Oto człowiek [Recenzja serialu Punisher]

Franka Castle nikomu specjalnie przedstawiać nie trzeba. Punisher to jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, antybohater w świecie komiksu. Setki zeszytów komiksowych, 3 (średnio udane) filmy, a teraz również serial na platformie Netflix. Co prawda, debiut w serialowym uniwersum Netfliksa zaliczył w drugim sezonie Daredevila, ale dopiero teraz możemy oglądać go w  własnej produkcji.

Na premierę Punishera czekałem z zapartym tchem. Świetnie zagrana postać we wspomnianym już wcześniej Daredevilu czekała cierpliwie na opowiedzenie swojej historii. Jon Bernthal, aktora grający Franka, początkowo miał pod górkę, jego wybór nie każdemu przypadł do gustu. Szczęśliwie okazało się, że wyjątkowo dobrze czuje się w skórze Punishera.

the-punisher

Trailery do serialu nakręcały oczekujących, świetne połączenie akcji z utworem „One” Metalliki, a także uchylenie rąbka tajemnicy, z kim będzie się mierzył Punisher, spowodowały, że informacja o przesunięciu premiery wzbudzała wiele emocji. W końcu pewnego średnio pięknego jesiennego wieczoru zasiadłem przed telewizorem, by przekonać się jak bardzo kupi mnie ten serial.

Standardem w produkcjach Netfliksa jest to, że potrafią długo się rozkręcać, że pierwsze odcinki są jakieś takie trochę niemrawe. Podobnie jest w przypadku Punishera, ale tutaj to, co potrafiło dla wielu być wadą, przekuto w niewątpliwą zaletę.

Inaczej: jeżeli ktoś oczekiwał rzezi przestępców, to mógł się zawieść. Jeżeli są takie osoby, to gorąco polecam zapoznanie się z dwoma albumami (trzeci już w grudniu) komiksu Punisher MAX. Tam jest od początku do końca brutalnie, wulgarnie, soczyście. Ale komiksy są dla ludzi, którzy mają jakieś pojęcie o tej postaci, natomiast nie wszyscy widzowie Netfliksa muszą znać antybohatera, jego przyjaciół i wrogów. Temu służą te długie wprowadzenia.

od0rzrv

W przypadku Punishera dokonano rewelacyjnego zabiegu – nie tylko przedstawiono nam tło i postaci, które będą towarzyszyć Frankowi przez 13 odcinków, ale zrobiono z niego człowieka. Kto zna komiksy, ten wie, że Punisher to jest w zasadzie maszyna do zabijania, bez skrupułów, bez skruchy, bez litości przedziera się przez swoich wrogów, by wytępić przestępców i zaznać choć na chwilę spokoju. W serialu pokazano jego ludzką stronę, żołnierza cierpiącego na zespół stresu pourazowego, bez nadziei i bez celu. Już w pierwszych chwilach dowiadujemy się, że wytłukł on całą masę przestępców, odwiesił karabiny do szafy i stał się zwykłym, szarym człowiekiem, ciężko pracującym na chleb, ale również po to żeby mieć zajęcie, żeby nie myśleć o zamordowanych żonie i dzieciach.

Trudno to nazwać sielanką, prędzej to była wegetacja, przerwana przez Micro, uznanego za martwego informatyka, który ściągnął na siebie kłopoty udostępniając film z nielegalnej akcji w Afganistanie. Ich przyjaźń długo się rozwija – na początku jest zrozumiała nieufność, później coraz bardziej szczere rozmowy, aż w końcu, pomimo różnicy charakterów, zaczynają się świetnie dogadywać. Kolejny kamyczek do ogródka „Frank – normalny człowiek”.

Serial nie ucieka od trudnych tematów. Mamy olbrzymi problem weteranów (poniżej świetny utwór o tej tematyce wraz z wieloma danymi), mamy dyskusję o dostępie do broni (i tchórzliwego senatora, przeciwnika drugiej poprawki do konstytucji), mamy pokazany ból ludzi po utracie bliskich. To wszystko ma w serialu swoje rozwinięcie i konsekwencje, czego najlepszym przykładem jest postać Lewisa Wilsona, młodego weterana z problemami, który ulega starszym i nie zawsze prawdomównym kolegom. Bardzo fajnie pokazana jest również rodzina Liebermanów, która ma swoje problemy po tym, jak Micro został uznany za martwego.

Te elementy świetnie ze sobą współgrają, budując obraz szarej i momentami dość ponurej rzeczywistości. Jest oczywiście wiele akcji, wiele strzelanin i tutaj należą się brawa dla twórców – nie tylko świetnie zrobili choreografię, ale również po raz kolejny uczłowieczyli Franka. Ten człowiek krwawi, ten człowiek cierpi, ten człowiek – jakkolwiek wyszkolony – popełnia błędy. Policjanci, żołnierze, najemnicy czy zwykli przestępcy to nie są chodzące cele, padające jak muchy po spryskaniu pomieszczenia odpowiednim aerozolem. Każdy z nich wie, gdzie się znalazł i co ma robić, grają drużynowo, a Punisher jest tylko jeden i choć jest byłym żołnierzem piechoty morskiej, to jednak non Hercules contra plures.

Serial zapewne zawiódł oczekiwania tych, którzy napalili się na dużą strzelaninę najdalej co drugi odcinek. Natomiast dla mnie Netflix stworzył bardzo udaną historię, historię zwykłych ludzi, którzy zrządzeniem losu musieli stać się niezwykli. W mojej ocenie, choć może dlatego, że piszę to na gorąco, jest to najlepszy serial Netfliksa mający miejsce w uniwersum Marvela.

A jak ktoś chce ciągłej akcji, to polecam Shoot’em up albo Smoking Aces.

/Rafał

OCENA : 8/10

rbbmdyp

 

5 uwag do wpisu “Oto człowiek [Recenzja serialu Punisher]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s