Kolorowa wydmuszka [recenzja: Ready Player One]

2045 rok, większa część ludzkości jest pochłonięta Oasis – perfekcyjną wirtualną rzeczywistością, która jest o wiele atrakcyjniejsza niż prawdziwy świat. James Halliday, twórca tego fenomenu, w chwili śmierci wyjawia, że w grze znajduje się specjalne „Easter Egg”, które umożliwia całkowitą kontrolę nad Oasis. Miliony graczy próbuje odszyfrować wskazówki, mające doprowadzić ich do ostatecznej nagrody. Wśród nich jest nasz żyjący w slumsach bohater, Wade Watts…

Zobacz także: Dusza gracza [Recenzja: Shadow of The Colossus]

Pierwsze 20-30 minut filmu wgniotło mnie w fotel. Przejście z szarej rzeczywistości do kolorowego Oasis naprawdę zrobiło na mnie wrażenie, zwłaszcza jak zobaczyłem tam setki znajomych postaci. Co chwilę (głównie w tle) na ekranie pojawiają się bohaterowie z różnych gier, filmów czy komiksów – m.in. Tracer z Overwatch, Ekipa z Halo, Goro z Mortal Kombat, Jim Raynor ze Starcrafta, Jason z Piątku 13-tego, Spawn, Batman, Harley Quinn, Hello Kitty, Duke Nukem, Akira, Lara Croft i wiele, wiele, WIELE innych postaci, które znamy i kochamy. Oprócz tego, co chwilę atakują nas nawiązania do kultowych fragmentów z jeszcze bardziej kultowych produkcji – ale tego nie będę Wam już zdradzał. Dodatkowo, w pierwszym akcie jest rewelacyjnie zrealizowany wyścig z różnymi „przeszkadzajkami” (akcje bardziej ostrzejsze niż w Split/Second, pamiętacie tę wyścigówkę?) w tym i z wielkimi stworami, których ryki jeszcze bardziej wgniatały mnie w fotel. Woah, ale to było dobre! Mój „wewnętrzny dwunastolatek” był w siódmym niebie i po takim świetnym wprowadzeniu byłem gotowy na resztę przygody.

readyplayer4

Niestety, gdy pierwsze wrażenie minęło, szybko ukazał mi się obraz opowieści zbyt odtwórczej. Większość (dodatkowych) charakterów, znanych z POPkulturalnych dzieł, okazała się zwykłymi wydmuszkami. Ozdobami, uatrakcyjniającymi prostą i infantylną fabułę. Fabułę z znikomą ilością zwrotów akcji, która powinna być bardziej zabawna oraz taka którą zapomnicie bardzo szybko, a w pamięci zostanie Wam po prostu „ten film z setką postaci z giereczek i komiksów”.

Zobacz także: Czy wiesz, że… 42 (pop)kulturowe niespodzianki w Ready Player One

screen_shot_2017_12_11_at_1.26.55_pm

Nie zrozumcie mnie źle – najnowszy obraz Stevena Spielberga ma wiele ciekawych momentów, ale zdecydowanie powinien zostać wyreżyserowany przez kogoś innego. Co z tego, że mamy naprawdę odważne pomysły (akcja z drugim kluczem), gdy po chwili czeka nas kilka minut „ciepłych kluch”, a reżyser po raz kolejny będzie nam pokazywał, jak się witają, cieszą i walczą ze złą korporacją (najbardziej zła jest Pani, która inspirowała się aktorstwem z serialowego Power Rangers). Spielberg nakręcił film dla 12-latków – już początkowy najazd na mapkę z Minecrafta idealnie na to wskazuje. Tylko czy taki młodociany gracz i fan Batmana doceni wstawki o klasykach z Atari i nawiązanie do filmu Stanleya Kubricka? Bardzo w to wątpię…

ready-player-one-tye-sheridan-ew-768x384-c

Aktorsko jest dobrze (nie licząc wspomnianej wcześniej osoby). Zdecydowanie wyróżnia się Mark Rylance, grający twórcę Oasis, oraz Ben Mendelsohn, główny zły filmu – Sorrento. Czarny charakter jest zagrany świetnie (+ w Oasis wygląda jak złowroga wersja pewnego bohatera z DC Comics). Do młodocianej ekipy bohaterów też nie mogę się przyczepić – zgrana paczka w wirtualnej jak i prawdziwej rzeczywistości (taki mały ZONK – plakaty promujące produkcję zdradzają prawdziwą tożsamość bohaterów, coś co jest niby wielkim „WOW” w połowie filmu…). Muzycznie też jest miło – cieszą klasyczne kawałki sprzed kilku dekad (Van Halen!) oraz ścieżka dźwiękowa stworzona przez Alana Silvestri, zasłużonego weterana branży. Efekty komputerowe? Film jest wypchany nimi po brzegi (cała akcja w Oasis to przecież CGI) ale nie byłem zbytnio tym aspektem zawiedziony… no dobra, Spawna mogli lepiej renderować (przez te całe dwie sekundy;)

Zobacz także: Reklamy z komiksów TM-Semic

Mogło być lepiej – technicznie jest bardzo dobrze (zwłaszcza, wspomniany wcześniej, wyścig po pierwszy klucz), ale fabularnie atakowało mnie zbyt wiele nieprzemyślanych decyzji. Ciekawe sekwencje wymieszane ze strasznymi dłużyznami (easter egg: w pewnym momencie nawet główny bohater wspomina, że „wszystko wydaje się teraz wolniejsze”), a postacie z popkultury zbyt często były zmarnowanym potencjałem. Było fajnie, lecz zbyt długo, zbyt mało zabawnie i niemal całkowicie przewidywalnie. Gdybym nadal miał 12 lat to film pokochałbym całym serduszkiem. Ale to było 21 lat temu i teraz więcej wymagam od fabuły, niż tylko porządny zastrzyk nostalgii. /Wojtek

OCENA: 6/10

readyplayerposter

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Kolorowa wydmuszka [recenzja: Ready Player One]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s