Kiedy umieram [RECENZJA Wolverine: Trzy miesiące do śmierci]

Wolverine umiera.

Tak, nareszcie możemy nabyć komiks przybliżający nas do śmierci jednej z najbardziej ikonicznych postaci nie tylko u Marvela, ale ogólnie w komiksach.

Nikt z nas nie wie, jak zachowałby się w takiej sytuacji i nikomu tego nie życzę, ale, jak sądzę, spora część czytelników może mieć jakieś oczekiwania w stosunku do bohatera, z którym przecież znamy się od wielu lat. Czy jest nas w stanie czymś zaskoczyć?

Trzy miesiące do śmierci to dość nierówna historia. Dowiadujemy się z niej, że Wolverine niedawno dostał bęcki od Sabretootha i pała żądzą zemsty, która jest dość trudna w realizacji. Czynnik gojący się wyczerpał, rany, które, dostaje bohater, nie leczą się tak jak wcześniej, do tego adamantium w jego ciele powoli go zatruwa. Wyścig z czasem.

4278409o

Pogodzony ze śmiercią Wolverine postanawia odciąć się od przyjaciół z X-Men i walkę z Sabretoothem kontynuuje z bandą najemników, z kryminalistami. Jego zachowanie do pewnego momentu wydaje się być szokujące – Wolvie robi rzeczy, o które byśmy go nie posądzali, nawet znając jego dość wybuchowy charakter. Zachowuje się zwyczajnie niedojrzale. Ta część komiksu, która opowiada o jego relacjach z przyjaciółmi, jest ciekawa, interesująca, wciągająca. Niestety kiedy wiele spraw się rozjaśnia, robi się nieco gorzej. Kurtyna tajemnicy i motywów opada, pozostaje już tylko akcja w Madripoorze, która jest zwykłą rozwałką. Do tego kreska Sandovala nie do końca mi podchodzi – Stegman, rysownik pierwszej połowy komiksu, robi to o wiele lepiej.

Wydaje mi się, że autorzy nie bardzo wiedzieli co chcieli opowiedzieć. Z jednej strony skupiamy się na bohaterze, jego działaniach i motywach, lecz to zostało potraktowane nieco po macoszemu – rozumiem chęć zemsty, ale aż prosiło się o więcej o tym jak Logan przeżywa wewnętrznie swoje ostatnie miesiące życia. Z drugiej zaś mamy rozwałkę, taką typową, w której Wolverine pokazuje kły i niszczy wszystko wokół. I fajnie, to lubimy, do tego nas przyzwyczaił Marvel, ale zabrakło trochę głębi, bo czy naprawdę Wolverine do końca swoich dni chce ganiać z pazurami na wierzchu niczym berserker?

4278410o

Komiks wart przeczytania, zwłaszcza dla fanów Wolviego i X-Men, niemniej czuję niedosyt, czegoś mi brakowało, oczekiwałem nieco więcej, a nie podzielone 50/50 bijatyka i relacje z bliskimi, z romansem gdzieś po drodze. Zabrakło głębszej refleksji, która może nadejdzie w następnych tomach. Nie zrozumcie mnie źle – jestem pewien, że tak zachowałby się Wolverine, nie na kolanach, ale dumnym krokiem zmierzający ku objęciom śmierci, odchodzący na własnych warunkach, z przytupem, a nie w ciszy pośród przyjaciół. A mimo to jest zbyt płytko.

Czekam co będzie dalej.

/RB

 

 

 

3235887oZa egzemplarz komiksu dziękuję wydawnictwu Egmont (https://egmont.pl/)

OKŁADKA: miękka
WYDAWCA ORYGINAŁU: MARVEL
SCENARIUSZ: Paul Cornell
RYSOWNICY: Ryan Stegman, Gerardo Sandoval
TŁUMACZENIE: Sebastian Smolarek
GATUNEK: science-fiction
ILOŚĆ STRON: 156
DATA WYDANIA: 15.09.2017

2 uwagi do wpisu “Kiedy umieram [RECENZJA Wolverine: Trzy miesiące do śmierci]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s