Zanim nabrały rozpędu: Anulowane seriale

Jestem człowiekiem raczej pogodnym i spokojnym, ale są pewne rzeczy, które mnie, mówiąc łagodnie, wpieniają. O polityce pisać nie będę, bo to pewna stała wartość, lecz sypnięcie pietruszką do zupy „od serca” mnie denerwuje, podobnie jak działają mi na nerwy ludzie, którzy nie sprzątają po swoim psie, mistrzowie lewego pasa, polski hiphop oraz decydenci kończący żywot serialu zbyt wcześnie.

Czy wiesz że: Czy wiesz, że… 42 (pop)kulturowe niespodzianki w Ready Player One

Ci ostatni, mam nadzieję, mają już specjalne miejsce w piekle, zarezerwowane tylko dla nich. I nie będzie tam towarzystwa Kurta Cobaina, Kojaka czy Marka Twaina, jak śpiewał przed laty Jimmy Pop. Będą się smażyć w kotle, szturchani widłami pomniejszych demonów. Tak to widzę.

deadwood-watching-recommendation-videoSixteenByNineJumbo1600-v4

Pewien kolega zwykł mawiać, że „jeden lubi teściową, a drugi jak mu nogi śmierdzą”, co było polskim przekładem starego powiedzenia „de gustibus non est disputandum”. Są seriale słabe, które były kompletnymi niewypałami, są seriale dobre, które zostały wyemitowane w złym okresie, oraz są seriale, które miały potencjał, ale stacja zbyt szybko postawiła na nich krzyżyk. Każdy sobie po swojemu może wyjaśnić dlaczego pewne produkcje trafiają do kosza.

Zobacz także: TOP 10: Najlepsze seriale 2017

I o kilku takich serialach, a konkretnie o pięciu, chciałbym napisać. Są gusta i guściki, ale jest parę produkcji, których zwyczajnie odżałować nie mogę. Zapewne wielu z was mogłoby do tej listy dopisać kolejne, ale nie chcę robić tasiemca (bo będzie tl;dr), a raczej skupić się na mocnych tytułach.

Nie napiszę o Firefly, ten temat zna przecież każdy, prawda? Wierzę, że tak, nie będę sprawdzał statystyk googla, czy im podskoczyło wyszukiwanie tego wyrazu. Zacznę od serialu, wyprodukowanego przez stację  znaną z przykładania się do swoich produkcji.

022-carnivale-theredlist

Gra o Tron, Rzym, Kompania Braci czy nasza polska Wataha to produkcje, w których do jakości nie można się przyczepić. Chyba że ktoś chce na siłę szukać dziury w całym – wtedy wiadomo że coś się znajdzie. HBO jest stacją znaną na całym świecie, puszczają wiele znanych seriali, ich strategia dotycząca produkcji przeważnie się sprawdza. Przeważnie, ale nie zawsze. Kiedy podjęto decyzję o skasowaniu Carnivale, dostawali tysiące maili. Podobno serwery miały problem z liczbą odwiedzin wkurzonych fanów. Niestety, oglądalność nie była zadowalająca, a koszty nakręcenia odcinka zbyt wysokie. Do tego producenci twierdzili, że nie da rady przyciąć budżetu, bo już i tak wycięli dość sporą zawartość. Usunięcie Carnivale z ramówki było strasznym ciosem –  Raz na 2-3 lata wracam do tego serialu i oglądam dwa nakręcone sezony, odkrywając coraz więcej. Serial był projektem ambitnym, opowiadał historię z dwóch perspektyw: Bena, podróżującego z grupą cyrkowców, oraz Justina, pastora opiekującego się coraz większą trzódką wiernych. Akcja umiejscowiona została na południu USA w czasach wielkiej depresji  – opowiada o walce dobra ze złem, tworząc własną mitologię, czerpiącą pełnymi garściami z wierzeń, przesądów czy historii ludzkości.

Zobacz także: Arrowverse, bye bye

W tym serialu zagrało dla mnie wszystko: dobrze zaplanowani, napisani i zagrani bohaterowie, świetna fabuła, mitologia, zwroty akcji, a przede wszystkim umiejscowienie całości w pewnych ramach czasowych i geograficznych. Tym bardziej było mi przykro, kiedy dowiedziałem się o przedwczesnym zakończeniu produkcji. Reżyser Daniel Knauf powiedział że widz amerykański coraz rzadziej potrafi jednocześnie oglądać i myśleć – coś w tym być może jest, bo serial do lekkich nie należał. Zakończenie pozostawiło wiele pytań, wiele otwartych furtek, które później twórcy próbowali wytłumaczyć fanom. Miało być 6 sezonów, skończyło się na dwóch i na olbrzymiej dziurze w sercu tysięcy fanów.

