Bez litości [recenzja: James Bond: Warg]

Chyba nie ma wątpliwości, że „James Bond” to jedna z najbardziej popularnych filmowych marek. W końcu mieć na koncie 24 części (25-ta w planach na 2019 rok) to nie lada wyczyn. Nie gorzej jest w kwestii niezliczonych książek (nowel i krótkich opowiadań), jak również w coraz prężniej rozwijającej się serii komiksowej. Za sprawą wydawnictwa Non Stop Comics do Polski trafia najbardziej nowoczesna wizja szarmanckiego szpiega. Zaraz, jakiego „szarmanckiego”?

„James Bond: Warg” to pierwsza seria stworzona przez Warrena Ellisa i Jasona Mastersa dla wydawnictwa Dynamite Entertainment, która przedstawia przygody agenta MI6 we współczesnym świecie. Mimo że akcja dzieje się tu i teraz, sam bohater jest najbardziej zbliżony do wizji jego oryginalnego twórcy, Iana Fleminga, czyli jeszcze z lat 50-tych. Innymi słowy, zapomnijcie o dżentelmenie, a powitajcie bezwzględnego i cynicznego agenta, który nie stroni od sarkazmu i najpierw strzela, a później zadaje pytania.

James Bond Vargr 005

„Warg” opowiada historię próby udaremnienia rozprzestrzenienia się niezwykle groźnego narkotyku. Tropy prowadzą do Berlina, gdzie Bond spotyka na swojej drodze przeciwników z bionicznymi protezami. Te niecałe 150 stron historii (+ ponad 20 stron materiałów dodatkowych) mija jak z bicza strzelił. Historia jest bardzo dynamiczna, znużenie zdecydowanie was nie dopadnie. Kartki przewracają się z prędkością wystrzałów z pistoletu Jamesa, a jak się domyślacie, tych bez wątpienia nie brakuje. Bond prze do przodu z siłą czołgu, ale i gracją baletnicy. No agent idealny, jak się patrzy. Nie znaczy to, że wszystko idzie jak po maśle – nie, nie, jego twarzyczce i ego trochę się oberwie.

Nie mogę napisać, by Ellis jakoś specjalnie wysilił się z fabułą – ta jest raczej dość bezpieczna, ale na pewno nie mało interesująca. Osobiście życzyłbym sobie jednak bardziej rozbudowane wątki (np. wpływu narkotyków na ludność Londynu) i rozwiniętą intrygę (same motywacje czarnego charakteru zostały potraktowane zbytnio po macoszemu). Gdyby nie dobra kreska Mastersa, zapewne szybko bym o fabule zapomniał. Jego rysunki nadają historii dynamiki i obfitują w ciekawe szczegóły. Na przykład spora dawka przemocy jest pokazana z rentgenowską precyzją, chociażby ukazując, jak w ciele rozprzestrzenia się nowy rodzaj nabojów rozpryskowych, z których korzysta James.

James Bond Vargr 003

Zdaję sobie sprawę, że filmy to również mało wyszukana intryga, a przede wszystkim akcja. Najwyraźniej tą drogą idą także komiksy, co nie do końca mi odpowiada. Historia graficzna to przecież idealna okazja by poszaleć z pomysłami i zawiłościami fabularnymi, bo nie ogranicza nas czas ekranowy. Mimo wszystko „Warg” czyta i ogląda się przyjemnie, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc oczekiwania na kolejny album mam większe.

Ocena: 6/10

[Irek]

James Bond Vargr 000.jpgZa egzemplarz komiksu serdecznie dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics.

Tytuł: James Bond: Warg
Scenariusz: Warren Ellis
Rysunki: Jason Masters
Przekład: Kamil Śmiałkowski
Oprawa: twarda okładka
Liczba stron: 176
Format: 180 x 270
Sugerowana cena detaliczna: 49 zł
Data ukazania się: wrzesień 2017

Jedna uwaga do wpisu “Bez litości [recenzja: James Bond: Warg]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s