seriale

Arrowverse, bye bye

6 grudnia, czyli popularne Mikołajki, to czas kiedy obdarowujemy bliskich prezentami. Często też sobie sprawiamy różne prezenty, tłumacząc to na różne sposoby. Jeden kupi grę, drugi komiks, trzecia książkę, a ja?

A ja sobie zrobiłem prezent i podarowałem odrobinkę więcej wolnego czasu.

Definitywnie rozstałem się z Arrowverse.

Nie wiem dlaczego DC  nie przykłada się do swoich produkcji: kinowe są oceniane dość przeciętnie (choć mi się podobają), serialowe idą podobną drogą. Bylejakość, brak spójnej wizji. Nic dziwnego, że DC rozdziela swoje uniwersa kinowe i serialowe – łączenie ich byłoby co najmniej nierozsądne i mogłoby się skończyć równie poważną katastrofą, jak dzielenie przez zero.

Jako pierwsze wywaliłem z mojego grafika Legends of Tomorrow. W tym serialu wpieniało mnie absolutnie wszystko. Począwszy od Rip Huntera i Vandala Savage’a, którzy byli jakimiś cierpiętnikami, nierozumianymi przez innych. Takie pokolenie emo przechodzące kryzys wieku średniego. Hawkman i Hawkgirl byli tak słabi, że męki przy oglądaniu tej dwójki mogę porównać tylko do podróży pociągiem relacji Wrocław – Białystok na wielkim kacu, bez wagonu restauracyjnego, w gorący, sierpniowy dzień. Do tego duo z Prison Break, czyli Captain Cold, antybohater, który w komiksach jest spoko, ale w serialu dzięki temu swojemu wymuszonemu akcentowi stawał się męczący; oraz Heat Wave, którego rola ograniczała się do bycia mięśniakiem. No i Atom, dla którego szczytem kariery powinien być angaż w The Big Bang Theory (A nie rola w „Superman Returns”?:P – dop. Wojtek). Serio, tak to zapamiętałem, skończyłem jakoś na 6 czy 7 odcinku pierwszego sezonu. Gdyby producent dostarczał mi pizzę na okoliczność oglądania każdego odcinka, to pewnie negocjowałbym jeszcze do tego litrową colę, bo czułbym, że tracę na tej transakcji.

dc-legends-of-tomorrow-2

Drugi serial z którym się pożegnałem to Supergirl. Tutaj podobnie, nie szło przez to przebrnąć. Serial dla nastolatek i niedojrzałych feministek. Tytułowa bohaterka głupiutka jak dowolna postać kobieca w amerykańskim serialu o dorastaniu na prowincji (i podobnej urody, co jest jej niewątpliwą zaletą, chyba jedyną). Jej szefowa Cat Grant, czyli Ally McBeal, lata świetności aktorskiej ma za sobą i to dało się odczuć; Jimmy Olsen nie miał kompletnie nic z komiksowego pierwowzoru, a przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Jedynym plusem, a i to dość subiektywnym, była Alex Danvers. Subiektywnym, bo nie o postać czy o grę aktorską chodzi, a o urodę aktorki. Temat J’onn J’onnza przemilczę, bo po trzymiesięcznym kursie graficznym lepiej zrobiłby go prawdopodobnie mój wujek, który na co dzień nie używa komputerów, uważając że jego Nokia 3310 jest wystarczającym cudem techniki jakiego potrzebuje ludzkość anno domini 2017. Zęby bolały przy seansach kolejnych odcinków. Tutaj pizza i cola by nie wystarczały – stacja CW musiałaby dorzucić jakąś masażystkę na moje obolałe plecy i kark.

