Superman: Niewidzialna Mafia. Tom 1 (RECENZJA)

Wielkie miałem oczekiwania po rozpoczętym niedawno w Polsce Supermanie Bendisa. Jeden z moich ulubionych superbohaterów, świetny scenarzysta, dobry tom wprowadzający do serii. Brian miał w ręku wszystkie atuty, a ja nareszcie mogę zakrzyknąć „Sprawdzam!”, gdyż trafił do mnie pierwszy tom nowego cyklu o Kal-Elu.

Zobacz także: Superman: Człowiek ze stali (RECENZJA)

Sprawa podpaleń, która wydawała mi się intrygująca i mająca potencjał, rozwinęła się początkowo w dobrym kierunku. Okazuje się, że łączy się z tym pewna tajemnicza, podziemna organizacja, obserwująca każdy ruch Supermana. Przezorność to ich hasło przewodnie, zatem zwracają uwagę na to, żeby nigdy nie padły żadne istotne słowa z ich ust, gdyż jak wiadomo nasz bohater ma super słuch. Mało tego – kluczowe decyzje zapadają w zbiorniku z ołowiu, a tego super wzrok nie przeniknie. Ludzie ci współpracują z Red Cloud, łotrem o niezwykłych zdolnościach. I kiedy w duchu liczyłem na ciekawe rozwinięcie wątku, zawiodłem się. Pojedynki tytułowego bohatera z antagonistą po prostu się odbyły i tyle. Nic zapadającego w pamięć. Do tego odkrycie tożsamości złoczyńcy nie było żadnym wielkim zaskoczeniem. Szkoda zmarnowanych możliwości…

IMG_6355.jpg

Po raz kolejny Bendis daje ciała z wątkiem Lois i rodziny Kentów w ogóle. Jej motyw nie przekonuje mnie i jest mocno naiwny. Innymi słowy, mamy powtórkę błędów z poprzedniego albumu. Niechże autor wyśle ją na jakieś zadupie w poszukiwaniu wartego Pulitzera reportażu i nie marnuje naszego czasu na tak słabe treści. Serio, szkoda tuszu.

Zobacz także: Children of Morta (RECENZJA)

Pierwszy tom wypada niezwykle przeciętnie. Pochwalić go mogę za dobry pomysł rozpoczynania nowych rozdziałów: kadrami z komputerów w Daily Planet. Fajnie jest zobaczyć miejsca pracy osób pojawiających się na kolejnych stronach, ale poza tym jest to zwyczajnie poprawny komiks, bez fajerwerków, ze zmarnowanym wg mnie potencjałem. Owszem, warto go przeczytać, choćby po to, żeby zobaczyć jaki pomysł na Supermana (i Clarka Kenta, gdyż jego wątek płynie własnym nurtem) ma Brian Michael Bendis. Ponadto nadal tli się płomień szansy, że w kolejnych albumach będzie lepiej. W końcu scenarzysta ma na swoim koncie wiele udanych komiksów – oby ten run nie był odcinaniem kuponów. Nawet rysownicy tego albumu wypadli bardzo średnio… Komiks jest nudnawy i przegadany, a wizyty innych superbohaterów niewiele poprawiają sytuację.

/Rafał Białek

OCENA: 5.5/10

Egzemplarz komiksu dostarczyło wydawnictwo Egmont.

20040736o

 

 

Okładka: miękka
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Ryan Sook, Patrick Gleason, Yanick Paquette
Tłumaczenie: Jakub Syty

Gatunek: superhero
Ilość stron: 156
Data wydania: 23.10.2019