Czy wiesz że… The Prodigy!

4 marca 2019 do krainy wiecznych łowów odszedł Keith Flint. Wieloletni członek The Prodigy, tancerz i wokalista tego zespołu. Najbardziej charakterystyczna postać w tercecie, choć nie mająca, wbrew powszechnemu mniemaniu, większego wpływu na tworzoną przez nich muzykę.

9d07bd39582a4bb26afc31b74728f4eb

A jednak, śmierć charyzmatycznego punka będzie dziurą, którą trudno będzie wypełnić, zarówno w zespole jak i w sercach fanów. Urodzony 17 września 1969 w Wielkiej Brytanii, miłośnik polowań, zapalony motocyklista, kochający psy, prowadził niezwykle barwne życie, pełne wzlotów i upadków i choć w wywiadach mówił o swojej destrukcyjnej osobowości, od wielu lat był czysty. Dzięki pomocy producenta wygrał walkę z alkoholem i narkotykami, co stanowiło dla mnie niemałe zaskoczenie, zważywszy na tryb życia muzyków i miłość do imprez.

Początki zespołu datuje się na lata 1989-1990, kiedy mózg The Prodigy, Liam Howlett, spotkał Keitha Flinta na imprezie rave. Dołączyli do nich klawiszowiec Leeroy Thornhill oraz MC Maxim, odpowiedzialny za wokale i beatbox.

Wielka Brytania zawsze stanowiła solidny ośrodek potencjału muzycznego. Jeżeli The Prodigy mieli się gdzieś narodzić, to właśnie tam. Nigdzie indziej. W mojej ocenie, zespół podążył podobną drogą, co brytyjscy giganci z Depeche Mode: na początku grali solidną, choć oklepaną muzykę, by z czasem nabrać własnego, oryginalnego stylu i bawić się konwencją. Lata 90 przyniosły im sławę na scenie rave / dance. Z czasem jednak ich muzyka zaczęła wymykać się schematom i stała się trudna do zaszufladkowania. Wesołe, taneczne rytmy potrafiły przeplatać się z podszytym mrokiem beatem. Być może właśnie dzięki temu zaistnieli w kręgu zainteresowań ludzi o odmiennych gustach muzycznych. Do słuchania The Prodigy przyznawali się nie tylko miłośnicy muzyki elektronicznej, ale również metalheadzi czy punkowcy.

Zobacz także: TOP 10 Najbardziej oczekiwane filmy 2019

Żeby zrozumieć o czym piszę, proponuję dokonać przeglądu singli z dwóch kolejnych albumów. Żwawy krążek Music for the Jilted Generation to mocno imprezowa muzyka, z hitami pokroju Voodoo People, No Good (Start the Dance) i Poison. Z kolei na The Fat of the Land już na samym początku dostajemy w mojej opinii najlepszy ich utwór, Smack My Bitch Up, o którym trudno powiedzieć, że jest wesołym i tanecznym kawałkiem, by chwilę później zderzyć się z mrocznym Breathe. Oba single zostały okraszone zapadającymi w pamięć teledyskami. Od tej pory zespół kroczył nieprzebytymi ścieżkami, a ich albumy stały się nieprzewidywalne. Jako ciekawostkę związaną z tą płytą dodam, iż Firestarter miał być z początku utworem instrumentalnym. Keith po odsłuchaniu utworu, stwierdził jednak, że czegoś mu brakuje. Na szczęście.

Członkowie zespołu nie przepadają, choć to może zbyt łagodnie powiedziane, za girlsbandami i boysbandami, nazywając je „nienaturalnymi” (jak wspomnieli o Boyzone), bądź „śpiewaczkami kabaretowymi” (a tutaj o Spice Girls). Przyznają się za to do sympatii względem Beastie Boys, mimo że mieli z nimi trochę na pieńku. Ci ostatni nie chcieli, żeby na Reading Festival w 1998 The Prodigy zagrali Smack My Bitch Up, uznając utwór za zbyt obraźliwy. Cóż, zapowiadając ten utwór ze sceny, Maxim powiedział, że zrobi co mu się podoba. Na szczęście dla obu wielkich zespołów, nie było żadnej nienawiści między nimi, a nawet doszło do współpracy i Liam mógł używać sampli amerykanów na swoim mix albumie Dirtchamber Sessions.

