Green Lantern. Galaktyczny Stróż Prawa. Tom 1 (RECENZJA)

Zieloną Laternię lubię od wielu lat (pamiętacie zeszyty od TM-Semic?), a szczyt moich zainteresowań przygodami Hala Jordana, przypada na erę historii stworzonych przez Geoffa Johnsa – w polsce ukazała się „Blackest Night”, oraz kilka tomów w ramach WKKDC, tego autora. Kosmiczny korpus galatycznej policji, wyposażonej w magiczne pierścienie zasilane siłą woli (ok, mają też bateryjki), na jakiś czas kompletnie wypadł z mojej listy lektur. Czas to zmienić – Egmont właśnie wydał pierwszy tom nowej serii Green Lantern, z scenariuszem zakręconego Granta Morissona i rysunkami Liama Sharpa.

Zobacz także: Alien 3 – niezrealizowany scenariusz

Pierwsze wrażenie można streścić krótko „JPRDL, ale kwas!„. Morisson jest znany z niesamowicie oryginalnych pomysłów i dziwacznych fabuł. Wielu z Was kojarzy gościa z jego prac nad Doom Patrol, Animal Man, JLA, New X-Men i wielu innych komiksów. Czasem mniej, a czasem więcej używa swojej kreatywności, ale tym razem włodarze DC Comics rzucili mu hasłem „Grant, pokaż co potrafisz!” i otrzymaliśmy komiks po prostu pięknie Morissonowski – niby prosta fabuła, ale zakręca jak naćpana, ważne zwroty akcji atakują w nieoczekiwanych momentach (na dodatek w małych panelach, a nie całostronicowych planszach), a wśród Korpusu znajdziecie najbardziej oryginalne postacie…. w historii tej serii? Panie i Panowie, jeden z Kosmicznych Policjantów, to muskularny facet z… małym, ciągle wybuchającym wulkanem zamiast głowy. Dlatego też, jego każdej wypowiedzi towarzyszy ciche „łubudubu”.

Green-Lantern-Corps-Liam-Sharp

Jeśli w Waszych kolorowych umysłach, pojawiły się znajome literki „WTF”, to witam, jedziemy na tym samym wózku. A takich przypadków jest mnóstwo – w pewnym momencie fabuły, Hal Jordan, wraz z innymi Zielonymi Glinami, wpada na kosmiczną aukcję, gdzie jednym z sprzedawanych przedmiotów jest… zmniejszona Ziemia, wraz z wszystkimi mieszkańcami. WHAT?! 😀

Niesamowite pomysły Morissona to jeden z największych plusów tego albumu, ale bez rysunków Sharpa nie byłoby tak kolorowo – artysta, którego rysunki ostatnio mogliście podziwiać przy „Wonder Woman Odrodzenie”, to idealny ilustrator przygód w kosmosie. Wykręcone stwory, piękne budowle i MROK , który w jednym z rozdziałów wręcz krzyczał „Bloodborne!”, rozwalają system. Szkice bywają nierówne, ale pal licho, takiej podróży do innych galaktyk długo nie zapomnę.

Nie kupujcie tego komiksu jeśli oczekujecie sztampowych przygód superbohaterów. Znajdziecie tutaj ciekawe rozwiązania fabularne, oryginalne pomysły rozwijajace korpus Zielonych Latarni i momenty, w których nie macie pojęcia co miał na myśli autor. Ale najważniejsze że lektura tego albumu to sama przyjemność. Polecam!

/Wojciech Tarczynski

24444987oOCENA: 8.5/10

Egmont Polska, ponad 150 stron, miekka oprawa, wtf lvl ponad normę.

Egzemplarz komiksu dostarczyło wydawnictwo Egmont.