DŻENTELMENI (Recenzja)

Filmy Guy’a Ritchiego to specyficzne kino i jego styl można bardzo łatwo rozpoznać. Nie ma znaczenia, czy jest to Król Artur: Legenda Miecza, Rock’N’Rolla czy Sherlock Homes: Gra Cieni – teledyskowy montaż i zakręcona ścieżka dźwiękowa od razu mówią nam „No tak, kolejny film od Ritchiego”. Wspomniane obrazy mają swoich fanów (choć z Królem Arturem to różnie było), ale dla mnie najlepsze produkcje od brytyjskiego reżysera to niewątpliwie Przekręt oraz Porachunki. Dwa konkretnie zakręcone filmy o gangsterach – zabawne, brutalne, pełne wybuchowych zwrotów akcji i zapadających w pamięć kreacji aktorskich – wszyscy pewnie pamiętacie Brada Pitta jako cygańskiego mistrza boksu? Klasyka!

Najnowsza produkcja Ritchiego to wyczekiwany powrót do opowieści o bandziorach. Fabuła z pozoru jest prosta: baron narkotykowy (jak zawsze świetny Matthew McConaughey) postanawia sprzedać swoje imperium. Wszystko się komplikuje, kiedy pojawiają się kolejni gracze, którzy zrobią wszystko, aby zdobyć ten tort. Zapadające w pamięć kreacje aktorskie? Są i to jakie – oprócz wspomnianego McConaughey’a wybija się także Hugh Grant (co za powrót! Nie, to nie jest ten sam gości, co męczył bułę w komediach romantycznych) oraz Colin Farrell (wykreowana przez niego postać potrzebuje własnego filmu, wow!). Reszta obsady też ma co robić, aczkolwiek gdy widzę Charliego Hunnama to zawsze nie mogę uwolnić się od jego Jaxa z Sons of Anarchy. Akcji jest dużo, momentami bardzo kameralnej, ale z odpowiednią puentą. Tak samo jak i zabawnych sytuacji – a w sumie to bardziej takowych dialogów, w których przoduje właśnie Hugh Grant (stary, jak Ty mogłeś się tak marnować w tych romansidłach?).

Zobacz także: TOP 10: Najbardziej oczekiwane filmy 2020

Po seansie wielu znajomych zadawało mi jedno pytanie – czy jest to lepszy film od Przekrętu i Porachunków? Odpowiadam: Nie ma takiej opcji. Wspomniane klasyki Ritchiego były czymś kompletnie świeżym, czymś, co po prostu nie da się powtórzyć. Dżentelmeni to naprawdę dobre kino, z seansu wyszedłem zadowolony, ale nie ma tutaj startu do tych produkcji sprzed ponad dwóch dekad. Zwłaszcza że tym razem jest po prostu zbyt przewidywalnie i te zwroty akcji nie mają takiej siły przebicia. Co nie zmienia faktu, że film polecam, a sam biegnę do sklepu po plakat z Hugh Grantem – mistrz!

Wojciech Tarczynski

dzentelmeni-plakat