Filmy

The good, the bad and the ugly [recenzja: Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi]

„Star Wars” towarzyszy mi od czasów dzieciństwa, gdy ciotka pierwszy raz opowiadała nam o wydarzeniach z „Powrotu Jedi”, a po kilku latach mogliśmy się sami o tym przekonać, gdy w końcu puścili ten film w którymś z wrocławskich kin. Z czasem nadrobiłem całą starą trylogię, aż po latach nadszedł czas na prequele („Mroczne widmo” obejrzane na północnej premierze w Niemczech w towarzystwie całej zgrai cosplayerowców). Gdy zapowiedziano najnowsze filmy, dziecko we mnie obudziło się na nowo. Sęk w tym, że dzieckiem już nie jestem, więc nie chłonę wszystkiego bezkrytycznie jak leci. Nie zmienia to faktu, że na obecnej trylogii bawię się znakomicie (lepiej niż na prequelach), ale bynajmniej nie zamierzam patrzeć na nią łagodnym okiem. Zatem poniżej pokrótce, co mi się podobało, co nie wypaliło oraz co mogło zostać zrobione lepiej.

UWAGA SPOILERY!!!

p05qwlng

The Good

Fabuła nie była może jakoś specjalnie złożona (mimo że wątków było dużo), ale przynajmniej nie była taką kopią jak w przypadku „Przebudzenia Mocy” aka „Nowa nadzieja redux”. Oczywiście podobieństwo do „Imperium kontratakuje” nasuwa się w kilku momentach samo z siebie, jednakże owe „podobieństwo” to nie bezczelna kalka. Tradycyjnie nie obyło się bez błędów (np. różne „jednostki czasu”, czyli na wyspie Luke’a mija kilka dni, a w tym czasie 16 godzin dla uciekającej floty), ale przecież to kosmiczne fantasy, więc nawet na bombardowanie w zerowej grawitacji można przymknąć oko 😉 Mimo paru dłużyzn w pierwszej połowie filmu, nie można narzekać na brak akcji. Momentami ten film to wręcz zekranizowany „Battlefront”, czyli dużo kosmicznych pojedynków, ucieczek, potyczek i czego dusza zabraknie. Również strona techniczna jest bez zarzutu. Efekty wizualne to majstersztyk, a kontrast bieli i czerwieni w finałowej potyczce robi niesamowite wrażenie na dużym ekranie. Podobnie muzyka została świetnie wkomponowana w wydarzenia i nieraz mimowolnie ściskało mi za jej sprawą w gardle.

Zobacz także: Dlaczego „Łotr 1” jest lepszy od „Przebudzenia Mocy”?

Ukazanie postaci Luke’a Skywalkera może wydawać się dość kontrowersyjne, ale mnie osobiście przypadło bardzo do gustu. Jego ewolucja od obrażonego na cały świat odludka, poprzez nauczyciela, który chce ukazać zagrożenia, kryjące się za faktem posiadania Mocy, po pogodzonego z losem i życiem mistrza Jedi, który ostatni raz postanawia wspomóc Rebelię. Duża w tym zasługa Yody, będącym równocześnie bardzo miłym ukłonem w kierunku starej trylogii, gdyż zamiast komputerowego potworka, skorzystano ponownie z lalki.

Równie udanie wypadła relacja Rey i Kylo Rena. Do końca nie byłem pewien, czy dziewczynie uda się przeciągnąć Bena Solo na jasną stronę mocy. Dużo było w tym autentycznych emocji i napięcia, a rozwiązanie budzi ambiwalentne uczucia. Z jednej strony chciałem duetu Ben & Ray vs Snoke (o nim później) w kolejnym epizodzie, a z drugiej rozwój postaci Kylo poszedł w ciekawym kierunku. Pytanie zatem, czy Ren będzie potrafił zmienić się w opanowanego i wyrachowanego wodza pokroju Imperatora i Snoke’a, czy zostanie szalonym władcą i furiatem kierującym się emocjami.

