Optymizm na skraju rozpaczy [recenzja: Głębia, tom 1]

Nie wiem, czy komiks „Głębia tom 1: Iluzja nadziei” miał być poradnikiem, jak nie tracić tytułowej nadziei nawet w przegranej sytuacji, ale takowym może się wydawać. Ludzkość stanęła mianowicie na skraju zagłady, gdy zabójcze promieniowanie Słońca wymusiło ucieczkę w głębiny oceanu. W ramach szukania nowego planety do zamieszkania, w kosmos zostały wysłane sondy. Na wiele się to nie zdało, gdyż tysiące lat później ludzie nadal tkwią głęboko pod wodą. Brak nadziei i wegetacja tworzą dekadenckie społeczeństwo, które w obliczu końca nie bardzo przejmuje się wszelakimi konwenansami. Ale wystarczy przecież jedna grudka, by ruszyć lawinę.

Tą grudką może być główna bohaterka, Stel Caine, która jako jeden z ostatnich sterników kontroluje sondy wysłane w kosmos. I właśnie jedna z nich w końcu się odzywa, dając ludzkości nadzieję na przetrwanie. Sęk w tym, że nikt się tym nie przejmuje. Ba, Stel musi wręcz błagać o fundusze na wyprawę. Jak by tego było mało, kobietę na każdym kroku spotyka tragedia. Bez spoilerowania mogę tylko wspomnieć, że nie ma odcinka, by los nie rzucał jej kłody pod nogi. Czy to ją zniechęca? A gdzieżby. Stel to niepoprawna optymistka, której wystarczy nawet iluzja nadziei, by działać na pełnych obrotach.

Głębia 2

Za tym optymizmem kryje się idea. Z jednej strony bohaterka jest reprezentantką ruchu religijnego, którego dogmatem jest niekończący się optymizm (choć nie trudno się domyślić, że członków ma on coraz mniej), z drugiej zaś to sposób na osobiste rozliczenie się scenarzysty z samym sobą. Jak czytamy we wstępie do komiksu, Rick Remender był z natury pesymistą, który w końcu zdecydował się na terapię. Miało to też wpływ na jego dzieła, gdyż Stel jest pierwszą optymistką wśród wszystkich dotychczasowych bohaterów. Pytanie tylko, czy wydarzenia w końcu ją złamią, gdyż fabuła zdecydowanie jej nie oszczędza.

Głębia 1 0010Mimo sporej dawki zwrotów akcji, historia do odkrywczych nie należy. Niewątpliwie wciąga, ale spora w tym zasługa rysunków Grega Tocchini, które można uznać za takie małe dzieła sztuki. Już od pierwszych stron widać, że jest to komiks dla starszych czytelników, gdyż sporo w nim przemocy i erotyki, podsyconych sugestywnymi obrazami i soczystą paletą barw. Rysunki są pełne szczegółów, lecz lekko abstrakcyjna kreska tworzy klimat na skraju jawy i snu. Idealnie wpisuje się to w dekadencki i dystopijny świat, jednakże do totalnej immersji zabrakło mi szerszego spojrzenia na ów świat – kilka dodatkowych kadrów życia codziennego zwykłych ludzi, ich pracy, uciech i smutku.

Pierwszy tom „Głębi” to solidna porcja sci-fi, w której odnajdziemy elementy takich filmów jak „Waterworld” i „Diuna” Davida Lyncha (stroje, „dziwność”), jak również książek pokroju „Futu.re” Dmitry Glukhovsky’ego (dystopia, dekadentyzm). Świat przedstawiony jest różnorodny i myślę, że kryje jeszcze sporo tajemnic. Jestem bardzo ciekaw przyszłości naszej bohaterki, bo po wydarzeniach z pierwszego tomu osobiście chyba strzeliłbym sobie w łeb. Czy starczy jej sił na ratowanie rodzaju ludzkiego? Czy on w ogóle jest wart tego wysiłku?

Ocena: 7/10

[Irek]

glebia polska okladka prevka.jpg

Za egzemplarz komiksu dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics.

OKŁADKA: miękka
WYDAWCA ORYGINAŁU: Image Comics
SCENARZYSTA: Rick Remender
RYSOWNIK: Greg Tocchini
TŁUMACZENIE: Bartosz Czartoryski
GATUNEK: sci-fi
ILOŚĆ STRON: 144
DATA WYDANIA: 14.11.2017

3 uwagi do wpisu “Optymizm na skraju rozpaczy [recenzja: Głębia, tom 1]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s