The good, the bad and the ugly [recenzja: Avengers: Infinity War]

Nadeszła ta wiekopomna chwila. Wróć, wstęp do wiekopomnej chwili, czyli pierwsza część wielkiego finału historii budowanej od 10 lat. „Avengers: Infinity War” (gardzę tytułem „keine Grenzen”) wchodzi z grubej rury i nie pozostawia po sobie jeńców. Panie i Panowie, mamy przyjemność obejrzeć jeden z najlepszych filmów z MCU.

UWAGA SPOILERY!!!

The Good

Thanos

Marvel miał zawsze problem z łotrami – niektórzy dawali radę (Loki), ale większość była tłem dla historii bohaterów. Nie w przypadku Thanosa. To jest villain z krwi i kości. On jest siłą napędową tego filmu – bez niego fabuła nie miałaby racji bytu. Co ważniejsze, jego motywacje są logiczne. Można się z nimi nie zgadzać, można je uznać za wymysł socjopaty, lecz nie zmienia to faktu, że mają sens – wystarczy spojrzeć na sytuację na Ziemi i narastający problem przeludnienia. Oczywiście my byśmy poradzili sobie z tym bardziej humanitarnie 😉

Zobacz także: Czy wiesz, że… 42 (pop)kulturowe niespodzianki w Ready Player One

Thanos jest postacią stworzoną w pełni w CGI i trzeba speców od efektów pochwalić, bo wykonali kawał dobrej roboty. Ta postać po prostu żyje, a duża też w tym zasługa Josha Brolina, bez którego głosu i motion capture dostalibyśmy zwykłego osiłka. Aktor fantastycznie wczuł się w swoją rolę i już teraz mogę stwierdzić, że Thanos trafi do top 10 najlepszych czarnych charakterów.

Postacie

Trudno przyczepić się również do innych bohaterów, bo każdy z nich wykorzystał swoje pięć minut. Oczywiście Thanos rządzi, lecz nie wolno pominąć popisów aktorskich Roberta Downey’a Jr., który kontynuuje świetną relację ojciec-syn z Peterem Parkerem. No i jeśli kogoś nie wzruszyły ostatnie sekundy Spider-Mana, to jest człowiekiem bez uczuć 😛

Aha, wielki plus leci także do Petera Dinklage’a – facet ma mega dystans do siebie!

ARS3090_v332.1055

Dramatyzm

Jak przystało na historię o apokaliptycznych wręcz rozmiarach, dramatyzmu nie brakuje. Film uderza w zdecydowanie poważniejsze tony niż ostatnie produkcje (patrzę na ciebie „Thor: Ragnarok”). Czuć, że ważą się losy całego wszechświata, a z Thanosem nie ma żartów.

Zobacz także: Zanim nabrały rozpędu: Anulowane seriale

Humor

Jest, nawet całkiem sporo, ale twórcy zgrabnie wpletli go tam, gdzie się nadaje. Nie raz całe kino śmiało się do rozpuku, by parę minut później drżeć o los bohaterów. Zgodnie z przewidywaniami relacje takich bohaterów jak Stark / Strange czy Stark / Star-Lord to jedna wielka beka. Za to zaskoczył mnie duet Thor / Rocket i szacunek ze strony tego drugiego, nawet gdy był nazywany królikiem 😀

Fabuła

Historia jest prosta i nie jest to żaden zarzut. W końcu wiedzieliśmy, że Thanos musi zebrać sześć kamieni nieskończoności, by dokonać swego dzieła. Wszystko zostało poprowadzone bardzo przejrzyście i myślę, że nawet względnie zorientowany w uniwersum widz połapie się, o co w tym wszystkim biega.

Zobacz także: The good, the bad and the ugly [recenzja: Black Panther]

Bawią mnie tylko recenzje niektórych krytyków, którzy zarzucają filmowi, iż nie jest tak dobry jak „Black Panther”, bo nie niesie ze sobą żadnych wartości. Litości, to miał być największy crossover w historii MCU i zwieńczenie 10 lat budowania marki, a nie film z drugim dnem. Albo inaczej, jak chcecie doszukiwać się drugiego dna, to zawsze można zastanowić się nad rozwiązaniem problemu przeludnienia 😛

Akcja

Uff, na nią nie mamy co narzekać, prawda? Akcji tu od groma – film praktycznie nie spuszcza z tonu. Owszem, niektórym (w tym mi) może brakować trochę „przestojów”, chwili na oddech czy refleksję. Jeśli jednak spojrzymy na film jak na letni blockbuster, to mamy dzieło wręcz idealne. Taki Michael Bay może braciom Russo czyścić buty, bo o łączeniu akcji z emocjami to on nie ma zielonego pojęcia (a nawet z akcją radzi sobie ostatnimi czasy coraz gorzej).

