trzeba było udać się na dworzec i stracić kilka złotych.

Pierwsze produkcje to oczywiście PacMan, Frogger, Mario Bros, Donkey Kong i Galaga. Wtedy, tak naprawdę chyba jeszcze kilkuletniego mnie, zachwycały te kolory, ta grywalność, ta atmosfera. Owszem, Commodore czy Atari miały wiele gier, ale automaty to był inny świat. A jak się takiemu gówniarzowi jak ja udawało wykręcić rekord i pojawić się na tablicy wyników, co było mimo wszystko rzadkością, to czułem dumę, której nie da rady opisać. Jak podrosłem i byłem stałym bywalcem takich przybytków, to naturalnym było przyswojenie wiedzy jakie trzy litery (wtedy do tabeli highscores wpisywało się właśnie trzy litery) mają inni stali bywalcy, co rodziło swego rodzaju konkurencję o to, kto zrobi lepszy wynik.

55568-galaga_europe-1461765637

Przybytków cyfrowej rozpusty przybywało, innym razem się zwijały, automaty były wymieniane, urządzenia z nowymi grami to było zawsze wydarzenie. Pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem pudło z grą Crystal Castles, gdzie tradycyjny joystick został zamieniony na kulkę. Dopchać się do gry dla takiego 9-10 letniego szczawia jak ja było rzeczą niemożliwą przez kilka dni od premiery, ale później spędzało się wiele godzin i wrzucało kilogramy monet, żeby dojść jak najdalej.

Jeszcze będąc bardziej dzieckiem niż nastolatkiem, poznałem absolutną legendę automatów: Out Run. Marzenie każdego młodzieńca – szybkie cabrio, blondyna u boku, fajna muzyka i piękne krajobrazy. Grafika jak na tamte czasy zachwycała, ale nie wiem czy ta gra nie wryła się w pamięć mimo wszystko dzięki muzyce. Kolory waliły po oczach jakby wewnątrz automatu eksplodował Jacyków, ale trudno było się od tego oderwać. I znowu były kolejki do automatu, każdy chciał w to grać. Podobnie w Street Fighter, gdzie zwłaszcza nad morzem były przeprowadzane efektowne pojedynki. W takim Mielnie spotykała się cała Polska, każdy rywalizował o bycie najlepszym, o ile dobrze pamiętam zasada była prosta: przegrany kupuje wygranemu żeton, więc najlepsi mogli stać przy automacie i golić frajerów ciesząc się darmową rozgrywką.

maxresdefault

A potem nadeszła era komputerów osobistych, salony powoli pustoszały, bo po co płacić za coś, co każdy może mieć w domu? Mimo to nie było sytuacji, żeby salony świeciły pustkami. Co to to nie, po prostu kolejki były mniejsze, ale i tak każdy czekający na pociąg czy autobus okupował właśnie salon gier. To właśnie wtedy pojawiły się gry, które moje pokolenie powinno pamiętać najlepiej.

Jedną z tych gier było Golden Axe, produkcja w którą można było pograć na komputerze, ale sławę przyniosła jej wersja arcade’owa. Nieśmiertelne Cadillacs and Dinosaurs pamięta każdy szanujący się gracz, fatality wykonane w Mortal Kombat zachwycało widzów, znani z kart komiksów X-Men na dłużej przykuwali do automatu fanów komiksów, z kolei Ghosts’n Goblins pamiętam jako bardzo wymagającą grę, gdzie jak ktoś dochodził daleko, to automat był oblegany na tyle, że ciężko było cokolwiek zobaczyć. Ale jedna gra skradła moje serce o wiele bardziej niż inne w tamtym czasie. Myślę tu o Sunset Riders, czyli westernie w którym była dobra grafika, świetna grywalność, fajna muzyka, generalnie ta gra coś w sobie miała.

sunsetriders-arcade-1

Nieznacznie później, a może i wcześniej – tutaj wiele zależało od umiejscowienia salonu z grami (bywało, że nawet kilkuletnia staroć trafiała do salonu jako coś nowego), pojawiła się absolutna legenda, czyli Metal Slug. Na automatach grałem w dwie części tej gry, w sumie pojawiło się ich kilka, w tym Metal Slug X, poprawiona wersja drugiej odsłony serii. Gra absolutnie rewelacyjna – niby nic nowego, ot chodzi się w prawo, strzela, uwalnia jeńców którzy mogą odwdzięczyć się nową bronią, czasem wskoczy do czołgu i ubije bossa, ale grywalność stała na naprawdę wysokim poziomie. Zresztą kto ganiał po salonach z automatami ten wie. Na ekranie działo się naprawdę dużo, masa wybuchów, dużo strzelania (albo cięcia nożem), ta gra była skazana na sukces. Nic dziwnego, że w szybkim tempie dorobiła się statusu legendarnej.

twtfkco

Niestety, mniej więcej w tym czasie moja fascynacja automatami zwolniła, a w zasadzie przystopowała. Może to zabrzmieć nie najlepiej dla fanów tych gier, ale kolejne Tekkeny to już nie moja bajka, nie miałem szans z ludźmi którzy opanowali ruchy na pamięć, wyuczone z przeczytanych w EMPIKu czasopism komputerowych. Pojawiły się też całkiem udane symulatory samochodów i motocykli, tudzież strzelanki wykorzystujące imitacje pistoletów i gdzieś albo ja straciłem zainteresowanie, albo te nowe pudła straciły ducha czasów, w których spędzało się w salonach całe dnie. Jakościowo był to olbrzymi krok do przodu, ale coś było nie tak. Może to ja dorosłem i nie miałem już tyle czasu, kto wie?

Wzięło mnie na te wspominki, gdyż po raz kolejny przeczytałem o możliwości grania w te gry na komputerze. Granie przez stronę www, ściąganie różnych emulatorów i ROMów do nich, jak zwał tak zwał, odbywam tę podróż sentymentalną dość regularnie.

I dość regularnie dochodzę do wniosku, że fajnie chwilę pograć, ale ekran komputera nie przykuje mojej uwagi na dłużej, tak jak to robiły salony wypełnione graczami. Nachodzi mnie takie, może dziwnie brzmiące porównanie z rodzimego podwórka, o ile przyjemniej jest oglądać kopaninę zwaną Ekstraklasą z poziomu siedzącego na stadionie kibica, gdzie poza graniem w piłkę na niezbyt wysokim poziomie, dzieje się coś więcej: kibice, możliwość darcia gardła, nawet kiełbaski wzbogacają oglądanie meczu. W domu jednak wolę włączyć ligi o wiele ciekawsze. Podobnie mam ze starymi grami z automatów, wolę włączyć konsolę, gdyż nawet najlepsze produkcje grane na siedząco, bez całej tej otoczki którą znam z lat młodości, nie wciągają tak jak powinny.

surpresa

Czy wy też tak macie? Które gry z gier na automatach pamiętacie najlepiej? Zapraszam do dyskusji pod wpisem, bądź na Facebooku.

 

/n4k1r

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s