Filmy

Kosmiczna Whoopi Goldberg [recenzja: The Predator]

Kolejna po „Predators” próba reaktywacji serii o kosmicznym łowcy. Tym razem swoich sił próbuje reżyser Shane Black, który miał przyjemność wystąpić w oryginalnym dziele Johna McTiernana, więc w teorii powinien wiedzieć, z czym to się je. Na dodatek nie obce mu są przewrotne twisty (niektórzy do tej pory nie mogą mu wybaczyć Mandarina z „Iron Man 3”), co pozwala nam sądzić, że czeka nas jazda bez trzymanki. Udało się? Jak mawiał klasyk, no tak średnio bym powiedział, tak średnio…

Zobacz także: Powrót do przeszłości: PREDATOR

Już niestety założenia fabularne potrafią dosadnie spartolić film wielu widzom. No bo jeśli (MALUTKI SPOILER) główny bohater zmusza pewnego Meksykanina do wysłania skradzionych części odzienia Predatora pocztą, prezentując mu wcześniej możliwości kosmicznej technologii, możemy być pewni, że z logiką ten film jest mocno na bakier. Głupota goni głupotę, czuć, że fabuła jest mocno pocięta względem pierwotnego scenariusza (jeśli nie, to świadczy to o tym dziele jeszcze gorzej), i trzeba naprawdę lubić postać kosmicznego myśliwego (świetna beka z „drapieżcy”!), by przymknąć oko i dobrze się bawić.

Jak już przejdziemy z tym do porządku dziennego, jest całkiem nieźle… ale tylko przez pierwszą połowę, o czym później. „The Predator” to taki film dla dużych chłopców. Soczyste one-linery drużyny dysfunkcyjnych żołnierzy rozruszają niejedną imprezę – bohaterowie są na swój sposób sympatyczni i autentycznie świetnie się bawiłem na scenach z ich udziałem. Shane Black wyraźnie chciał uchwycić trochę klimatu z oryginalnego filmu i poniekąd mu się udało. Nie tylko za sprawą bohaterów, ale także dzięki muzyce mocno nawiązującej do dzieła Alana Silvestriego, czy przeróbkom pierwotnych tekstów („piękny skurwysyn”).

Zobacz także: Czy wiesz że… Cthulhu!

Sam Predator również jest satysfakcjonujący. Akcja w laboratorium to spełnienie marzeń każdego fana kosmicznego łowcy – jest jatka, na którą czekaliśmy od lat. Innymi słowy, kategoria R wykorzystana do granic możliwości zarówno pod względem języka (jeden z bohaterów ma Tourette’a), jak i bezkompromisowej brutalności (wyrywanie kręgosłupów i te sprawy). To wszystko podlane fajną dawką humoru i mamy mieszankę wybuchową, która pozwoliła mi się cofnąć do czasów dzieciństwa, gdy zajarany biegałem po sąsiadach, zapraszając na seans „Predatora” z Arnoldem Schwarzeneggerem (bardzo to podkreślałem 😉).

pred

I wtedy następuje druga połowa filmu. Nic co dobre, nie trwa wiecznie, chciałoby się rzec. Gdy do akcji wkracza Koksu, znany nam dobrze ze zwiastunów, klimat siada. Co prawda nie jest nudno, bo akcja sama w sobie nie ustaje nawet na moment, ale nic nie zdołało mnie już porwać. Super Predator z niedopracowanym CGI drażnił na tle naturalnie poruszającego się człowieka w kombinezonie, psy lepiej wypadły w „Predators”, a finał nie potrafił już porwać po świetnych scenach w laboratorium. Dorzućmy do tego twisty, które bardziej wkurzają, niż zaskakują, i mamy zmarnowany potencjał.

Zobacz także: FPP z Obcym oraz Predatorem

„The Predator” może dostarczyć sporo radochy, o ile nie masz wygórowanych oczekiwań, bo jako wieloletni fan kosmicznego łowcy czuję niedosyt. Shane Black starał się, momentami wykonał kawał dobrej roboty, ale zabrakło szlifów, zarówno od strony efektów specjalnych, jak i scenariusza, który wręcz woła o pomstę do nieba. Końcówka ewidentnie sugeruje kontynuację, ale nie wiem, czy chciałbym ją oglądać w takim wydaniu – to już wolę po raz setny wrócić do pierwszych dwóch części.

Ocena: 6/10

/Ireneusz Podsobinski

predator_ver2_xlg

Foto: IMDb, Impawards

Reklamy

jeden komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s