Filmy

Prawie jak laleczka Chucky [recenzja: Annabelle: Narodziny zła]

Kto kilka lat temu się spodziewał, że kapitalny horror „Obecność” przekształci się w prolog dla pełnoprawnego uniwersum kina grozy? Mieliśmy sequel, spin-off „Annabelle”, teraz jej prequel, a w przyszłości kolejna część „Obecności” oraz „The Nun” i „The Crooked Man” (obie postaci znane z „Obecności 2”). A że każdy z dotychczasowych filmów trzyma co najmniej przyzwoitą jakość, moje serce miłośnika horrorów raduje się po stokroć.

Jak sam tytuł wskazuje, „Annabelle: Narodziny zła” to prequel „Annabelle”, który z kolei był spin-offem, ale i poniekąd również prequelem „Obecności”. Trochę to zawiłe dla zwykłego zjadacza chleba, choć jestem przekonany, że szaraki gubią się jeszcze bardziej, gdy mają odróżnić uniwersum Marvela czy DC (no przeca to te same superbohatery?!). Wracając do meritum, najnowszy horror w uniwersum „The Conjuring” pokazuje nam powstanie tytułowej laleczki i jak doszło do zadomowienia się w niej demonicznego bytu. A to wszystko na tle historii grupy dziewczyn, które przeprowadzają się do nowego sierocińca.

Za reżyserię filmu odpowiada David F. Sandberg, który popełnił już niezły horror „Kiedy gasną światła”. Gość zatem wie, jak stworzyć klaustrofobiczny klimat grozy. Co prawda nie brakuje schematycznych straszaków, ale twórcy wplątali je na tyle ciekawie w fabułę, że dobrze sprawują się w swojej roli. W pewnym momencie napięcie sięga zenitu (oczywiście dla tych bardziej wrażliwych kinomaniaków), więc film spełnia swoje zadanie – dostarcza nam przyzwoitą dawkę bezpiecznego strachu. Nie udałoby się to, gdyby również nie dobrzy aktorzy, z których najlepiej sprawdza się Talitha Bateman (kaleka dziewczynka)– czuję, że będą z niej ludzie.

Mimo że historia rozwija się dość ospale, nie powinniście narzekać na nudę. Fabuła jest osadzona w latach 50-tych, więc w tych spokojniejszych momentach można podziwiać wszystkie elementy i czerpać przyjemność z klimatu tamtych lat (kolejny wyznacznik tej serii – dbałość o szczegóły danego okresu). Ponadto, jak na prawowite uniwersum przystało, nie brakuje smaczków, które sugerują nam przyszłe wydarzenia, czy nowe spin-offy. Z takich elementów największym plusem jest sama końcówka, która płynnie przechodzi w film „Annabelle”. Innymi słowy, mamy jedną historię podzieloną na dwie części.

„Annabelle: Narodziny zła” to po prostu dobra origin story. Nie osiąga poziomu „oryginałów”, lecz wypada lepiej niż pierwszy spin-off. Osobiście mam duże oczekiwania co do „The Nun” i mam nadzieję, że nie dojdzie do crossoveru Annabelle z laleczką Chucky (sic!). A jak nie macie co zrobić z czasem, możecie poczekać na dodatkową scenę w trakcie i po napisach.

Ocena: 7/10

Ranking uniwersum:

Obecność (10/10) – największa niespodzianka 2013 roku, która do tej pory zyskała u mnie status arcydzieła w swoim gatunku
Annabelle (6/10) – próba rozwinięcia marki, która nie do końca się udała, ale i tak miała kilka naprawdę mocnych momentów (chociażby scena w piwnicy), by mogła się podobać
Obecność 2 (8/10) – bardzo dobry sequel, choć oczywiście już nie tak świeży jak oryginał

[Irek]

annabelle_creation_ver2_xlg

Zdjęcia: Impawards

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s