Twardziel, psychopata i zastępy zombie [recenzja: The Goon tom 1]

W 2005 roku w kinach ukazał się film Sin City. Został on stworzony na podstawie komiksów Franka Millera o tym samym tytule. Jedną z głównych postaci był tam Marv, twardziel jakich mało, facet nie do zdarcia. Dokonywał wielu brutalnych akcji i ktokolwiek stanął mu na drodze, w bardziej lub mniej wyszukany sposób, przekonywał się o istnieniu krainy wiecznych łowów. Albo o braku tejże.

dom.jpg

Wyobraźcie sobie takiego Marva w świecie, w którym na co dzień spotyka stworzenia rodem z książek fantastycznych. Zombie, wampiry, obcych, potwory z powieści Lovecrafta, roboty, a nawet Hellboya. Mało? To wszystko w ramach jednego miasta, w którym toczy się nieustanna walka o wpływy pomiędzy szefem tytułowego Zbira, niejakim Labrazim, a Kapłanem Zombie, który przewodzi stale powiększającej się rzeszy nieumarłych. Osadzone w gangsterskich klimatach noir, gdzie w spelunie spotykają się miejscowe męty, piją, grają w karty i szukają kłopotów.

kosa-1.jpg

Historia jest istnym festiwalem odmieńców – nie jest jednak kryminałem czy typową opowieścią sensacyjną. Mamy oto do czynienia z czymś na kształt horroru fantasy, który został napakowany humorem po same brzegi: czarnym, absurdalnym, wymykającym się poprawności politycznej. W tak osobliwym sosie odnajdujemy główne danie: tytułowego mięśniaka i jego psychopatycznego kumpla, chudzielca o imieniu Franky. Są oni nierozłączni, niczym polityka i hipokryzja. Wulgarni, niegrzeczni, brutalni. A mimo to mający ludzkie uczucia. Żądni przygód, choć to raczej kłopoty znajdują ich. Wytrwali, niezłomni oraz niepokonani.

monster-2

Można by powiedzieć, że to przesada, że co za dużo, to nie zdrowo. A jednak Eric Powell, scenarzysta i rysownik tej historii, nie tylko się broni, ale wręcz wychodzi z celnym kontratakiem na kolejnych stronach komiksu. Czyta się to znakomicie, czuć świeżość (choć ma swoje lata). Miałem wrażenie, że w trakcie lektury znajdowałem się pomiędzy Simonem Bisleyem a Mikiem Mignolą (który użyczył swoich umiejętności w jednej z historii), gdzie absurdalny humor miesza się z horrorem. Opasły tom, liczący niemal 500 stron, został wzbogacony o kilka rzeczy. Mamy przerywniki w postaci reklam komiksów („Atomowy Wściek”) i najróżniejszych, osobliwych produktów („mały lobotomik”, „pigułka mega ciało”), utrzymanymi w klimatach lat trzydziestych, może czterdziestych, skierowanych do naiwniaków. Są szkice postaci, informacje od autora, a także przetłumaczone wstępniaki z kolejnych wydań, ukazujących się na amerykańskim rynku. Dostajemy naprawdę dużo dóbr wszelakich.

Czytając te kilkaset stron nie czułem ani przez chwilę znudzenia, a wręcz po skończeniu jednej historii, z ciekawości brałem się za kolejne. I tak, na lekturze, szybko upłynął czas, a ja muszę czekać do kwietnia na kolejny tom tej niezwykle ciekawej opowieści z niesamowitym klimatem. Polecam!

/Rafał Białek

OCENA : 9/10

the-goon-1

 

Wydanie: 2018

Seria/cykl: THE GOON

Scenarzysta: Eric Powell

Ilustrator: Eric Powell

Tłumacz: Paulina Braiter-Ziemkiewicz

Typ oprawy: twarda

Liczba stron: 496

Data premiery: 07.12.2018

Jedna uwaga do wpisu “Twardziel, psychopata i zastępy zombie [recenzja: The Goon tom 1]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s