Wojna nigdy się nie zmienia [recenzja: Battlefield 5]

Jeśli czytacie moje teksty w miarę regularnie, odwiedzacie fan page Starych Koni, a być może pamiętacie czasy, gdy pisałem do pewnego magazynu o grach (dawno to było!) to prawdopodobnie wiecie, że uwielbiam shootery. Czy to singlowe, wybuchowe kampanie, czy też rozgrywki dla wielu graczy, wypchane emocjami i uzależniające miliony ludzi na całym świecie. Seria Battlefield to jedna z najważniejszych marek wśród „strzelanek”, ale na najnowszą odsłonę nie czekałem z zapartym tchem.

Ponad dwa lata temu odbyła się premiera Battlefield 1, który przeniósł nas na pola bitwy I wojny światowej. Bardzo szybko wkręciłem się w rozgrywkę i samą grę zakupiłem dwukrotnie – aby móc pograć ze znajomymi na X1 oraz PS4. Z czasem przestałem wracać do BF1 i oczekiwałem na zapowiedzi czegoś nowego. Może powrót do teraźniejszości i bardziej nowoczesnych klimatów? Tak się jednak nie stało – w maju tego roku EA ujawniła realia, w które rzuci nas BF5 i była to tym razem II wojna światowa. Szkoda. Na dodatek pierwsza zajawka nie została dobrze przyjęta przez graczy (m.in. więcej łapek w dół niż w górę na YouTube), a wieloletni fani marki zaczęli deklarować, że nie kupią najnowszej części wojennej strzelaniny. Kilka miesięcy temu dostaliśmy jeszcze umiarkowanie przyjętą betę tej produkcji. Na szczęście EA & DICE posłuchało fanów – pełna wersja, w którą mam przyjemność grać od kilku dni, niemal w ogóle nie przypomina tego co zobaczyliśmy w pierwszym zwiastunie. Także wiele słabszych rozwiązań z bety zostało poprawionych. Czyli wszystko jest na swoim miejscu?

20181120_201502
Devastation, moja ulubiona mapa

Nie do końca, niestety – wiele elementów produkcji nadal czeka na swoją premierę. Miał być tryb Battle Royale – będzie w marcu. Więcej epizodów w trybie fabularnym – w grudniu. Plus kilka innych mniejszych lub większych dodatków do zabawy zostanie udostępnionych graczom w ciągu następnych kilku tygodni lub miesięcy. Początkowo sam byłem tym faktem lekko zbulwersowany i ze znajomymi toczyliśmy dyskusje pt. „ale jak to nie ma Battle Royale?!”. Oczywiście, super byłoby dostać wszystko „tu i teraz”, jednak po spędzeniu kilku(dziesięciu) godzin z BF5 w ogóle nie odczuwam, jakbym otrzymał niepełny produkt. Zatrzymajcie się na chwilę i wyobraźcie sobie wielkie BR w stylu BFa – destrukcja, rozmach i REWELACYJNA mapa. Sądzę, że warto poczekać, zwłaszcza że za żaden z dodatków nie zapłacimy „extra”. Za cenę gry mamy wszystkie nowe tryby i mapki w przyszłości! Stare dziady zakrzykną „ale przecież tak powinno być zawsze”! Jednak ostatnie lata pokazały coś zgoła innego i taka zmiana w Battlefieldzie to spora rzecz, zwłaszcza że w takim Call of Duty (który oczywiście jest zupełnie inną produkcją i nie zamierzam porównywać tych gier pod względem rozgrywki) musimy wywalić kolejne 200zł na dostawy mapek przez cały rok…

Zobacz także: NAJBARDZIEJ OCZEKIWANE GRY 2019!

Dobra, wiecie już czego tutaj nie ma oraz na co trzeba poczekać, ale co w takim razie dostaliśmy? Najpierw rzućmy okiem na tryb fabularny – wzorem BF1 nie ma tutaj jednej, większej kampanii. W „podstawce” dostajemy 3 epizody (czwarty w grudniu), każdy w innym rejonie świata i z innymi bohaterami, a jedyne co je łączy to oczywiście walka z nazistami w czasie II wojny światowej. Po zagraniu w pierwszą historyjkę już nie miałem ochoty odpalać kolejnych. Było nudno, przewidywalnie, a AI przeciwników to jakiś żart. Na szczęście drugi i trzeci epizod to już zupełnie coś innego. Przeciwnicy nadal nie grzeszą inteligencją, a zadania rzadko kiedy czymś zaskoczą, jednak już same widoki, grafika i klimat mają mój znak jakości. Druga przygoda to norweskie góry, jazda na nartach i mnóstwo skradania, a w trzeciej dostajemy jesienny krajobraz Francji i przejmowanie kolejnych posterunków. Gdyby bardziej to rozbudować i popracować nad sztuczną inteligencją botów, to moglibyśmy dostać coś naprawdę konkretnego. Ale i tak nie jest źle, oczywiście jeśli olejecie pierwszy epizod, a kolejne potraktujecie jako intensywne i krótkie przygody. Pomimo że każdy z nich to „godzinka z hakiem” rozgrywki, a wiele rozwiązań jest bardzo umownych (norweska Lara Croft, hej!) to i tak byłem pozytywnie zaskoczony tym fragmentem BF5.