Zobacz także: TOP 10 Filmy które nigdy się nie nudzą 

Uniwersalizm ich muzyki spowodował szeroką współpracę i dzielenie sceny z wieloma słynnymi muzykami. O ile występy z Chemical Brothers czy Moby nie dziwią, o tyle granie wraz z Dog Eat Dog, Rage Against The Machine czy Sepulturą brzmi dziwnie. Niemniej to dowodzi, jak bardzo ich twórczość łączy fanów różnych odmian.

The Prodigy słyną również z zapadających w pamięć teledysków. Tutaj w zasadzie wystarczy odpalić YouTube i lecieć po kolei. Niemniej w tym miejscu chciałbym polecić efekt ich współpracy z australijskim Pendulum, a konkretnie remix wielkiego hitu, Voodoo People.

Wspomniane Pendulum współpracowało z Howlettem, który był producentem jednej z ich piosenek z albumu Immersion. Sam Liam ma na koncie również współpracę z zespołem Dirt Candy. Z kolei Maximowi zdarzało się pracować m.in. ze Skin, wokalistką Skunk Anansie (kiedyś miałem niezłą wkrętę na twórczość Maxima, koniecznie sprawdźcie jego albumy! – dop. Konia Naczelnego), czy znanym ze Sneaker Pimps Chrisem Cornerem. Zmarły niedawno Keith również próbował swoich sił w innych projektach, ale oficjalnie nie wydał żadnego albumu (choć wyszło promo, zawierające kilkanaście numerów). Szkoda, zwłaszcza że w tworzeniu wspomagał go gitarzysta Pitchshiftera, Jim Davies. Flint może za to pochwalić się znajomością z Marilyn Mansonem, zawiązaną nad butelką absyntu przy dźwiękach zremiksowanego hitu mOBSCENE, w którym członek The Prodigy podłożył swoje wokale. Jako zespół, The Prodigy kooperowali chociażby z Davem Grohlem (Nirvana, Foo Fighters), który zagrał na bębnach w utworze Run with the Wolves.

 

Ich utwory doceniali producenci filmów i gier. Matrix, Spawn, Hackers, Szybcy i wściekli, Wipeout, Need for Speed, Colin McRae: Dirt 2. To tylko kilka tytułów, w których pojawiły się dzieła The Prodigy.

Zobacz także: Wipeout – seria gier dla fanów muzyki The Prodigy

Trudno sobie wyobrazić jakby wyglądała dzisiejsza muzyka bez The Prodigy i ich wpływów. Inspirowali wielu muzyków, a echa ich twórczości pobrzmiewają na wielu płytach i w wielu utworach. Gdyby nie oni, prawdopodobnie nie byłoby Pendulum, Malakwy, The Qemists i wielu innych zespołów eksperymentujących z elektroniką, z pogranicza industrialu, EBM, a nawet PsyTrance. Nie byłoby The Prodigy bez Keitha Flinta. To on namówił Liama do założenia zespołu, z tancerza przerodził się we frontmana, a z czasem stał się twarzą projektu. Pozostało mi tylko żałować, że nigdy nie wybrałem się na ich koncert na żywo, a okazji było wiele. Mam nauczkę na przyszłość…

/Rafał Białek

P.S. Jako bonus dorzucam kilka klipów zespołów, grających podobnie, bądź inspirujących się twórczością The Prodigy. Mam nadzieję, że każdy fan kapeli znajdzie coś ciekawego spośród nich.

MALAKWA

 

THE QEMISTS

 

PENDULUM

 

TRANSMITTER

 

HADOUKEN

 

PROTAFIELD

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Czy wiesz że… The Prodigy!

  1. Ty Stary Koniu! Fajny tekst, odczucia te same, nawet ten sam żal że nie poszedłem na koncert jak byli u nas w kraju. Na szczęście pozostają płyty oraz single które mają sporo fajnych nut.
    Dzięki, pozdrawiam, Maciek

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s