Jak już przy HBO jesteśmy, to mają za uszami również skasowanie rewelacyjnego serialu w klimatach westernu, czyli nieodżałowanego Deadwood. „W klimatach”, ponieważ serial wymyka się ramom nakreślonym przez klasyków gatunku – jest głęboki i zamiast prostej historii pokazuje nam trwającą trzy sezony, czyli o wiele za krótko, przemianę jaka zachodzi w ludziach i w społeczności niewielkiego miasteczka. W pamięć zapadają przede wszystkim świetne kreacje Timothy’ego Olyphanta i Iana McShane’a, zwłaszcza ten drugi, grając Ala Swearengena, pokazał swoją klasę i umiejętności (kamienie nerkowe na zawsze w naszej pamięci!). Myślę, że sam serial można by określić mianem epopei dzikiego zachodu, gdyż widzimy kształtowanie się całej społeczności w konkretnych latach, o których dzisiaj mówimy „gorączka złota”. Pojawiają się tam postacie historyczne, takie jak Wild Bill Hickok, Calamity Jane czy Wyatt Earp, co jeszcze bardziej uwiarygadnia realizm przedstawiania tego okresu w serialu. Jakiś czas po skasowaniu serialu mówiło się o jednym czy dwóch filmach mających zamknąć historię, ale na chwilę obecną nie można powiedzieć nic pewnego. Piłka po stronie HBO.

Na północy Włoch płynie  rzeka, słynna z tego, że po jej przekroczeniu Cezar wypowiedział wojnę Republice Rzymskiej. Jej nazwa jest jednocześnie tytułem trzeciego serialu – Rubicon. Jest to thriller szpiegowski zbudowany na bazie teorii spiskowej. Główny bohater, Will Travers, to człowiek po przejściach, który stracił rodzinę w zamachach 11 września. Pracuje jako analityk w agencji API, ma nudne obowiązki i jest człowiekiem raczej stroniącym od towarzystwa. Kiedy jego teść i mentor, David, ginie w wypadku  pociągu, Will zaczyna szukać drugiego dna. Robi to, co umie najlepiej – gromadzi dane i analizuje, dochodząc do zaskakujących odkryć i dostrzega jak wiele osób może być uwikłanych w konspiracje.

Zobacz także: Oto człowiek [recenzja serialu The Punisher]

Wielu widzów zarzucało temu serialowi dłużyznę, oraz podsycanie nastrojów wśród zwolenników spiskowych teorii, ale wg mnie tak właśnie powinna wyglądać ta produkcja: pokazanie ciężkiej i z pozoru nudnej pracy analityków, powolnego odkrywania kolejnych elementów układanki i tego, jak zmienia się życie człowieka, któremu w życiu pełnym codziennej monotonii pojawiło się prywatne śledztwo, dotyczące śmierci bliskiej mu osoby. Stacja AMC, która skasowała serial z powodu niezadowalającej oglądalności, w oświadczeniu napisała tylko  że opowiedzieli bogatą historię, że są dumni, że są wdzięczni ekipie, a decyzja nie była łatwa. Słabo…

Kolejna dziura w moim sercu to serial Jericho. Olbrzymi, naprawdę olbrzymi potencjał,  to było za mało, by udźwignąć oczekiwania stacji CBS. Osadzony w post apokaliptycznych Stanach Zjednoczonych serial, opowiadał historię niewielkiej społeczności miasta Jericho, próbującej przeżyć po tym, jak ich kraj został zaatakowany i ponad 20 największych miast zostało potraktowanych bombami atomowymi. Główny bohater, Jake, to człowiek z bagażem problemów, który uciekł z miasta kilka lat wcześniej i wrócił tylko po to, by naprostować parę spraw. Pechowo dla siebie, wybrał zły czas i nie tylko musiał pozostać w Jerychu, ale niemal od razu pochłonął go wir wydarzeń. Wiele się działo, po atakach nie działały media, nie było prądu, nie było administracji. Kraj pochłonęła anarchia, miasteczka zaczęły walczyć między sobą o zasoby, co rusz wybuchały konflikty. Do tego oczywiście pojawia się ktoś silniejszy, kto twierdzi, że jest nowym rządem.

Zobacz także: Krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie [recenzja: Far Cry 5]

Tak jak napisałem, potencjał na historię był olbrzymi, ale oglądalność przeciętna. Sam serial został skasowany po pierwszym sezonie, ale jednak dano po chwili zielone światło na drugi. Trzeci już nie powstał, choć Netflix był bliski przejęcia i kontynuowania historii. Powstały za to komiksy, które opowiadały o tym jak potoczyły się losy głównych bohaterów. Nie miałem okazji czytać, pewnie prędzej czy później to nadrobię. CBS podpadli mi podwójnie, skasowali fajną produkcję i nie dogadali się ze sprzedażą dla Netflixa.