20181119_233111
Twistet Steel, wielka mapa z polami, wioskami i rozwalonym mostem

Super fajnie, ale przecież i tak nikt nie kupuje Battlefield dla kampanii pojedynczego gracza! Grę sprzedaje multiplayer, razem z flagowym trybem Podbój (Conquest). Oczywiście, mamy jeszcze Dominację, Team Deathmatch i kilka innych rodzajów zabawy, ale to właśnie Podbój jest tutaj najważniejszy i od tej bitwy nie mogłem się oderwać. Mapy, na których je toczymy, są niesamowite. Pełne detali, wielkie, a zarazem z pokaźną możliwością destrukcji. Mamy miasta, pustynie, góry czy zielone pola i małe wioski. Moimi faworytami są mapki w ośnieżonych norweskich górach (bardzo stromych, trzeba zaznaczyć, a na dodatek w pewnym momencie dostajemy porządną zamieć ograniczającą widoczność) oraz dwie w Rotterdamie, a zwłaszcza ta z wielką katedrą w centralnym punkcie bitwy. Co za skala! Nie pamiętam, kiedy ostatni raz (nigdy?) w grze multiplayer miałem ochotę się zatrzymać i podziwiać otoczenie i to z jaką dbałością wszystko zostało wykonane. A do tego jeszcze idealnie podłożony dźwięk („chrupanie” w śniegu!;) i mamy największą siłę tej produkcji, a zarazem coś, co może zmieść całą konkurencję w ramach „Battle Royale”, kiedy już tego trybu się doczekamy.

20181119_233157
Piękne widoki w drugim epizodzie fabularnym

Nie będę Wam pisał szczegółowo o realiach wojny, czy wszystko jest tam, gdzie powinno (na szybko: nie jest, już w misjach fabularnych dane modele czołgów pojawiają się kilka lat wcześniej niż w rzeczywistości), bo nie jestem i nigdy nie byłem specjalistą w tej kwestii. Dla mnie najważniejsze jest to, jakich emocji gra mi dostarcza, jakie wrażenia mi wciska i jaką satysfakcję mam po skończonym meczyku. A prawda jest taka, że żadna inna produkcja nie dostarczy Ci takich wrażeń jak Battlefield – wielkie bitwy z pojazdami i emocjonująca gra zespołowa (koniecznie zagrajcie ze znajomymi!). Tutaj to wraca i mój poziom satysfakcji jest bardzo wysoki. Nawet błędy gry nie popsują tego wrażenia, a jest ich kilka. Zdarza się, że fragmenty krajobrazu (na PS4) potrafią doczytać się tuż przed moim wzrokiem, czasem postać „wklei” się w ścianę, a część czołgu po wybuchu zawiśnie w powietrzu. Wierzę, że DICE stopniowo będzie naprawiać te usterki, które tak naprawdę są nieuniknione w tak wielkich i rozbudowanych zabawach wieloosobowych. A to, że sami chcielibyśmy widzieć takie problemy jak najrzadziej, to już inna sprawa…

WERDYKT: Same założenia Battlefield 5 nie są niczym nowym, bo czy tak naprawdę oczekujemy jakiejkolwiek rewolucji? Jest kilka mniejszych zmian w rozgrywce, o których celowo nie wspominałem, bo dla większości graczy nie one decydują o zakupie gry. A zdecydowanie decydować powinny rewelacyjnie zaprojektowane mapy, świetny dźwięk i rozmach zmagań, które ze święcą szukać w innych produkcjach. Nie wszystko dostaliśmy na premierę, a w grze nadal można spotkać wiele błędów. Wierzę, że nowe dodatki mają szansę być czymś bardzo konkretnym, jednak ocena końcowa musi dotyczyć tego, co mamy dostępne teraz. Dostaliśmy solidną produkcję, w której „dobrze się strzela”, a w marcu 2019 może być jeszcze lepiej.

OCENA: 8/10

81wixigQHYL._SX425_Platforma: Playstation 4 (Dostępny również na XBOX One oraz PC)
Data Wydania: 20 listopad 2018
Producent: EA DICE, Criterion Software
Wydawca: Electronic Arts Polska
Polska wersja: Tak (napisy)

Kopię gry dostarczył wydawca – Electronic Arts Polska

 

 

 

 

20181121_163824
Ah co to był za mecz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s