Może i Frank, ale czy Castle? [recenzja: The Punisher, sezon 2]

15 miesięcy! Tyle czekałem, na drugi sezon Punishera na Netfliksie. Coś koło 450 dni nadziei, że po nieco niemrawym pierwszym sezonie, dostanę w końcu sieczkę. Proszę, nie zrozumcie mnie źle, pierwszy sezon był bardzo dobry, ukazywał Franka Castle jako człowieka w ponurej, samotnej rzeczywistości. Poruszono w nim wiele naprawdę ważnych problemów: utratę bliskich i ból z tym związany, zespół stresu pourazowego, szukanie celu w życiu. Ale akcji było tam stosunkowo niewiele.

Zobacz także: TOP 10: Najbardziej oczekiwane nowe seriale 2019

Aż do wczoraj traktowałem to niczym wstęp, bardzo dobre intro, mające wprowadzić widza do tej rzeczywistości, zarysować pewne tło i wyjaśnić motywację głównego bohatera. Niestety, zawiodłem się. Trzy najlepsze sceny w drugim sezonie, były w ostatnim odcinku: w końcu poczułem, że mam do czynienia z bohaterem, jakiego znam z komiksów. Na samym finiszu jego przygód.

Do cholery, przecież twórcy mieli wszystko na tacy! Docierały do nich głosy krytyki po pierwszym sezonie. Był świetny odtwórca głównej roli. Mieliśmy mocnego antagonistę, znanego z komiksów i drugiego, stworzonego na potrzebę serialu, z olbrzymim potencjałem.

Zobacz także: TOP 10: Najlepsze gry 2018

Niestety, coś poszło nie tak. Punisher to nie jest zimna bestia, wyszkolona by zabijać, ale nerwowy, trzęsący się, często rozglądający się na boki Frank, który dodatkowo czasami sprawiał wrażenie, że unika kontaktu wzrokowego. Jigsaw to nie psychopata z mordą jak puzzle, ale taki emo przestępca z kilkoma bliznami, dobrze ułożonymi włosami i starannie przystrzyżoną bródką, który potrzebuje ciepła, uczucia i zrozumienia. John Pilgrim to mogłaby być naprawdę ciekawa postać, skrywająca mrok, brutalna, ale również szukająca odkupienia. Jednakże i to nie zagrało, a zamknięcie jego wątku to jest niestety kpina. Agentka Madani z kolei tak bardzo eksponowała swoje brwi, że trudno było skupić się na innych walorach jej roli. Ale niewiele straciłem, pojawiała się na szczęście niezbyt często, a w kulminacyjnym momencie pokazała pełen brak wyszkolenia. Aż dziw, że ktoś taki dostał pracę w dbającej o bezpieczeństwo agencji w USA… O innych postaciach naprawdę nie warto się rozpisywać – sama ich obecność spowodowała niepotrzebne momenty, dłużyzny i upychane na siłę wątki.

16l3iao

Serial powinien mieć 8 odcinków. Maksymalnie. Naładowanych przegiętymi akcjami, z setkami wystrzelonych nabojów, wybuchami itp. Powinni to zrobić jak w Smoking Aces, The Raid czy Judge Dredd: umieścić jakiegoś mafiozę z Jigsawem w penthousie, na ostatnim szczycie luksusowego wieżowca, piętra obsadzić gangsterami i agentami, na końcu odstawić Punishera na parking podziemny i otworzyć mu klatkę schodową. A wtedy: „chwilo, trwaj!”, powiedziałoby tysiące subskrybentów Netfliksa. Do tego Frank powinien odwalać akcje, niczym Clive Owen w Shoot’em up! A tu dupa.

Zobacz także: Top 10: Najlepsze filmy 2018

No, może nie do końca. To i owo się dzieje, ale to nie jest poziom Punishera. Rozpatrując ten serial w kategorii „ekranizacja komiksu”, musiałbym ocenić go naprawdę nisko. O ile nie czytałem zbyt wiele Iron Fista, Luke’a Cage’a czy Jessiki Jones, przez co oceniałem te produkcje przez pryzmat jakości, o tyle tutaj wymagałem naprawdę czegoś więcej, gdyż głównego bohatera zdążyłem już nieco poznać. Zwłaszcza po świetnych albumach Punisher MAX, które były napakowane brutalnością, wulgarnością, zimną i szarą rzeczywistością. Tutaj tego nie ma. Jest dużo gadania, dużo różnych związków między ludźmi, a zabrakło soczystego, znanego z komiksów, mięska. Pomimo tego, oglądało się to w miarę dobrze, ale ja oczekiwałem fajerwerków!

ehoznuh

Netflix miał po pierwszym sezonie olbrzymi kredyt zaufania, który postanowili przejeść, a powinni byli go zainwestować… Stworzyli postać z krwi i kości, która zamiast stać się maszyną do zabijania, została po prostu wkurzonym gościem ze spluwami i czachą na piersi. John Wick był bardziej wkurzony po utracie psa… Z Arrowverse pożegnałem się już jakiś czas temu i nigdy bym nie przypuszczał, że równie lekko pożegnam się z ekranizacjami komiksów Marvela na Netfliksie (choć Daredevila żal).

Cała nadzieja w Disneyu!

/Rafał Białek

OCENA: 5/10

the-punisher-season-2-release-date-on-netflix-cast-trailer-poster-and-more

2 uwagi do wpisu “Może i Frank, ale czy Castle? [recenzja: The Punisher, sezon 2]

  1. Osoba pisząca zapomniała o najważniejszych dwóch rzeczach tak wyróżniających Franka… pierwsza trup mu nie obcy, drugi sarkazm, cynizm, czarny humor. Tym się mocno wyróżnia komiks od reszty superbohaterów, że Puni dostaje po dupie, krwawi, ma złamania, ale i przeciwnicy jego giną na prawdę, a nie tylko zamykani w Asylum czy czymś podobnym, oraz że lubi sieknąć dobrym tekstem coś jak Brudny Harry. I ciągle nikt nigdzie nie wspomina o dzienniku wojennym Punishera 😛 robiło to klimat, ale i miało swoje czarno humorystyczne akcje.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s