Czerwień i biel [recenzja: Bloodshot: Odrodzenie tom 1]

Nowe polskie wydawnictwo Kboom postanowiło wejść na rodzimy rynek z grubej rury za sprawą komiksu „Bloodshot: Odrodzenie”. Może trochę dziwić, że zdecydowali się zacząć od końca serii, ale najwyraźniej woleli nie cofać się za daleko w przeszłość. Czy jednak nie przeszkadza to w odbiorze komiksu? Najwyraźniej Koń Naczelny chciał to sprawdzić na mnie, gdyż postać znałem do tej pory tylko z nazwy i z planowanej ekranizacji z Vinem Dieselem w roli głównej. Śpieszę więc wszystkich uspokoić – nie, nie trzeba znać oryginalnej serii, by czerpać przyjemność z czytania „Odrodzenia”.

blood 1

Zobacz także: Witaj w świecie Valiant!

Bloodshot to historia żołnierza, który poddał się eksperymentowi w Projekcie Duch. W jego ciało zostały wszczepione nanity, zmieniając go w maszynę do zabijania. Regeneracja, nadludzka siła i wytrzymałość – innymi słowy, żołnierz idealny. W „Odrodzeniu” poznajemy jednak naszego bohatera na wygnaniu, gdy udało mu się uwolnić od nanitów i ukryć się przed światem. Nie trudno się domyślić, że przeszłość nie pozwoli o sobie zapomnieć. Szczególnie gdy dochodzi do serii morderstw, a sprawcami są osoby podejrzanie podobne do dawnego Bloodshota.

KBoom-Bloodshot-PL_p7Fabularnie komiks stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie. Spora dawka brutalności i tematyki bez wątpienia sugeruje, iż to komiks dla dorosłych (jak by to nas powstrzymało za dzieciaka 😉). Główny bohater, ukrywający się pod pseudonimem Ray Garrison, wiedzie nudne życie konserwatora w motelu. Po pracy pije i ćpa, próbując sobie poradzić ze wspomnieniami z czasów Bloodshota – z tym ile ofiar zabił, ale także kogo stracił. Z marazmu wyrywają go tajemnicze dla opinii publicznej morderstwa, ale dla niego aż nazbyt dobrze znane. Może jednak lepiej byłoby pozostać w tej apatii, bo gdy w pogoni za podróbkami Bloodshota „przyłączają się” do ciebie dwie halucynacje, chyba nie może się to skończyć najlepiej. Na dodatek na trop naszego bohatera wpada niezwykle utalentowana i młoda agentka FBI.

Zobacz także: Najbardziej oczekiwane filmy 2019

Pierwsze, co w przypadku komiksu zawsze rzuca się w oczy, to oczywiście rysunki. Te w wykonaniu Mico Suayana są wyraziste, pełne ekspresji i z bardzo ładnie skontrastowanymi kolorami Davida Barona. Każdy kadr można oglądać po kilka razy, odkrywając coraz to nowe szczegóły. Tak jest przynajmniej przez większość albumu, gdyż w ostatniej części do głosu dochodzą Raul Allen i Patricia Martin, którzy niestety psują trochę obraz całości. Można co prawda się z tym pogodzić, gdyż rozdział 5 jest poniekąd w innej konwencji fabularnej, lecz mam nadzieję, że w kolejnych tomach główne role będzie odgrywał jednak duet Suayana/Baron.

„Bloodshot: Odrodzenie” czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Generalnie nie ciągnie mnie już do komiksów superbohaterskich, chyba że jest to superhero z pewnym twistem (np. „Ex Machina”). Recenzowane tutaj wznowienie serii Bloodshota bez wątpienia się do takich zalicza, gdyż na razie przypomina to bardziej polowanie na zwierzynę ze strony dwóch różnych obozów, niż zwyczajowe działania bohaterów tego typu opowieści. Mrok, depresja i szaleństwo, czyli to, co tygryski lubią najbardziej.

Ocena: 8/10

/Ireneusz Podsobiński

Egzemplarz komiksu dostarczyło wydawnictwo Kboom.

okładka bloodshot

Wydanie: 2018

Scenarzysta: Jeff Lemire

Ilustratorzy: Mico Suayan, Raul Allen, Patricia Martin

Tłumacz: Adam Rzatkowski

Typ oprawy: miękka

Data premiery: 16.11.2018

3 uwagi do wpisu “Czerwień i biel [recenzja: Bloodshot: Odrodzenie tom 1]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s