Nie wystarczy marzyć [recenzja: Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana.]

Supermana znają wszyscy. Twórców oryginalnej komiksowej wersji kojarzy już zapewne zdecydowana mniejszość. A prawdziwą historią powstawania serii i losu jego autorów zainteresowała się raczej tylko garstka zapaleńców. Jakby na to nie patrzeć, jest to historia paktu z diabłem i nauczka dla przyszłych pokoleń.

Zobacz także: DOMAN – Polski Conan!

Superman zadebiutował w serii Action Comics #1 w czerwcu 1938 roku. Teraz jest postacią kultową i wielbioną przez miliony. Sęk w tym, że tylko ci najbardziej hardkorowi fani interesują się losem twórców swoich ulubionych superbohaterów. Ba, nawet ja nigdy nie zwracałem uwagi na to, kto stoi za powstaniem Batmana, Supermana czy Spider-Mana. Jasne, znałem nazwiska Boba Kane’a czy Stana Lee, lecz ich życie prywatne obchodziło mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. I to jest błąd, bo często uwarunkowania polityczne, społeczne czy charakter autora mocno wpływają na wizerunek danego bohatera.

joe shuster 1

W przypadku twórców Supermana, rysownika Joe Shustera i scenarzysty Jerry’ego Siegela, nie tyle okoliczności są ciekawe (choć one oczywiście także), ale przede wszystkim to, co stało się później. Można by pomyśleć, że jeśli masz na koncie jednego z najbardziej popularnych superbohaterów w historii komiksów, nie musisz się również martwić o stan twojego konta bankowego. I tu tkwi cały szkopuł. O ile entuzjazm i pomysły to jedno, to młodzieńcza naiwność w konfrontacji z bezduszną korporacyjną machiną to drugie. Bo jeśli nie masz siły przebicia, armii prawników za plecami, możesz szybko skończyć na ulicy, a prawa do twojej postaci zostaną ci odebrane.

joe shuster 2Scenariusz o losie twórców Supermana napisał Julian Voloj, który posiłkował się całą masą materiałów archiwalnych (wystarczy rzucić okiem na 13 stron przypisów), by jak najwierniej odtworzyć historię Joe Shustera (to właśnie on jest narratorem komiksu). Otrzymujemy tym samym niezwykle skrupulatnie przygotowaną biografię w graficznym wydaniu. Muszę przyznać, że czytało się to z zapartym tchem, ale i niedowierzaniem, jak wielkiego pecha mieli ci młodzieńcy, którzy po prostu chcieli tworzyć komiksy.

joe shuster 3Rzetelny scenariusz Voloja pięknie oprawił wizualnie Thomas Campi. Włoski artysta świetnie uchwycił senny klimat lat 30-tych, pełen radości, ambicji i naiwności, nad którym powoli zaciskały się szpony wydawców, nastawionych wyłącznie na zysk. Campi ma ciekawy akwarelowy styl, który pasuje do historii o „dawnych” latach. Dodaje do niego jednak również tradycyjną kreskę, obrazując w ten sposób bardziej współczesne czasy i zamykając fabułę spójną wizualną klamrą.

„Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana.” to historia bardzo smutna, ale i refleksyjna. Nie wystarczy po prostu chcieć tworzyć i przelewać na papier, trzeba umieć też zadbać o własny tyłek, bo gdy pieniądze zaczną płynąć, rekiny szybko dopadną swoją ofiarę. Szkoda, że stało się to dopiero po tylu latach, ale Julian Voloj i Thomas Campi w piękny sposób oddali hołd ojcom Supermana, a my dostaliśmy niezwykle emocjonujący komiks, na którym niejeden czytelnik uroni łezkę.

Ocena: 9/10

/Ireneusz Podsobiński

 

Egzemplarz komiksu dostarczyło wydawnictwo Egmont.

okładka

OKŁADKA: twarda

SCENARZYSTA: Julian Voloj

RYSOWNIK: Thomas Campi

TŁUMACZENIE: Jakub Syty

GATUNEK: biografia

ILOŚĆ STRON: 180

DATA WYDANIA: 19.09.2018

3 uwagi do wpisu “Nie wystarczy marzyć [recenzja: Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana.]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s