To: Rozdział 2 (RECENZJA)

Sequele mają to do siebie, że po pierwsze zawsze muszą mieć wszystkiego więcej, a po drugie zazwyczaj są gorsze. „To: Rozdział 2” jako tako nie jest klasycznym sequelem, gdyż w rzeczywistości razem z częścią pierwszą tworzą jedną całość. Nie zmienia to faktu, iż opis z pierwszego zdania nadal idealnie pasuje do tego filmu…

Tak, kontynuacja jest moim zdaniem słabsza, aczkolwiek nie jestem tym jakoś bardzo zdziwiony. Film musiał konkurować z niesamowicie udaną adaptacją sprzed dwóch lat, która idealnie wstrzeliła się w panującą modę na sentyment do lat 80-tych. W związku z tym, iż „Rozdział 2” dzieje się 27 lat później, trudno już mówić o nostalgii, więc jeden mocny element odpada. I niestety nie udało się go zastąpić niczym innym.

To, co sprawdziło się już w jedynce, nadal idealnie działa w dwójce – aktorzy to strzał w dziesiątkę (jest nawet cameo samego Stephena Kinga). Każdy dorosły odpowiednik został świetnie dobrany i nie mam tutaj żadnych zastrzeżeń. Może nie błyszczą jakoś szczególnie (poza Billem Haderem, który jako jedyny wyróżnia się bardzo pozytywnie), jak ich młodsi koledzy dwa lata temu, ale to nadal zgraja frajerów, która po prostu trochę podrosła. Oczywiście nie zapomniano o młodej ekipie, gdyż akurat ta część filmu jest prowadzona bardzo podobnie do książki, czyli teraźniejszość wymieszana jest sporą dawką retrospekcji. I tutaj tkwi też jeden z problemów filmu. Młodzi aktorzy oczywiście sporo dorośli od ostatniej części, więc by nadal mogli zagrać, trzeba ich było komputerowo odmłodzić – i to niestety momentami widać aż nazbyt.

Generalnie efekty specjalne bywały problematyczne. W dobie CGI coraz mniej wykorzystuje się efektów praktycznych, a ingerencję komputera naprawdę ciężko zakamuflować, o ile nie ma się potężnego budżetu (a nawet wtedy różnie z tym bywa). Szczególnie horrory mocno na tym cierpią, co było widać na przykładzie „Rozdziału 2”, który aż kipiał od komputerowych efektów na każdym kroku – raz wyszło to lepiej, raz gorzej, ale ogólnie miałem trochę przesytu CGI.

Reżyser Andres Muschietti chciał stworzyć niezwykle epickie zwieńczenie historii i zaserwował nam prawie trzygodzinny seans. Zazwyczaj lubię długie filmy, szczególnie jeśli wymaga tego historia. Sęk w tym, że nie w tym przypadku. Często miałem wrażenie, że sceny były sztucznie wydłużane. Niestety traciła na tym dynamika filmu, który zwyczajnie się wlókł. Zabrzmi to dziwnie, ale „To: Rozdział 2” to taki „Avengers: Endgame” – mamy sporo retrospekcji („cofanie się w czasie”), mamy zbieranie artefaktów („szukanie kamieni”), a wszystko zwieńczone jest epicką bitwą. Pamiętajmy jednak, że „To” jest horrorem, a nie kinem akcji, więc utrzymanie napięcia i strachu w tak długim filmie grozy jest niezwykle trudne. Tutaj się nie udało…

it2penny

Ale o ile większość powyższych wad jakoś można było przeżyć, pogodzić się z nimi, zaakceptować, tak dla mnie ten film położył humor. Zaraz, zaraz, ale sporo humoru było przecież w poprzedniej części, a to jedna z moich ulubionych adaptacji Kinga? Owszem, tam był humor wynikający z relacji między młodocianymi bohaterami. Frajerzy docinali sobie, było wesoło, ale gdy dochodziło do przerażających wydarzeń, tak też właśnie było. Za to co innego dostajemy w kontynuacji. Nadal jest luzacko między ekipą (mimo że zostali wezwani z powodu koszmaru ich dzieciństwa), fajnie się to ogląda, często nawet się śmiałem, lecz po co humor w scenach, które z definicji miały być straszne? Po co bohaterowie co chwilę rzucali głupkowatymi tekstami, albo zachowywali się jak bohaterowie komedii, gdy dochodziło do konfrontacji z ich strachami lub samym Pennywisem? To totalnie rozładowywało napięcie, wybijało z rytmu i psuło odbiór filmu. O ile humor był tylko dodatkowym elementem w jedynce, tak tutaj jest elementem stałym. W kategorii na IMDb obok „horroru” powinni dodać „komedia”…

„To: Rozdział 2” rozczarował mnie. Przydługi komedio-horror, który miewa mocne momenty, ale jest ich trochę za mało na tle całości. Film próbuje być wszystkim, a przez to jest niczym. Twórcy najwyraźniej zachłysnęli się niespodziewanym sukcesem poprzednika i zechcieli dogodzić dosłownie każdemu, by móc jeszcze mocniej zawalczyć w box office. I zapewne im się to uda, gdyż ta część to taki lekki letni blockbuster z elementami horroru, dużą dawką rozrywki i epicką historią. Drogi widzu, jeśli to ci odpowiada, będziesz bawił się świetnie. Jeśli jednak liczyłeś na klimatyczne zwieńczenie, nie tędy droga…

Ocena: 6/10

/Ireneusz Podsobiński

it_chapter_two_ver4_xlg.jpg

Reklamy