Koniec świata [recenzja: Nieskończony kryzys]

„Nieskończony kryzys” to seria dla mnie wyjątkowa – premierowy zeszyt tej historii był pierwszym komiksem, który kupiłem, gdy wyemigrowałem do Anglii w 2005 roku. Od razu zostałem wrzucony w wir akcji, setki postaci, których nie znałem zbyt dobrze, oraz zdarzenia, o których nie miałem żadnej wiedzy. Na szczęście wychowałem się na komiksach TM-Semic, więc taki chaos oraz zbyt wiele niewiadomych nie były dla mnie żadnym problemem. A wręcz kolejnym smaczkiem, umilającym lekturę.

Wybrane okładki oryginalych zeszytów


Uwielbiam „backstory” w komiksach – to jak możemy wracać do wydarzeń sprzed kilku, kilkudziesięciu lat, oraz nawiązania do innych serii, postaci, akcji, o których nie miałem pojęcia, a często okazują się konkretnie rozwiniętymi wątkami. Żadne inne medium nie da mi tego na tak potężną skalę – historii z Batmanem, Supermanem czy innym trykociarzem było przecież TYSIĄCE, a co miesiąc amerykańskie wydawnictwo wypluwa kolejne. Dlatego też, gdy kilku znajomych po lekturze „Nieskończonego kryzysu” krzyczało o niedopowiedzeniach czy zbyt dużym chaosie, ja cieszyłem się jakbym miał znowu 10 lat i dorwał hicior od TM-Semic.

Z materiałów wydawcy:

„Po 20 latach, które minęły od wydania serii Kryzys na nieskończonych ziemiach Marva Wolfmana i George’a Péreza, wydawnictwo DC Comics postanowiło jeszcze raz odnowić swoje uniwersum. Miało to uzasadnienie zarówno merytoryczne, jak i praktyczne. Pewne watki wymagały wyprostowania, a czytelnicy zatęsknili za niektórymi uśmierconymi wcześniej postaciami. Ale powstawaniu Nieskończonego kryzysu można też przypisać głębszą motywację. Wydawcom i autorom zaangażowanym w wymyślenie serii będącej hołdem dla monumentalnego dzieła Wolfmana towarzyszyły stosunkowo świeże emocje po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 roku. Amerykanie zrozumieli, że w sytuacji ogólnonarodowego zagrożenia są w stanie się zjednoczyć, a wielu z nich wykazało się niezwykłym bohaterstwem. Jak wspomina redaktor Dan DiDio we wstępie do tego albumu, w DC Comics zadawano sobie retoryczne pytanie: „Czy od bohaterów naszego uniwersum powinniśmy oczekiwać mniejszego poświęcenia?. Odpowiedź oczywiście brzmiała: Nie. Dlatego też, chociaż seria ma wymaganą fabularnie liczbę śmierci i zniszczenia, prawdziwa opowieść dotyczy determinacji i poświęcenia koniecznego do odgrywania roli bohatera w uniwersum DC”.
Źródło: swiatkomiksu.pl 

Ktoś zniszczył siedzibę Ligi Sprawiedliwości, Marsjanin zaginął, Batman stworzył satelitę, która śledzi super ludzi, a Wonder Woman z zimną krwią zamordowała Maxwella Lorda. Ostry start, prawda? Później jest jeszcze lepiej, ale nie chcę Wam zdradzać zbyt wiele. Wspomnę tylko o postaci, którą na pewno kojarzycie z wydanych przez TM-Semic „Rządów Supermanów” – Superboy! Connor Kent jest jednym z kluczowych graczy tej opowieści, ale zarazem nie przypomina narwanego gówniarza, którego znałem z lat 90-tych. Odwołań do wydarzeń, które poznaliśmy dzięki przedrukom od ‚Semica, jest jeszcze więcej, ale takie smaczki lepiej samemu znaleźć…

Nieskonczony_kryzys_s041-072c.indd

Akcja nawala ze wszystkich kierunków, a zwroty w fabule atakują co chwilę. Co prawda te ostatnie bywają bardzo przewidywalne, ale nie psuje to ogólnego odbioru opowieści. Dzieje się dużo, losy całego wszechświata wiszą na włosku i nie wszyscy wyjdą z tego żywi. Trup ścielę się gęsto, jest brutalnie i bardzo krwawo – zdecydowanie nie podsuwajcie tego komiksu zbyt młodym czytelnikom. Tak samo powinniście odpuścić lekturę, jeśli lubicie zamknięte historie – „Nieskończony kryzys” to idealny przykład crossovera amerykańskich super bohaterów. Phil Jimenez, George Pérez, Jerry Ordway, oraz Ivan Reis odpowiedzialni za rysunki, zostali idealnie dobrani do przedstawianej historii. W oryginalnych wydaniach do tej ekipy doszedł jeszcze Jim Lee, który stworzył alternatywne okładki. Scenariusz zaś to Geoff Johns w najlepszej formie. Prawdziwa, blockbusterowa ekipa.

Zobacz także: TOP 10: Filmy, które nigdy się nie nudzą

Ostatni raz czytałem tę serię ponad dekadę temu, gdzie tak naprawdę dopiero poznawałem tych mniej znanych bohaterów, a o wielu wydarzeniach, które doprowadziły do Kryzysu, musiałem po prostu przeczytać w Internecie. Teraz już jestem starszym, bardziej doświadczonym Konikiem, ale jedno dla mnie się nie zmieniło – „Nieskończony kryzys” to świetna lektura! Nie dla wszystkich, ale zdecydowanie dla tych, którzy doceniają ogrom wszechświatów wykreowanych przez DC Comics. Nie musisz wszystkiego wiedzieć, ważne abyś chciał poznać!

Wojciech Tarczynski

OCENA: 8/10

Nieskonczony-kryzys_Obwoluta_g.inddEgzemplarz komiksu dostarczyło wydawnictwo Egmont.

Scenariusz: Geoff Johns

Rysunki: Phil Jimenez, George Pérez, Jerry Ordway, Ivan Reis

Przekład: Tomasz Sidorkiewicz

Oprawa: twarda

Liczba stron: 264

Sugerowana cena detaliczna: 99,99 zł

Data ukazania się: sierpień 2018

 

 

 

 

 

Nieskonczony_kryzys_s209-248c.indd

Jedna uwaga do wpisu “Koniec świata [recenzja: Nieskończony kryzys]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s