Cyberpunkowy dziennikarz [recenzja: Transmetropolitan, tom 1]

Z komiksem „Transmetropolitan” spotkałem się pierwszy raz za sprawą kolegi, Konia Rafała, w 2002 roku, gdy serię wydawało wydawnictwo Mandragora. Jako że było to 16 lat temu, moje pozytywne wspomnienia ograniczają się praktycznie tylko do zwariowanej głównej postaci. Skoro jednak Egmont postanowiło wznowić wydanie, nie mogłem sobie odmówić skonfrontowania mojej ułomnej pamięci emocjonalnej z obecnym stanem stetryczałego Konia 😉.

Zobacz także: I cyk dwójeczka [recenzja: Deadpool 2]

Pierwszy tom „Transmetropolitan” zawiera 12 zeszytów (z 60-ciu), czyli prawie 300 stron czystej zajebistości. Zazwyczaj staram się unikać kolokwializmów, ale w tym przypadku nie dałem rady, bo nawet pisząc tę recenzję, mam uśmiech na twarzy na samo wspomnienie tych kilku wieczorów z komiksem. Seria wychodziła oryginalnie dzięki wydawnictwu Vertigo, imprint DC Comics, więc mogliśmy być pewni tematyki dla dorosłych czytelników. W tym przypadku dostajemy sporo ciętego humoru, niepoprawnej tematyki, ostrej przemocy i nietypowych rozwiązań fabularnych.

trans2

Nietypowy jest już sam główny bohater, Pająk Jeruzalem. Nie jest on żadnym superbohaterem czy innym typem obdarzonym niezwykłą mocą. Wróć, moc to on zdecydowanie ma, ale dopiero jak opublikuje ją na łamach mediów. Pająk jest mianowicie dziennikarzem, którego artykuły działają z siłą karabinu maszynowego. Facet nie zna litości, więc jego teksty przesiąknięte są brutalną prawdą, a trzeba wspomnieć, że chłopina bardzo nie lubi wykorzystywania władzy, w czym przecież specjalizują się politycy czy inne agencje państwowe. Wystarczy wspomnieć kapitalną relację na żywo, opisującą pełne przemocy wydarzenia w odcinku „Na dachu”.

Zobacz także: TOP 10: Dlaczego The Expanse to świetny serial

trans3Niech Was jednak ten fakt nie zmyli. Jeruzalem za wszelką cenę dąży do ukazania prawdy, jakakolwiek by ona nie była, ale jako człowieka ciężko go polubić. Nasz bohater to narcyz z przerośniętym ego. Pewnie, czytając komiks uwielbiam go jako postać fikcyjną, lecz na żywo pewnie dostałby ode mnie strzała w dziąsło 😉. Czasami odzywa się w nim dobre serce (np. wobec uroczej asystentki czy „dwugłowego” kota), jednak w większości przypadków jest totalnym dupkiem, którego trzeba wręcz zmusić do pracy. A że Pająk wcale nie garnie się do roboty, to poznajemy już na pierwszej stronie tomu – dziennikarz zaszył się na kilka lat w górach, bo miał dość popularności związanej z jego słynną książką o wyborach prezydenckich. Cóż, ego może i ma wielkości galaktyki, ale nawet gwiazda ma ochotę czasem odpocząć od całego zgiełku.

Postać Pająka jest niezwykle ciekawa i jedyna w swoich rodzaju, aczkolwiek sama w sobie mogłaby nie wystarczyć, gdyby nie cała otoczka fabularna. Historia ma miejsce w cyberpunkowej przyszłości, w której niektórzy modyfikują swoje ciała za pomocą obcego DNA, telewizja zasypuje nas porażającymi śmieciami (zabawny odcinek „Pająk ogląda telewizję”, który nie jest już taki zabawny, jak się spojrzy na obecnie dostępne kanały), ilość ruchów religijnych sięgnęła absurdu („Bóg ze strzelbą”), a ludzie potrafią wgrywać swoją świadomość do chmury (sic!). Z jednej strony jest uroczo i kolorowo (czyt. sztucznie), a z drugiej depresyjnie i mrocznie (czyt. prawdziwie). Poza scenariuszowymi pomysłami Warrena Ellisa, duża w tym zasługa rysownika Daricka Robertsona i inkera (jak to przetłumaczyć – tuszysta?) Rodneya Ramosa. Panowie świetnie uchwycili przyszłość od strony graficznej, a ilość detali potrafi przytłoczyć – polecam spędzać czasami po kilka minut nad jedną stroną i chłonąć wszelkie detale.

Zobacz także: The good, the bad and the ugly [recenzja: Avengers: Infinity War]

„Transmetropolitan” to kapitalna seria w cyberpunkowym świecie widzianym oczami cynicznego Pająka Jeruzalema. Kąśliwy humor wylewa się z każdej strony, a niepoprawne politycznie tematy raczej nie miałyby prawa powstać w dzisiejszych czasach. Pierwszy tom odświeżył moją pamięć sprzed 16-tu lat i tylko utwierdził w przekonaniu, jak dobry to jest komiks. Jeśli jeszcze go nie znacie, marsz do sklepów bez gadania! A ja niecierpliwie czekam na tom drugi, który będzie już dla mnie świeżą przygodą z tą transhumanistyczną serią.

Ocena: 9/10

[Irek]

Egzemplarz komiksu dostarczyło wydawnictwo Egmont.

trans1

 

OKŁADKA: twarda
WYDAWCA ORYGINAŁU: Vertigo Comics
SCENARZYSTA: Warren Ellis
RYSOWNIK: Darick Robertson
TŁUMACZENIE: Krzysztof Uliszewski
GATUNEK: sci-fi, dramat, komedia
ILOŚĆ STRON: 288
DATA WYDANIA: 18.04.2018

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Cyberpunkowy dziennikarz [recenzja: Transmetropolitan, tom 1]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s