Dojrzewanie nie jest łatwe [recenzja: Invincible, tom 2]

W POPRZEDNIM ODCINKU: Recenzja Invincible tom 1

Kiedy ponad dwa miesiące temu, zasiadałem do pierwszego tomu Invincible, autorstwa Roberta Kirkmana, była to dla mnie dość spora niewiadoma. Poza wieloma pozytywnymi opiniami na temat tego komiksu, nie wiedziałem o nim praktycznie nic. Lektura tegoż wchłonęła mnie całkowicie, gdyż stanowi on mieszkankę opowieści graficznej o superbohaterach, wymieszanej ze sporą dozą humoru, jak również z problemami dnia codziennego.

in2_2

W drugim tomie mamy naturalną kontynuację wydarzeń z pierwszej odsłony. Akcja nieco leniwie idzie do przodu, jak zwykle skupiając się nie tylko na walce z superłotrami, ale także na prozie życia. Tutaj wesoło nie jest. Zarówno Invincible jak i jego matka mierzą się z konsekwencjami wydarzeń z poprzedniego albumu. Kirkman pokazuje, jak wielki potencjał ma ta seria i jak niewiele potrzeba, by komiks o superbohaterach nabrał większej głębi. Odnoszę wrażenie, że samo posiadanie supermocy i pranie po mordach różnych zakapiorów, stanowi jedynie tło do opowieści o egzystencji. Autor ukazuje nam ludzi z krwi i kości, którzy na swój sposób, indywidualnie, radzą sobie z problemami.

feat

Jakby tego było mało, Invincible zaczyna tracić kontrolę nad swoim życiem uczuciowym. Trudno być jednocześnie kochającym chłopakiem i obrońcą ludzkości. Zwłaszcza, że pager z wezwaniami od agencji rządowej, zgłaszający kolejne niebezpieczeństwa, odzywa się częściej niż moja teściowa, a to nie lada wyczyn. Trudno wytłumaczyć to swoje ciągłe znikanie, jak tylko coś zabrzęczy, a wybranka serca zaczyna snuć na ten temat swoje teorie. Droga do katastrofy nigdy nie była prostsza.

in2_1.jpg

Na szczęście nie brak w drugim tomie wielu walk, eksplozji i całej rzeszy superbohaterów i superłotrów. Kirkman kontynuuje swoją satyrę na komiksy o herosach, tworząc parodię znanych ikon gatunku, a jednocześnie pokazuje ciekawe spojrzenie na, znane z wielu komiksów, pojęcie multiwersum. Przy okazji bardzo fajnie tworzy głównego łotra, powoli, odkrywając przed czytelnikiem kolejne części jego historii i motywacji.

Zobacz także: TOP 10 – Najlepsze gry 2018

Drugi tom Invincible z całą pewnością trzyma poziom. O ile pierwsza odsłona serii opowiadała historię o powstaniu bohatera, ta przedstawia jego dojrzewanie, ewolucję: mniej pięści, więcej pomyślunku i odpowiedzialności. Autor nadal zaskakuje, a Ryan Ottley fantastycznie się w tym odnajduje jako rysownik. Poza przygodami Marka, w albumie odnajdziemy wiele szkiców, rysunków, a także 5 historii z kategorii „origins”, opowiadających o innych bohaterach tego uniwersum, co jest miłym dodatkiem do całości.

/Rafał Białek

OCENA: 8/10

Egzemplarz komiksu dostarczyło wydawnictwo Egmont.

okladka

 

Wydanie: 2018

Seria/cykl: INVINCIBLE

Scenarzysta: Robert Kirkman

Ilustrator:  Ryan Ottley

Typ oprawy: twarda

Liczba stron: 352

Data premiery: 05.12.2018

Jedna uwaga do wpisu “Dojrzewanie nie jest łatwe [recenzja: Invincible, tom 2]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s