Komiks

Królestwo z problemami [recenzja: Grass Kings]

Każdy z nas na jakimś etapie swojego życia na pewno chciał, żeby wszyscy zostawili go w spokoju i dali żyć po swojemu. A przynajmniej taką mam nadzieję, bo poglądy można mieć różne, ale zew do wolności uważam za naturalne zjawisko. Historia pokazuje nam wiele przykładów społeczności, które żyły, bądź nadal żyją w mniejszym, bądź większym oderwaniu od innych. Na pograniczu prawa, a nawet poza prawem.

Każdy słyszał o komunach hippisowskich. Do dziś można je znaleźć w różnych częściach świata. Podobnie z Amiszami i ich staroświeckim stylem życia. Niewielu za to wie, że w USA nadal istnieją grupy ludzi, próbujących żyć poza systemem. Uważają oni FBI za agentów okupacyjnego rządu, IRS (ichniejszy urząd skarbowy) za sprzeczny z konstytucją, a dolara i stojący za nim FED (bank centralny) za narzędzie do okradania obywateli. Ci ostatni kierują się dwiema zasadami: „mind your own business” i moja własność jest święta. A skoro tak, to na własnej ziemi mogę stworzyć społeczność, jaka mi się podoba. Z wszystkimi jej wadami i zaletami. I w takiej właśnie rzeczywistości odnajdujemy bohaterów komiksu Grass Kings.

3Królestwo Traw to enklawa, w której żyją odludkowie, wykluczeni, ludzie szukający swojego miejsca na ziemi. Pośród malowniczego południa USA, pomiędzy ubogimi domami i przyczepami kempingowymi poznajemy ludzi, którzy z dala od rządu żyją z dnia na dzień. Gotowi bronić swojej wolności, pilnujący granic swych ziem. Główne skrzypce gra trzech braci: były policjant Bruce, nieformalny król Robert oraz strażnik Ashur. Dość szybko poznajemy ich charaktery, problemy oraz bagaż doświadczeń, który dźwigają na swoich barkach. Codzienne,  nudne życie mieszkańców królestwa zmienia się, gdy na brzegu jeziora pojawia się tajemnicza nieznajoma.

2.jpg

Wraz z albumem dostajemy nie tylko świetnie napisany scenariusz, ale i oryginalne rysunki, które pewnie nie każdemu się spodobają, zaś wg mnie idealnie się komponują z opowieścią. W Grass Kings czuć ten małomiasteczkowy klimat,  a po szafach upchane są kościotrupy. Jakby tego było mało, autorzy na początku każdego rozdziału postanowili nam przybliżyć historię tych ziem, sięgającą aż po czasy rdzennych Amerykanów, co jest dodatkowym smaczkiem. Sama enklawa przywodzi na myśl skojarzenia ze świetnym Briggs Land czy nawet Skalpem, gdzie brutalna rzeczywistość, bezkompromisowość i egzystencja bez większych szans na poprawę losu, aż wylewały się z kolejnych stron. Klimat brudnego, ubogiego, ale dumnego południa do tego stopnia mi się wkręcił, że w głowie niemal słyszałem ścieżkę dźwiękową do komiksu, opartą o bluegrassowych mistrzów banjo.

1.jpg

Jak dla mnie jest to zdecydowanie jeden z najlepszych komiksów, które miałem przyjemność czytać w tym roku. Z początku nie bardzo wiedziałem, czego mogę po nim oczekiwać, ale z każdą stroną nieoczekiwanie dostawałem kolejną część świetnie napisanej historii. Z każdym rysunkiem chłonąłem ten klimat, każdy kadr był wypełniony treścią. Jutro, jadąc do pracy, będę słuchał country.

/Rafał Białek

OCENA : 9/10

grass-kings

 

Wydanie: 2018

Seria/cykl: GRASS KINGS

Scenarzysta: Matt Kindt

Ilustrator: Tyler Jenkins

Typ oprawy: twarda

Liczba stron: 176

Data premiery: 24.10.2018

Reklamy

jeden komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s