I tym sposobem doszliśmy do ostatniej produkcji, o której chcę napisać. Zanim to jednak zrobię, kilka wartych odnotowania tytułów, które nie zmieściły się w tym zestawieniu:

• Firefly, o którym wspomniałem na początku, czyli space western;

• Lie to me, dobry serial opowiadający o pracy psychologa Cala Lightmana i jego współpracowników, polegającej na obserwacji mikroekspresji, mowy ciała oraz psychologii w celu odczytania czy dana osoba mówi prawdę czy kłamie;

• Almost Human, świetny serial s-f opowiadający o współpracy policjanta Johna Kennexa z androidem;

• Stargate: Universe, przedwcześnie zakończona historia o podróży w „Destiny”, statku przedwiecznych – prastarych istot znanych fanom serialu „Stargate”

Zobacz także: Współczesny szeryf na ekranie telewizora

Ostatnim serialem, którego strata bardzo mnie boli, jest Constantine. Film mi się bardzo podobał, Keanu z aparycji nie przypominał może komiksowego Hellblazera, ale zagrał go dobrze, a w samym filmie było wiele dobrych motywów. Serial z kolei trafił wg mnie na zły okres. Walkę ludzi z demonami całkowicie przejęło we władanie Supernatural, a Constantine miał więc pod górkę od samego początku. Sezon był nierówny, miał kilka gorszych epizodów, ale generalnie wypadł dobrze, a odtwórca tytułowej roli, Matt Ryan, zbierał dobre recenzje i był chwalony za to jak wszedł w buty komiksowego pierwowzoru. Poza świetną rolą Matta, oko cieszyła Angelica Celaya jako Zed, a fabuła była z pogranicza grozy i choć w każdym odcinku John zmagał się z innymi sprawami, coś mrocznego wisiało w powietrzu. Niestety, pierwszy sezon zakończył się cliffhangerem, zaś drugiego nie doczekałem. Sama postać Constantine’a pojawiła się później w Arrow i w Legends of Tomorrow, ale jak wyjaśniłem w innym tekście, dałem sobie spokój z Arrowverse i nic, nawet Matt Ryan, nie zmusi mnie do przebrnięcia przez odcinki serialu z tego telewizyjnego uniwersum.

Temat rzeka. Zdaję sobie sprawę, że każdy czytelnik mógłby wymienić kilka kolejnych seriali, które przedwcześnie dokonały żywota – mam nadzieję na ciekawą dyskusję w komentarzach lub na facebooku. Obawiam się, iż jeszcze wiele rozczarowań przede mną. Niestety, żyjemy w czasach, w których o sukcesie decyduje głównie oglądalność, a że ramówki pękają w szwach i konkurencja jest mocna, tym łatwiej o kasację dobrze zapowiadającej się produkcji. Najbardziej boli mnie, że wiele przeciętnych lub słabych seriali nadal dostaje zamówienia na kolejne sezony, ale o tym może w innym tekście. /Rafał

deadwoodcheers-1

6 uwag do wpisu “Zanim nabrały rozpędu: Anulowane seriale

  1. (jeśli będzie dubel, to przepraszam, miałam zawirowania z logowaniem. Jeśli nie dubel, to dobrze 😀 )

    Z tych pięciu seriali obawiam się, że oglądałam tylko „Deadwood”… i trochę się nie zgadzam. 🙂 To znaczy serial uwielbiam. Uwielbiam przeogromnie, obejrzałam go chyba z trzy razy i robię przymiarki do kolejnego razu. Jestem fanką tego, jaki niesamowity risercz zrobili przy produkowaniu tego (tam chyba większość bohaterów to postaci historyczne o_O ). Wielbię klimat i muzykę. I to, jak genialną postać wykreował Ian McShane (historyczną, tak nawiasem xD ). Ale w gruncie rzeczy cieszę się, że go anulowali. Moje serialowe doświadczenia (fakt, że niezbyt imponujące) pokazują mi, że seriale po trzecim sezonie zazwyczaj zaliczają już równię pochyłą i w sumie człowiek żałuje, że produkcja nie skończyła się, póki jeszcze była fajna. Producenci ciągną dany tytuł, póki hajs się zgadza, a fabularnie to jest coraz bardziej nędzne czy wydziwnione. I ja bym nie chciała, żeby „Deadwood” dotarło do tego momentu. To, czego mi tylko zabrakło, to jakieś domknięcie fabularne – widać, że to miało mieć dalszy ciąg. Ale ale – całkiem niedawno poszły kolejne niusy o filmie „Deadwood”, ponoć trwają prace. Trzymam kciuki. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s