Najczarniejsza noc (RECENZJA)

Co wyjdzie z połączenia utalentowanego scenarzysty Geoffa Jonesa ze świetnym rysownikiem Ivanem Reisem, znakomitą i długofalową koncepcją, oraz całą masą bohaterów w różnych rolach i odmianach?

Najczarniejsza Noc to olbrzymie wydarzenie w świecie DC. Kulminacja znakomitej pracy, jaką wspomniany wcześniej twórca rozpoczął pod koniec roku 2004. 5 lat zabrało mu doprowadzenie Uniwersum DC do tego miejsca, a ja mogę jedynie wyrazić olbrzymie ubolewanie, że w planach polskiego wydawcy zabrakło miejsca na Green Lantern: Rebirth oraz Green Lantern: Sinestro Corps War. Jeżeli chodzi o Zielone Latarnie, polski czytelnik nie był rozpieszczany i niekoniecznie orientuje się w niuansach tych wszystkich różnokolorowych oddziałów. To sprawia, że już na starcie można czuć się zagubionym.

Gallery_blckstnight_10th_omnib_5c_5ceed5e719f8a7.62410915

 

Mi było o wiele łatwiej. Znałem wspomniane wyżej historie, dlatego z biegu mogłem cieszyć się lekturą, liczącego 304 strony, komiksu. Prawda jest taka, że jak zacząłem czytać, nie mogłem się oderwać od lektury. Oto w sektorze 666, w miejscu spoczynku Anti-Monitora, pojawiła się czarna latarnia. Tkwiła ona tam przez jakiś czas, aż Black Hand nie wprawił jej w ruch, wykopując czaszkę Bruce’a Wayne’a. W tym momencie setki tysięcy czarnych pierścieni wyfrunęło ze wspomnianego obiektu w przestrzeń, „ożywiając” umarłych i napełniając ich mocą i pragnieniem unicestwienia życia. Na pierwszy cel obrali sobie Ziemię.

Zobacz także: BATMAN – PRZEKLĘTY

Już od pierwszych stron komiksu mamy całą masę akcji, pojedynków, dramatów i odkrywania sekretów. Jest tego na tyle dużo, że powinno udać się zadowolić najbardziej wybrednego czytelnika, a ja nie mogę nic więcej napisać, nie zdradzając fabuły. To jak z łączeniem kropek, gdzie każda kolejna prowadzi nas do całego obrazu. Nawet rzeczy z pozoru nieistotne mają tutaj znaczenie, a zasięg całego wydarzenia jest kosmiczny. Nareszcie my, polscy czytelnicy, możemy dowiedzieć się więcej o pierścieniach innych kolorów i o tym, co stanowi o ich sile. Dodatkowo poznajemy historię stworzenia czarnej latarni i jej działanie.

Greatest-Green-Lanterns

 

Event na skalę universum wyszedł naprawdę bardzo dobrze. Czapki z głów dla pana Jonesa za to, że przez tyle lat budował spójną narrację i koncepcję, mającą tak przemyślany finał. Tutaj pasowało mi w zasadzie wszystko, nawet obdarowanie kilku ziemskich postaci pierścieniami różnych kolorów, co z początku wydawało mi się być nieco na siłę. Rysunki Ivana Reisa są świetne, w pełni oddają dynamikę i dramatyzm. Można mieć tylko żal do wydawcy, że nie wydał komiksów poprzedzających Najczarniejszą Noc, gdyż zarówno Rebirth jak i Sinestro Corps Wars polecam równie gorąco. Tom zawiera oczywiście masę dodatków, do których Egmont zdążył nas przyzwyczaić, a które stanowią miłą wartość dodaną. Mamy galerię okładek alternatywnych, komentarze autorskie, wstęp, posłowie, a nawet usunięte sceny. Naprawdę warto im poświęcić kilka dodatkowych minut. Zaś sam komiks zwyczajnie trzeba mieć na półce i wracać do niego raz na jakiś czas, zwłaszcza że jest bardzo fajnie wydany i na czarnej, twardej okładce jest ładna obwoluta.

/Rafał Białek

OCENA: 9.5/10

Egzemplarz komiksu dostarczyło wydawnictwo Egmont.

21223453o

 

Okładka: twarda z obwolutą
Scenariusz: Geoff Jones
Rysunki: Ivan Reis
Tłumaczenie: Marek Starosta

Gatunek: superhero
Ilość stron: 304
Data wydania: 20.11.2019