Stwory z Obory (RECENZJA)

Stwory z Obory to polska gra karciana, która często bywa porównywana do niesławnego Munchkina. A tej ostatniej gry nie znoszę. Kiedyś, na początku przygody, była zabawna, ale wraz z kolejnymi partiami zaczęła się ciągnąć i nudzić jak flaki z olejem. Czy rodzima produkcja rzeczywiście czerpie inspirację ze znienawidzonej karcianki? Musiałem się przekonać.

Zobacz także: BOSS MONSTER!

Niewielkie pudełko skrywa w sobie ponad 100 kart, drugie tyle żetonów oraz kostkę do gry k6. A także instrukcję, niezbyt dużą, ale w końcu sama gra jest prosta. I tutaj pierwszy plus: niski próg wejścia. W zasadzie wystarczy raz przeczytać rzeczoną książeczkę, aby bez problemu rozegrać pierwszą partię. Tłumaczenie zasad też jest banalne – w mig grę pojmą ludzie, którzy na co dzień niekoniecznie bawią się w karcianki bądź planszówki.

IMG_7851
Moja ręka nie daje mi na razie zbyt wielu możliwości.

Drugi plus tej gry to karty. Twórca gry, Tomasz Bolik, to grafik komputerowy. Nie dziwi więc, że ilustracje są przemyślane, narysowane ładną kreską i zawierają sporo humoru (grafiki jak i podpisy). Te dzielą się na cztery rodzaje: bohaterów, targowiska, wioski i gościńca. Na początku losujemy dwóch herosów, jednego wybieramy do gry, a drugiego zakrywamy – przyda się po śmierci pierwszego. Kiedy i drugi odejdzie do krainy wiecznych łowów, możesz – jak sugeruje autor – kibicować innym albo wybrać się do wychodka. Kto co lubi.

IMG_7849
Moja postać. W tle karty potworów, wioski i targowiska.

Pozostałe karty pozwalają nam nabywać różnej maści dobra za zdobyte miedziaki (targowisko), wzmacniać rękę (wioski), walczyć z potworem, bądź rozpatrzyć zdarzenie (gościniec). Tak naprawdę wszystko rozgrywa się właśnie podczas dobierania tych ostatnich. Mamy tutaj do wyboru dwie opcje, albo samodzielnie walczymy z potworem, albo wystawiamy zlecenie. I zaczyna się zabawa. Każdy potwór ma określony kolor i siłę, by wygrać musimy co najmniej wyrównać jej wartość poprzez dokładanie kart z ręki i rzut kością. Ale uwaga, przeciwnicy mogą zagrywać zakryte karty, my wybieramy jedną z nich, a ona może (choć nie musi) wzmocnić naszego przeciwnika. Tutaj do gry wchodzi element blefu. Można straszyć, grozić, a nawet w ogóle nie przeszkadzać. Drugą opcją jest wystawienie zlecenia. W tym momencie kładziemy monstrum na środku i dokładamy maksymalnie trzy karty (które mogą dać mu porządnego buffa, a mogą nic nie robić poza straszeniem śmiałków). Jeżeli zagraliśmy przebranie, to my okazujemy się być straszliwym potworem i brak chętnych do walki (albo przegrana walczącego) zapewniają nam dodatkowe nagrody.

Zobacz także: DC: Pojedynek Superbohaterów

Mechanika jest prosta i jest to trzeci plus gry. Po pierwszej, wprowadzającej partii, kolejne są płynne i nie traci się zbyt wiele czasu na myślenie. Downtime jest więc znikomy, co zwiększa miodność gry i możliwość rozegrania kolejnych partii. W przeciwieństwie do wspomnianego na wstępie Munchkina, nie da rady kombinować w nieskończoność i przebijać się kartami. Do tego dochodzi rzut k6, co daje dodatkowe szanse na pokonanie potwora. W tym wypadku uczeń, czyli właśnie Stwory z Obory, zdecydowanie przerósł mistrza. Jest humor, jest negatywna interakcja, nie ma przestojów, ta karcianka to idealny filler z pewnym elementem losowości i rozwojem postaci (niewielkim, ale jednak). Gorąco polecam!

/Rafał Białek

OCENA: 8.5/10

Kopię gry dostarczył wydawca, firma Muduko

stwory20z20obory-pudelko

 

Wydawca: MUDUKO
Czas gry: ok. 10 min. na gracza
Wiek: od 13 lat
Zawartość: 109 kart, 108 żetonów (zdrowie, sława, miedziaki), 1 kostka k6
Liczba graczy: 2- 5 osób