etm2fcg

Arrow, czyli pierwszy serial z telewizyjnego uniwersum DC… Dość długo wytrwałem, prawie całe trzy sezony. Powinienem za to dostać nagrodę. Dlaczego wytrwałem tak długo? Być może dlatego, że wciągała mnie historia człowieka, który gdzieś na wyspie spędził na tyle długi czas, żeby z bogatego dupka zamienić się w bogatego, odpowiedzialnego człowieka, po drodze ucząc się strzelać z łuku i walczyć. Poza scenami z akcji superbohatera i retrospekcjami, mieliśmy do czynienia z tasiemcem na miarę Mody na Sukces: romanse, dzieci na boku, rodzinne gierki, słodkopierdzący braciszek z siostrzyczką. Przez te trzy sezony ludzie umierali i powstawali z grobu, powstawały sojusze, które były zrywane i zawiązywane na nowo, a to wszystko w oparach absurdu i Laury Lance, kobiety cholernie irytującej. Jeżeli ktokolwiek pojawiał się na ekranie, można było przypuszczać, że prędzej czy później przywdzieje jakieś wdzianko i będzie walczył z przestępczością, bądź zostanie przestępcą. Najlepszym odcinkiem serialu był ten ze śmiercią Moiry, bo dawał choć cień nadziei na koniec sagi rodzinnej. Nie wytrzymałem, przestałem oglądać, nie wiem nawet czy Damien Darkh zginął. Mam to w dupie.

arrow-season-2-cast

Flash trzymał mnie najdłużej. Może to dlatego, że bardzo lubię tego superbohatera, może dlatego, że w tym serialu dość dużo się działo, a to Ziemia-2, a to Flashpoint, co sezon były jakieś zmiany. Ale enough is enough jak mawiają za wielką wodą. Ten serial bolało to samo co Arrow, czyli słodkie pierdzenie głównych bohaterów: Barry, Iris, Joe, do tego trójkąta dołącza Wally i mamy przepis na tragedię. Maślane oczy, problemy nastolatków, wszyscy się kochają, wszyscy się kłócą. Urocza Caitlin i cholernie w moim typie Gypsy to za mało, zwłaszcza że ta ostatnia pojawia się gościnnie. Dwa sezony, gdzie głównymi wrogami byli speedsterzy, w trzecim nareszcie pojawił się ktoś inny, ale jak dowiedziałem się o crossoverze z innymi produkcjami, w którym miał się pojawić kolejny speedster, podjąłem decyzję o zaprzestaniu śledzenia losów Flasha. Zresztą i tak zrobiło się nudno – ile można oglądać kolejne wcielenia Wellsa, ile można patrzeć na dramy Caitlin / Killer Snow?

c7pcjzc

Największa bolączka tych seriali? Brak pomysłu na siebie. Nie narzekam na brak akcji, jestem wielkim fanem produkcji Netfliksa z uniwersum Marvela, tych samych, na które narzeka wielu ludzi, że niewiele się tam dzieje. Ale tam jest pomysł, czasami mniej, czasami bardziej trafny, a w produkcjach CW opartych o komiksy DC tego nie widzę. Prędzej jest to zbitek różnych koncepcji, aktorzy przeważnie drewniani, nie potrafiący tchnąć w swoją postać ducha, popadanie w schematy.

Arrowverse, dziękuję, zmarnowałem wiele czasu oglądając te seriale, miałem nadzieję, że coś ruszy, że będzie ciekawie. Niestety, myliłem się, nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz w życiu. Oglądam wiele seriali, mam swoje „guilty pleasures”, ale tutaj w kolejnych odcinkach miałem odczucie permanentnej nijakości. Szanowni producenci, przegięliście pałę. O wiele bardziej produktywne wydaje się być oglądanie Ekstraklasy.

 

A szkoda.

/Rafał

Reklamy

4 komentarze

  1. Dobrze zrobiłeś szkoda tylko, że tak długo się męczyłeś. Ja odpadłem jakoś na początku 4 sezonu Arrow i po zakończeniu 2 sezonu Flasha. Długo traktowałem je jako guilty pleasure, ale zrazili mnie traktowaniem widza jak debila.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s