The good, the bad and the ugly [recenzja: Deadpool 2]

Deadpool się nie ceregieli, bo trzeba mieć jaja, by konkurencyjną produkcję wypuścić zaledwie trzy tygodnie po hicie, który nadal sieje spustoszenie w kinowych kasach. Ale za to właśnie kochamy Pyskatego Najemnika – nawet Thanos mu nie straszny, co też udowadnia w kontynuacji walentynkowej komedii romantycznej sprzed dwóch lat.

UWAGA SPOILERY!!!

The Good

Humor

frog_101329531_250Nie mogło być inaczej! Wszak właśnie po to wszyscy idą do kina na przygody Wade’a Wilsona i film zdecydowanie spełnia wszelkie oczekiwania. Sala rechocze, ja rechoczę, żona rechocze – jest bajecznie. Twórcy nie zostawiają suchej nitki na nikim i niczym. Obrywa się Marvelowi, DC (moje ulubione „I’m Batman!” czy „Jesteś taki mroczny! Na pewno nie jesteś z DC?”), „Stranger Things”, dubstepowi i… można by tak wymieniać w nieskończoność, gdyż praktycznie każda minuta to nawiązanie do czegoś innego. Co więcej, gagi są bardziej dopracowane w porównaniu do jedynki, która czasami miała humor troszkę wymuszony – tutaj wszystko płynie swoim rytmem i jest o wiele bardziej naturalne.

Zobacz także: Czy wiesz, że… BATMETAL!

Czwarta ściana

Kolejny nieodłączny element, bez którego nie byłoby tej postaci (w komiksie DP zajęło trochę czasu „przełamanie czwartej ściany” – stało się to dopiero w Deadpool #27, kwiecień 1999, niemal 8 lat od debiutu postaci – dop. Koń Naczelny). I kolejny raz strzał w dziesiątkę – począwszy od pełnych żalu do twórców początkowych napisów, po ostatnią dodatkową scenę, w której Deadpool reguluje przeszłość. Wade co chwilę puszcza oko do widzów, nie szczędząc nam ostrych komentarzy na temat otaczającej go/nas popkulturowej rzeczywistości.

Bohaterowie

Ryan Reynolds to Deadpool do tego stopnia, że ten drugi musiał uratować nas przed Green Lanternem. O ile najemnik pewnie by pociągnął film solo, o tyle jednak zabawniej jest zawsze w grupie. A że X-Force to nadgrupa, udowodniono nam właśnie w tej produkcji – szczególnie Vanisher i Peter to najjaśniejsze gwiazdy ekranu (Vanisher to genialny pomysł! – dop. Koń Naczelny). No dobra, szczęściara Domino i mroczny Thanos… tfu, Cable, też dają radę. Oj, przepraszam, żądny krwi Dopinder jest również w dechę. No dobra, wszyscy! – żebyście nie marudzili, że kogoś pominąłem!

Cameo

O matulu, ależ twórcy pojechali po bandzie. Brada Pitta widzieli? Na początku sam nie wierzyłem w to, co mignęło mi na ekranie – byłem pewien, że to CGI. Ale Matta Damona w towarzystwie Alana Tudyka na pewno nie rozpoznaliście. Ba, ja też nie, dopiero news mnie oświecił (w napisach końcowych aktor widnieje jako Dickie Greenleaf). Nie mogło oczywiście zabraknąć Wolverine’a – co prawda tylko jako figurka, zdjęcie w czasopiśmie i ujęcie z innego filmu. Za to największą frajdę sprawiło mi pojawienie się na sekundę X-Men w składzie z ostatnich filmów, gdy Deadpool narzeka, że studio nie pofatygowało się o więcej mutantów – piękne!

final-3-6

Akcja

W tradycji sequeli jest więcej, lepiej, mocniej. Świetna sekwencja w więzieniu, niezły finał, ale show kradnie pogoń za transporterem pełnym mutantów z Ice Box. Nie dość, że kapitalnie pokazano, na czym polega moc Domino, to jeszcze drugi akt zakończono komiczno-brutalną sceną z Juggernautem.

Zobacz także: The good, the bad and the ugly [recenzja: Avengers: Infinity War]

R-ka

Ileż uroku by ten film stracił, gdybyśmy dostali jego ugrzecznioną wersję… Choć z drugiej strony akrobacje językowe Deadpoola, a tym bardziej tłumaczy, mogłyby być równie zabawne. Nie no, „Deadpool” musi być wulgarny, krwisty i pełen pozbawionego hamulców humoru. No bo w którym filmie przeszłaby scena rodem z „Nagiego instynktu” w wersji z… każdy wie, z czym? Do tej pory pamiętam rechot widowni przerywany piskami pełnymi obrzydzenia.

Sceny w trakcie napisów

Najlepsze z wszystkich filmów Marvela? Ba, najlepsze ever? Nie mam wątpliwości, że na tę chwilę tak. Reynoldsa trzeba kochać za dystans do siebie, ale brawa należą się także DC za ćwierknięcie po premierze filmu.

deadpool_two_ver12_xlg

The Bad

Zaliczyłem już dwa seanse i to, co za pierwszym razem wydawało mi się po części wadą, za drugim już takową nie było. Ewentualnie można było to rozwiązać troszkę inaczej, więc…

The Ugly

…niech będzie, że coś tutaj wrzucę.

Powtórka z rozrywki

Tak, niektóre gagi były kopiami tych z jedynki. Ale czy można je uznać za wadę, gdy wypadły lepiej niż w poprzedniku? Przecież scena z odrastaniem dolnej części ciała to jeszcze większy „WTF!?”, który pobił wcześniejszą „rączkę”. Więc jeśli coś kopiować, to tylko lepiej!

Przestoje

Nie jestem do końca przekonany, czy dramatyzm w relacji Wade / Vanessa był filmowi niezbędny, bowiem momentami odrobinę wybijał z rytmu. Nie na tyle, by psuć wrażenie (w końcu na drugim seansie bawiłem się jeszcze lepiej), lecz niekoniecznie jest to kierunek, który powinna ta seria obierać. Jeśli już ma być romantyzm czy melodramatyzm, to niech będzie na poziomie sprośnej karykatury (vide obchodzenie rocznic w jedynce).

Zobacz także: Inna recka DP2 – I Cyk dwójeczka [recenzja: Deadpool 2]

„Deadpool 2” skopał mi tyłek niemiłosiernie. O ile „Avengers: Infinity War” to najlepszy dotychczas Marvel na poziomie dramaturgii i epickości wydarzeń, o tyle nowa odsłona Pyskatego Najemnika bryluje w bezkompromisowym humorze, nawet jeśli nie ważą się tutaj losy świata. Niecierpliwie czekam na więcej, chociażby pod szyldem „X-Force”. Disney, nie spartol tego po przejęciu!

Ocena: 9/10

[Irek]

deadpool_two_xlg

Zdjęcia: Impawards

3 uwagi do wpisu “The good, the bad and the ugly [recenzja: Deadpool 2]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s