Nie zabrakło również niezłych ról pobocznych w postaci wyśmienitego jak zawsze Benicio del Toro w roli hakera DJ’a, słodkich porgów czy komicznych pomocnic Luke’a na wyspie.

the-last-jedi-teaser-08

The Bad

Na wiele rzeczy mogę przymknąć oko, a inne można było zrobić lepiej (później w sekcji The Ugly), ale dwie sprawy bardzo mnie wkurzyły. Przede wszystkim los postaci Snoke’a to wielkie rozczarowanie. Cały czas miałem nadzieję, że w kolejnej części dowiemy się w końcu kim on tak naprawdę jest, zobaczymy jego przeszłość (jak stał się Naczelnym Wodzem, skąd ma tak zdeformowaną twarz, jak przekabacił Bena), a na tę chwilę pozbyto się go, jak by nie miano na niego pomysłu. Rozumiem, że posłużył on rozwojowi postaci Kylo Rena, ale w takim razie twórcy powinni się skupić na historii Snoke’a w tym epizodzie. I nie, nie zamierzam czytać żadnych książek, komiksów, jeśli takowe o nim powstaną, bo nie w tym rzecz.

Podobnie strzeliłem facepalma, gdy dowiedzieliśmy się, kim są rodzice Rey, a właściwie, że są nikim. To po to J.J. Abrams stworzył wielką tajemnicę, by Rian Johnson mógł zrobić nas w konia? Brak szacunku do widza czy epicki trolling? Jestem jednak w stanie wybaczyć oba minusy, gdy okażą się one tylko zasłoną dymną i nabiorą sensu w kolejnej części. W przeciwnym razie będę czuł się oszukany i za dwa lata ocena filmu może się nawet zmniejszyć.

 

The Ugly

Nie mam nic przeciwko elementom komediowym, ale lepiej wypadły one w „Przebudzeniu Mocy”. „Ostatni Jedi” zaserwował nam mimo wszystko zbyt dużą dawkę głupkowatego humoru, który po prostu psuł klimat. Najbardziej wkurzyło mnie zrobienie z generała Huksa postaci na wskroś komicznej. O ile w siódmej części był on bohaterem inspirowanym Adolfem Hitlerem (przemówienie w bazie Starkiller), o tyle teraz był on jego parodią. Podobnie popsuli postać Finna. Ze szturmowca z sumieniem zrobili głupkowatą maskotkę (to jego paradowanie w stroju szpitalnym, upadki jak w slapstickowych komediach itp.), a jego heroiczne akcje nie miały racji bytu, vide 1:1 z mini gwiazdą śmierci, mimo że rozumiem zamysł tej samobójczej misji. No właśnie, skoro już twórcy zdecydowali się na tę akcję, to trzeba było ją doprowadzić do końca, a nie ta kretynka Rose wszystko psuje, bo… się zabujała. Pal licho z rebelią, mam motylki w brzuchu…

Fajnie, że dostaliśmy więcej Poe Damerona, który ogólnie wypadł bardzo dobrze, ale kłują w oczy jego porywcze akcje, wynikające przede wszystkim z brakuje komunikacji. U mnie w korpo ciągle podkreślają, jak ważna jest dobra komunikacja z klientem, a tutaj, gdzie ważą się losy ludzi, dowódcy o niczym sobie nie mówią (poza kółkiem wzajemnej adoracji)… Czy nie wystarczyło, by admirał Holdo poinformowała Damerona, jakie ma plany? Pewnie, nie dostalibyśmy wtedy fajnej misji na planecie Canto Bight, ale za to scenariusz miałby więcej sensu 😉

Mam też problem z postacią Lei i jej wielkim twistem. Można to było zrobić lepiej, bowiem ani przez moment nie uwierzyłem w jej śmierć (za wcześnie w filmie), a cała scena „powrotu” na statek wyglądała zbyt bajkowo czy wręcz głupio. Do takich bzdurek mógłbym jeszcze dorzucić „strzał” statkiem z hipernapędu (ile akcji w poprzednich częściach można by w ten sposób przeprowadzić bez większych strat w ludziach) czy nie do końca sensowną zdolność fizycznego wpływania Yody na otaczające go środowisko (pomyślcie, armia transcendentalnych Jedi), ale wyszłoby na to, że tylko narzekam 😉

 

Generalnie „Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi” to świetna rozrywka, która tradycyjnie dla tej serii nie ustrzegła się kilku większych błędów, ale nie na tyle poważnych, by psuć odbiór całości. Już dawno pogodziłem się z tym, że „Star Wars” potrafi być na bakier z logiką, lecz całe to uniwersum jest tak bardzo urocze i wciągające, że moje wewnętrzne dziecko nie potrafi się autentycznie boczyć. Każdą część widziałem po kilka(-naście) razy (nawet guilty pleasure „Mroczne widmo”), więc nie inaczej będzie w tym przypadku. Niech więc Moc będzie z Wami 🙂

Ocena: 7.5/10

[Irek]

star_wars_the_last_jedi_ver9_xlg.jpg

Zdjęcia: Impawards

Reklamy

jeden komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s