Baba Jaga [recenzja: Ant-Man and the Wasp]

Przed kolejnym Ant-Manem stało bardzo trudne zadanie, gdyż film wszedł do kin po szokującym starciu z Thanosem, a przed origin story jednej z najpotężniejszych postaci Marvela i epickim finałem zmagań z Szalonym Tytanem. Z góry stawiało to sequel o niepozornej mrówce na straconej pozycji, o czym świadczą chociażby wyniki w box office, mimo że te mogą się jeszcze trochę zmienić, biorąc pod uwagę fakt, iż w wielu krajach premiera miała obsuwę ze względu na Mundial. Ale jeśli kogoś nie interesują kwestie poboczne i chce się po prostu dobrze bawić na letnim blockbusterze, „Ant-Man and the Wasp” (nie, nie będę pisał kuriozalnego polskiego tytułu…) jak najbardziej się do tego nadaje.

Zobacz także: recenzja Avengers: Infinity War

Scott Lang nabroił w „Civil War”, więc w ramach kary został skazany na dwa lat aresztu domowego. Dla tak energetycznego gościa, który musi również zabawiać córkę, przebywanie non stop w jednym budynku to nie lada wyczyn. Ale jako że jest pomysłowym facetem, udało mu się ułożyć życie nie tylko na stopie personalnej, ale także zawodowej. I wszystko byłoby w porządku, gdyby na kilka dni przed końcem aresztu domowego nie zadzwonił do Hanka Pyma (nota bene, ściganego wraz z córką Hope przez FBI). Co skłoniło Scotta do tego telefonu? Jaką rolę odgrywa w tym duch? I dlaczego Ant-Mana nie było w „Infinity War”? Szok, niedowierzanie i miliony pytań… z odpowiedziami.

Pierwsza część przygód Scotta Langa była swoistym heist movie w wersji superbohaterskiej. Tym razem nie jest już tak oryginalnie jak na kino superhero, ale uroku tej pozycji zdecydowanie nie można odmówić. Po tragicznych wydarzeniach z „Infinity War” dostajemy chwilę oddechu i sporą dawkę dobrego humoru. Nie trudno się domyślić, że sequel to ponownie komedia z kapitalnym Paulem Ruddem na czele, któremu partnerują nie mniej utalentowani aktorzy (słodka Evangeline Lilly czy przezabawny Michael Peña z ekipą X-Con – świetna nazwa na firmę ochroniarską 😉). Nie ma szokowania (no prawie), ważących się losów świata, ale za to mamy dużo śmiechu, chemii między bohaterami i parę naprawdę świetnie nakręconych scen akcji. Reżyserem filmu jest ponownie Peyton Reed, więc dostajemy dokładnie to, co robiło robotę w pierwszej części, choć tym razem już w trochę mniej niekonwencjonalnej formie.

Zobacz także: TOP 10: Filmy o piłce nożnej

tmp_1NFunv_72303d1030e72a8c_fullsizeoutput_8a7

Przez to, że premiera u nas odbyła się miesiąc po USA, cały czas obawiałem się natknąć na jakieś spoilery. I ku mojemu zaskoczeniu udało mi się je omijać. Dopiero na seansie zrozumiałem, że tak naprawdę nie było co spoilerować – nie ma tu niesamowitych twistów, które popsułyby w jakikolwiek sposób odbiór filmu. Na tej pozycji mamy się po prostu wyluzować, bo na pewno nie będziecie obgryzać paznokci z nerwów. Nie jest to jednak wadą dla nikogo, kto zna pierwszą część, która również była swoistym przerywnikiem pomiędzy poważnymi wydarzeniami („Age of Ultron” -> „Civil War”).

Zobacz także: TOP 10: Najlepsze slashery

„Ant-Man and the Wasp” bawi, cieszy i uczy (no może to ostatnie już trochę mniej 😉). Dużo w tej produkcji uroku i ciepła kina familijnego („Deadpool 2”, anybody?). Mrówka i Osa to bardzo zgrany duet, który ogląda się z niekłamaną przyjemnością. Ale bądźmy szczerzy, w tej chwili każdy czeka na debiut Captain Marvel i kulminację Fazy III.

/Ireneusz Podsobiński

Ocena: 7/10

antman_and_the_wasp_xlg

Zdjęcia: Impawards

2 uwagi do wpisu “Baba Jaga [recenzja: Ant-Man and the Wasp]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s