Efekty specjalne

Wspomniany CGI Thanos czy rozpierducha na każdym kroku – no miód dla oczu. Poza paroma wpadkami (poniżej), to film jest dopracowany w najmniejszym szczególe. Co więcej, szacun za wydanie kupy kasy na efekty w trailerach, które wyprowadzały nas w pole, że wspomnę o ilościach kamieni w rękawicy w scenie z Captain America czy obecności Hulka w Wakandzie.

landscape-1522945902-mlu-17652-r

The Bad

Długość filmu

Wiem, że ciężko to uznać za wadę, ale już tłumaczę w czym rzecz. Według mnie film powinien trwać 20-30 minut dłużej, bo, mimo że brak czasu na oddech ma swój niezaprzeczalny urok, brakowało mi jednak trochę „tła”. Mieliśmy 100% koncentrację na herosach kontra łotry, a nie było całej otoczki – więcej przeszłości Thanosa, reakcji zwykłych ludzi na całą sytuację (przecież to swoisty koniec świata!), parę dodatkowych minut dla kilku postaci, by móc jeszcze mocniej zacieśnić relacje między nimi. Wiem, że tylko maniacy chcieliby 3-godzinnego eposu, no ale co ja na to poradzę 😉

Zobacz także: Czy wiesz, że… Alternatywne wersje Punishera

The Ugly

Muzyka

Mimo że pojawiały się znane motywy muzyczne, które parę razy wywołały ciarki na plecach, jest to chyba jednak jeden z najsłabszych filmów Marvela pod względem muzyki. Rozumiem, że ciężko było wymyślić coś oryginalnego przy crossoverze, ale często miałem wrażenie nijakości. Najbardziej brakuje wyrazistego motywu dla Thanosa (w ogóle miał on swój motyw, bo dwa dni po seansie mam pustkę w głowie?) – taki badass aż się prosi o coś z jednej strony bombastycznego i ponurego, a z drugiej smutnego, podkreślającego jego trudne wybory.

Efekty specjalne

Oj, było parę kwiatków, przy których miałem ochotę przejść się po sali z zażenowania. Pewnie brak czasu na dokończenie efektów, ale takie wtopy naprawdę nie powinny się zdarzać przy najbardziej oczekiwanej produkcji w świecie Marvela. Chociażby jedna z ostatnich scen, w której widzimy Hulkbustera bez „głowy”, a w kokpicie Bannera – dajcie spokój, aż mnie trzęsie, szczególnie, że efekt zintensyfikowany przez 3D w IMAXie…

Zobacz także: Half-Life [recenzja: Oblivion Song, tom 1]

Finał

No właśnie. Robi wrażenie, jest pełen emocji, szokuje, ale… twórcy trochę dali tutaj ciała. Jestem jak najbardziej za uśmiercaniem postaci (wewnętrzny psychopata się odzywa), nawet niech będzie to połowa ekipy, jednakże trzeba było to zrobić z głową. No bo, gdy zabijasz postać, dla której już ogłoszono sequel w solowej produkcji, to chyba nikt nie uwierzy w ostateczne pożegnanie. Doskonale wiemy, że bohater wróci w ten czy inny sposób, co niestety pomniejsza trochę dramatyczny wydźwięk sceny. Skoro twórcy chcieli pójść na całość, powinni lepiej dobrać ofiary pstryknięcia palcem, bo do bezpośrednich śmierci (Heimdall, Loki, Gamora), nie mam zastrzeżeń – to się udało.

landscape-1522945862-ata5790-v3221047

Wymienione wady to jednak drobnostki, które chyba tylko najwięksi malkontenci uznają za coś poważnego. Ba, przyczepiliby się jeszcze do innych pierdół, ale nawet nie chce mi się ich wymieniać, bo na niektóre rzeczy w kinie superhero trzeba po prostu przymknąć oko. Chyba że jesteś die-hard fanem DC 😉

Zobacz także: Zawał [recenzja: Avengers Infinity War]

„Avengers: Infinity War” to bez wątpienia najlepszy blockbuster tego roku – naprawdę będę wielce zaskoczony, gdy jakiś inny film spodoba mi się bardziej. Połowiczny finał 10-letniego budowania historii z Thanosem to rozrywka pełną gębą, która sprawia tyle radochy, że zapominasz o swoim wieku (albo masz to generalnie w dupie). Film sprostał oczekiwaniom, lecz za to hype na „Avengers 4” rośnie do niewyobrażalnych wręcz rozmiarów. Co nie zmienia faktu, że już nie mogę się doczekać 5-godzinnego maratonu z końcem pewnej ery w świecie MCU.

Ocena: 9/10

[Irek]

avengers_infinity_war_ver35_xlg.jpg

Foto: Impawards

7 uwag do wpisu “The good, the bad and the ugly [recenzja: Avengers: Infinity War]

  1. Dzięki :D–Jacek GądorOd: „stare konie” <comment-reply@wordpress.com>Do: jgador@interia.pl; Wysłane: 17:08 undefined 2018-04-29Temat: [New post] W poszukiwaniu zaginionych kamieni [recenzja: Avengers: Infinity War]

    Irek posted: „Nadeszła ta wiekopomna chwila. Wróć, wstęp do wiekopomnej chwili, czyli pierwsza część wielkiego finału historii budowanej od 10 lat. „Avengers: Infinity War” (gardzę tytułem „keine Grenzen”) wchodzi z grubej rury i nie pozostawia po sobie jeńców. Panie i”

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s