Joker (RECENZJA)

Warner Bros. w kwestii DC ma to do siebie, że decydenci chcą stworzyć uniwersum na wzór MCU, aczkolwiek ich pomysły bardzo często charakteryzują się totalnym brakiem spójności i ogólnym chaosem. Nie inaczej było w przypadku zapowiedzianego swego czasu solowego filmu o postaci Jokera, gdy… mieliśmy już nowego Jokera w DCEU (czy udanego to inna sprawa). I ja kręciłem nosem, że po co, dlaczego, czy naprawdę tak trudno trzymać się jednego? Po seansie stwierdzam, iż pal licho z uniwersum – jak mają powstawać tak dobre solowe projekty, to jestem za!

Zobacz także: Avengers Endgame – recenzja SPOILERowa

Zatem nasuwa się pytanie, czy naprawdę była nam potrzebna kolejna origin story Jokera? Gdyby twórcy postanowili nakręcić standardowy super hero movie, zdecydowanie nie. Jednakże reżyser Todd Phillips postanowił podejść do tematu od innej strony. I chwała mu za to, gdyż po cichu liczę, że narodzi się nowy trend na super villain movies, ale w formie dramatów / thrillerów, zgłębiających psychikę złoczyńców.

„Joker” to bez wątpienia ciężki film. Gdyby nie znajoma główna postać, można by to wziąć za kolejny psychologiczny dramat o upadku człowieka. A tak dostajemy studium powstania jednego z najbardziej ikonicznych przeciwników Batmana. I wiecie co, chciałbym, by wszedł on do kanonu DCEU – wbrew pozorom obecność postaci granej przez Jareda Leto w niczym nie przeszkadza (obejrzycie to zrozumiecie). Niestety z drugiej strony tonacja filmu w ogóle nie współgra z dotychczasowymi produkcjami, ale skoro jeden eksperyment się udał, to co stoi na przeszkodzie, by spróbować ponownie (może wspólny film Phoenixa z Pattinsonem)? Jeśli martwi was osoba reżysera (znanego z serii „Kac Vegas”), możecie spać spokojnie. Ten film nie jest komedią. Elementy humorystyczne są w znikomej ilości, a gdy już się pojawiają, budzą raczej niepokój i sprawiają, że człowiek czuje się bardziej niekomfortowo niż wesoło.

Zobacz także: Wydział 7 – POLSKIE ARCHIWUM X?

Historia Arthura Flecka jest na wskroś depresyjna, przez co widz mimowolnie zaczyna mu kibicować. Sęk w tym, iż gdy tylko zaczyna się budzić jego drugie oblicze, czujemy wyrzuty. Rozumiem zatem zarzuty niektórych krytyków, ale nie rozumiem już obniżania oceny za to. Jasne, osobiste odczucia i podejście do tematu mogą być w przypadku tej produkcji skrajnie różne, aczkolwiek nie zmienia to faktu, że film sam w sobie to majstersztyk. „Joker” to precyzyjnie naoliwiona maszyna, w której każdy element znajduje się dokładnie tam, gdzie powinien. Fabuła się nie śpieszy i daje czas na rozwój postaci. I jest to w zasadzie jedyny mój minus, gdyż pierwsza połowa potrafi momentami się trochę wlec. Z drugiej strony jestem przekonany, że do kolejnego seansu podejdę już całkiem inaczej, ponieważ na pierwszym cały czas przebierałem nóżkami, by w końcu zobaczyć Jokera w pełnej krasie 😉. Dalej mamy ponure zdjęcia, idealnie oddające depresyjny stan postaci. Na spółę z perfekcyjnie dobraną muzyką tworzą gęsty klimat niepokoju i zagrożenia – przez cały seans czujemy, że coś wisi w powietrzu.

joker in article

Największą gwiazdą filmu jest oczywiście Joaquin Phoenix. Aktor dał z siebie maksimum i podobnie jak swego czasu Heath Ledger stał się Jokerem. Wszystko u niego zagrało wręcz perfekcyjnie. Począwszy od źródła śmiechu, poprzez budowę ciała, tło psychologiczne, a na katalizatorach kończąc. Jest takie ujęcie, gdy aktor ostatecznie przywdziewa strój Jokera wraz z pomalowaną twarzą i idzie korytarzem paląc papierosa – gwarantuję, że ta scena przejdzie do historii kina (na samo wspomnienie mam ciarki na plecach), gdyż w tym jednym momencie wszystko doskonale się zgrywa i widzimy tego diabolicznego Jokera, którego kochają fani DC.

Zobacz także: TOP 10 – Zaskakujące filmy (!)

Tak do końca nie wiedziałem, czego spodziewać się po tym seansie. Zdawałem sobie sprawę, że to będzie bardziej artystyczna produkcja, dlatego też trochę obawiałem się, czy postać komiksowa się tutaj dobrze odnajdzie. Muszę jednak przyznać, iż Todd Phillips pokazał talent do kina dramatycznego i zaserwował na film najwyższych lotów. „Joker” zachwyca, przeraża i zasmuca. Wyczuwam nosem co najmniej sześć nominacji do Oskara – aktor, reżyseria, film, scenariusz, zdjęcia, muzyka. A Phoenix powinien być laureatem murowanym. Koniec, kropka.

/Ireneusz Podsobiński

Ocena: 9/10

joker poster.jpg

Reklamy