Najbardziej irytujące postacie w serialach: Część druga

Poprzednio: Najbardziej irytujące postacie w serialach: Część pierwsza.

Kiedy pod koniec maja robiłem pierwsze zestawienie, dotyczące wyłącznie kobiet, miałem już kilka typów do kolejnego tekstu. Tym razem o mężczyznach, gdyż bycie irytującym, to nie jest wszak domena płci pięknej. Mam nadzieję, że po przeczytaniu poniższego tekstu, zgodzicie się ze mną co do oceny tychże postaci.

Zobacz także: TOP 10: Najlepsze adaptacje prozy Stephena Kinga

Arrowverse to już klasyka. Czytelnicy bloga znają mój stosunek do produkcji CW i choćbym nie wiem jak mocno się starał, nie mogę pominąć Captain Colda w moim rankingu. To nawet nie jest to, że nie lubię aktora czy postaci, choć znam ją jedynie pobieżnie. Maniera wokalna, jaką przyjął odtwórca roli, Wentworth Miller, odrzuca mnie całkowicie. Postać była irytująca do tego stopnia, że aż mnie świerzbiło, by wcisnąć przycisk mute na pilocie do telewizora. Do tego ten irytujący uśmieszek, nie pasujący w ogóle do arcyłotra. Wyglądał raczej na grymas aktora filmów dla dorosłych tuż przed akcją. Konkurencja jak na to uniwersum duża, ale to Cold był jednym z powodów, dla których rzuciłem Legends of Tomorrow w przysłowiowy piździec.

fla203b0407b

Jednym z seriali idealnie wpasowujących się w boom na produkcje telewizyjne, był świetny Lost. Choć fabuła w pewnym momencie stała się zakręcona jak spirala DNA, twórcom udało się jakoś sensownie wybrnąć i spiąć całość spójnym zakończeniem. Jednego nie mogę im jednak wybaczyć: Jacka. Podobno postać ta miała zginąć na początku serialu, ale wszystko tak zagrało, że zamiast wąchać kwiatki od spodu, bohater stał się liderem grupy. I zbawcą świata jednocześnie. A przecież gościu podejmował decyzje trafne jak politycy. Arogancki, nieogarnięty, niezdecydowany, miotający się pomiędzy rozbitkami niczym pijany bosman między majtkami. Dożycie przez niego finału odbieram w kategorii cudu. A jednak. Najbardziej irytujący facet w serialu okazuje się być najważniejszym. Na szczęście w produkcji wystąpiło wielu fajnych aktorów, tworzących udane kreacje, więc jeden Jack zbyt dużo szkód nie narobił.

maxresdefault

Bloodlines, to bardzo fajny serial, który można obejrzeć na Netfliksie. Opowiada o żyjącej na Florydzie rodzinie Rayburnów, zmagającej z konsekwencjami pewnej decyzji. Dramat oglądało się bardzo przyjemnie, twórcy mieli dobry pomysł i dobrali świetnych aktorów. Zdaję sobie sprawę, że gdyby wycięto jedną postać, to nie byłoby to samo, wszystko to rozumiem, a jednak gdy tylko na ekranie pojawiał się Kevin wiedziałem, że będzie żenująco. Typ jest kompletnie bez filmu, nie trawię w nim niemal wszystkiego. Z wielkim zdziwieniem obserwowałem kolejne jego pomysły i bez zaskoczenia przyjmowałem wynikające z nich wpadki i porażki. Wydaje mi się, że niektóre jego cechy zostały aż zbyt mocno przerysowane, gdyż dostaliśmy żywy przykład, jak może wyglądać osławiony memami Florida Man.

mv5bmtk1oda5oty5of5bml5banbnxkftztgwntqzmza1mji40._v1_

Na miłość życia można czekać niezwykle długo. Ale można również zakochać się od pierwszego wejrzenia. I gdyby ta druga opcja przyświecała twórcom How I Met Your Mother, być może serial skończyłby się szybciej, kiedy jeszcze był zabawny. Niestety, im dalej w las, tym więcej butelek. Z każdym kolejnym sezonem było coraz mniej śmiesznie i coraz bardziej żenująco. Dacie wiarę, że skończyłem oglądać tę produkcję jakoś w połowie 8 sezonu? Nie wytrzymałem. Główny bohater i jednocześnie narrator, Ted Mosby, stał się tak irytujący i tak niemożliwy, iż dalsze przesiadywanie z tą ekipą groziło rozstrojem jelit. Ale wróćmy do mojego ulubieńca: pretensjonalny, wiecznie użalający się nad sobą, popełniający te same błędy, mało zabawny, do tego niekoniecznie jest wzorem do naśladowania, jeżeli chodzi o traktowanie kobiet. Tak, ten Pan jest powodem, dla którego dwoje młodych ludzi przez 9 sezonów musi wysłuchiwać historii kolejnych nieudanych podbojów miłosnych i żałosnych zachowań.

Czy to nie podlega pod paragraf?

HOW I MET YOUR MOTHER

Zanim przejdę do ostatniej postaci, honorowe wzmianki: Howard Wolowitz (ten wiecznie sztuczny gościu z The Big Bang Theory, silący się na nieśmieszne teksty, który jakimś cudem poderwał ładną kobietę), Joe West (pan detektyw cierpiętnik z The Flash), Rick Grimes (szeryf i jeden z głównych bohaterów The Walking Dead, któremu nie powierzyłbym liderowania straży sąsiedzkiej u mnie na wsi), Cam Tucker (ciepła klucha z Modern Family).

Zobacz także: Fotorelacja z MCM London Comic Con (May 2019)

Michael Scott. Kojarzycie The Office? Nawet, jak nie oglądaliście, to musicie znać człowieka z memów czy gifów, wklejanych w komentarzach. Tak mocno irytującego szefa, silącego się na nieśmieszne (a przede wszystkim żałosne!) dowcipy, nie życzę żadnemu z was. 4 sezony serialu i nie dałem rady, choć duża w tym zasługa również postaci wiecznego dupoliza, Andy’ego. Postać jest tak kompletnie niedorzeczna, że głowa boli. Niemożliwe, żeby zapracował sobie na tę pozycję w firmie, nie przy tym potencjale intelektualnym, a w zasadzie jego braku. Nie byłby w stanie rozśmieszyć mojej babci, a ta śmieje się, jak ktoś na grabki nadepnie i sobie głupi ryj rozwali. Nie przeczę, jest coś w tej produkcji, że zabrnąłem aż tak daleko, ale co za dużo, to niezdrowo. Dziękuję, dobranoc.

michael

Jak zwykle, proszę was w komentarza o swoje typy najbardziej irytujących postaci męskich. Ciekaw jestem, ile z nich było na mojej pierwotnej liście, a może o kimś zapomniałem?

/Rafał Białek

Reklamy